Tadeusz Słobodzianek - człowiek-demolka

Tadeusz Słobodzianek - człowiek-demolka

Tadeusz Słobodzianek (fot. JACEK HEROK / newspix.pl) / Źródło: Newspix.pl
Tadeusz Słobodzianek dostał od losu i ludzi talent oraz trzy teatry. Robi w nich rewolucję i wywraca do góry nogami dawny porządek. Z jakim efektem?
Równo rok temu wygrał konkurs na dyrektora Teatru Dramatycznego w Warszawie, jednej z najlepszych scen w kraju. A z nią dostał do rozdysponowania 11 milionów złotych dotacji z miasta. Chociaż teatr przynosi większe wpływy niż za rządów poprzednika, Słobodzianek dokonuje tego ogromnym kosztem. Tnie repertuar poprzedników, skonfliktował się z aktorami, reżyserzy nie chcą z nim pracować, wyrzucany przez niego z teatru zespół oskarża go o nadużycia. A na domiar złego wdał się w spór z warszawiakami i Prezydent Miasta Hanną Gronkiewicz-Waltz o "Kulturalną". Spór ten przegrał. Ale to nie koniec walki dramaturga i reżysera Tadeusza Słobodzianka z nieprzychylną rzeczywistością.

Z dyrektorem spotykam się w jego gabinecie w Teatrze, w Pałacu Kultury i Nauki. Podaję rękę potężnemu mężczyźnie w czarnej bluzie i okularach. – Mam nadzieję, że pani nie jest z tego działu, który się zajmował sprawą Wojciecha Fibaka? – z uśmiechem mówi mi na powitanie. – Nie, ale jestem zwolenniczką ujawniania takich spraw – odpowiadam. – Ach, tak – uśmiech na jego twarzy zamiera.

Przechodzimy na taras z widokiem na Warszawę. Rozmawiamy o programie teatru, ale także o konfliktach z osobami do niedawna związanymi z Dramatycznym i wojnie o "Kulturalną". Szefową tego klubu jest Agnieszka Łabuszewska – do tej pory sprawna animatorka życia kulturalnego i towarzyskiego w teatrze. Dyrektor mówi: - Organizowaniem przestrzeni klubowej zajmie się Elżbieta Komorowska, która kiedyś organizowała praski "Sen Pszczoły".

Pytam, jak wyobraża sobie tę strefę. - Mnie zależy na miejscu, które będzie działało kompatybilnie z teatrem. Jeśli np. mamy premierę "Absolwenta" chętnie widziałbym w "Kulturalnej" bal w stylu lat 60., by publiczność po świetnej zabawie mogła przyjść do teatru. I odwrotnie, aby zaraz po obejrzeniu "Cudotwórcy" przy lampce wina miała szansę porozmawiać o tym, co zobaczyła na scenie - mówi. Widzów Dramatycznego nazywa "jesionkami" (czyli elegancko ubranymi inteligentami z miasta), dotychczasowych bywalców "Kulturalnej" – hipsterami. Sugeruje, że skoro "oni" nie chcą "jesionek", to on nie chce u siebie hipsterów.

W teatrze aż buzuje od złych emocji. Urzędowanie Słobodzianek zaczął niefortunnie: przygotował listę reżyserów, których widziałby wśród współpracowników. Ale nie skonsultował jej z twórcami, którzy wcale nie mieli ochoty na tę współpracę. Zarzucano mu, że zamiast programu zaoferował pomieszane bez ładu i składu nazwiska i style. Dyrektor tłumaczy, że chciał zapraszać twórców z lewa i prawa, stworzyć teatr repertuarowy i mainstreamowy, bliski miejskiej inteligencji, bez nowomodnych eksperymentów na tekście i formie: - Chciałem pokazać historię i dotknąć rozmaitych zbolałych miejsc w polskim życiu społecznym.Ale na razie niewiele wychodzi z jego założeń. Najbardziej wymowne dla zmian w Dramatycznym są projekty plakatów jego spektakli. Widać na nich przede wszystkim albo wyłącznie twarz głównego bohatera, tytuł dzieła i autora (jak w "Młodym Stalinie"). To cecha charakterystyczna: ludzie, którzy przygotowują przedstawienie są dla dyrektora kwestią drugorzędną, najważniejszy jest tekst – on jest świętością. Ta zasada dotyczy nawet reżyserów, z którymi współpracuje. Ale głównie aktorów, którzy przeciwko Słobodziankowi zbuntowali się i wysłali list protestacyjny do Biura Kultury Urzędu Miasta Warszawy. Jego dyrektor Marek Kraszewski list odesłał do Słobodzianka, a aktorom powiedział, że robią niepotrzebny "szum" i aferę wokół sprawy.

Więcej w artykule Anny Gromnickiej w najnowszym (25/2013) numerze tygodnika "Wprost".

Nowy numer "Wprost" od niedzielnego wieczora jest dostępny w formie e-wydania .

Najnowszy "Wprost" jest także dostępny na Facebooku .

Czytaj także

 0