Wenecja 2013: Gwiazdy jednej i wielu ról

Wenecja 2013: Gwiazdy jednej i wielu ról

FOT.WENN/NEWSPIX.PL / Źródło: Newspix.pl
Judi Dench, Scarlett Johansson, Nicolas Cage, Jesse Eisenberg, Daniel Radcliffe, James Deen. W Wenecji swoje filmy prezentowali zarówno wygrani, jak i przegrani show biznesu.
Po czerwonym dywanie festiwalu weneckiego defilują gwiazdy. Te, których kariery toczą się w zawrotnym tempie i te, którym po sławnych rolach udało się zmienić wizerunek. Ale równie głośno jest tu o aktorach, którzy próbują podnieść się po upadku. Albo chcą gwałtownie zaistnieć na międzynarodowym forum.

Wspaniała Judi Dench zawsze przyjmowana jest brawami. Zwłaszcza po takiej roli jak w „Philomenie” - trudnej, nieoczywistej, dopracowanej w każdym szczególe. W Wenecji mówi się, że kreacja w filmie Stephena Frearsa może jej przynieść co najmniej nominację do Oscara, a może i statuetkę.

Dench jednak już dawno pokazała jak wybitną i wszechstronną jest aktorką. Zaskoczyła zaś Scarlett Johansson. W „Under the Skin” Jonathana Glazera przenosi się do Szkocji i zostaje brunetką. To artystyczny eksperyment, pozbawiony klasycznej fabuły. W filmie bohaterka - kosmitka uwodzi kolejnych mężczyzn zaciągających ich do czarnej otchłani. Prasa już okrzyknęła tę rolę „najbardziej szalonym przedsięwzięciem” gwiazdy. A reżyser wspominał: - Kręciliśmy niewielką kamerą wśród przechodniów na ulicach Glasgow i bywalców w klubie nocnym. Niemal nikt nie poznał Scarlett. Ludzie zaczynali się orientować, że coś w ogóle się dzieje po czwartym albo piątym z dubli.

W Wenecji na Johansson czekała cała armia fotoreportetów. Ale aktorka przyzwyczajona jest do blasku reflektorów. Jesse Eisenberg zniknął z oczu gapiów po angielsku. Gdy tylko po konferencji w stronę aktorów z „Night Moves” ruszyli w jego stronę fani, schował się za koleżankę z planu, Dakotę Fanning i niepostrzeżenie wyszedł.

- Co ja zrobię, że nie umiem się w takiej sytuacji zachować? - mówi mi w wywiadzie. Ale może dlatego jest tak dobry w rolach introwertyków. Chudy, w szarej koszulce i jeansach, najchętniej opowiada o swoich sztukach i opowiadaniach pisanych dla „New Yorkera”. Jego sukces to dowód, że coś się w Hollywood zmienia. Drzwi do kina głównego nurtu otwierają się dla aktorów, którzy nie przypominają Toma Cruise'a, są charakterystyczni, nie pasują do klasycznych kanonów. Ale mają wielki talent. A na koniec naszej rozmowy Eisenberg rzuca: „Hej, a znasz Szczecin? Bo mam tam rodzinę, co jakiś czas wpadam”.

Na podobną ucieczkę z konferencji prasowej nie mógłby sobie pozwolić Daniel Radcliffe. W „Kill Your Darlings” Johna Krokidasa zagrał Allena Ginsberga. Ale tłum pod pałacem festiwalowym nie wyglądał na grupę literaturoznawców. Storpedował barierki chcąc dotknąć Radcliffe'a, do akcji wkroczyli ochroniarze aktora i włoska policja. Ostatni raz taki pisk na Lido słyszałem, gdy Selena Gomez promowała „Spring Breakers”. Radcliffe, choć gra w różnych filmach, wciąż pozostaje czarnoksiężnikiem Harry'm.

Słabej passy nie udało się przełamać Nicolasowi Cage'owi. W „Joe” jego bohater rzadko zmienia minę. Jako twardy facet z amerykańskiej prowincji, chodzi z bólem egzystencjalnym wypisanym na twarzy, czasem wdając się w bójki albo strzelaniny. - Nie zastanawiałem się, czy to film o rozpadzie społeczeństwa – mówił szczerze Cage. - Jestem tylko aktorem. Przeczytałem powieść, scenariusz i próbowałem powołać tę postać do życia.

Niedobrze została na festiwalu oceniona też nowa rola Lindsay Lohan. W ostatniej chwili aktorka zrezygnowała z przyjazdu. Mimo obietnic złożonych reżyserowi i zaplanowanych wywiadów. Zagrała w „The Canyons”, słabo przyjętym thrillerze erotycznym Paula Schradera. - To ciekawa aktorka, choć nieprzewidywalna. Przez ostatnie 16 miesięcy czułem się jej zakładnikiem – westchnął reżyser. Natomiast krokiem naprzód z pewnością jest ten obraz dla Jamesa Deena (nie mylić z Deanem). To doświadczony aktor - zagrał w ok. 1400 (!) produkcjach. Tyle że porno. „Canyons' to jego debiutem poza branżą.

- Brakowało mi w filmach dla dorosłych możliwości pracy nad osobowością bohatera – mówił. - Nawet jeśli jest w nich jakaś fabuła, zwykle brakuje czasu na sceny, w których można by powiedzieć coś więcej o bohaterze i jego psychice. 

Aktor wyraził sceptycyzm wobec stanowiska dziennikarza jakoby sceny seksu w „The Canyons” były odważne. Na weneckim czerwonym dywanie Deen pojawił się z partnerką, również znaną widzom sięgającym na najwyższą półkę wypożyczalni wideo – Stoyą. W czasie photocallu wygłupiał się, robił miny. Sprawiał wrażenie, jakby był w swoim żywiole.

Aktorstwo to trudny zawód, w którym niemal każdy przeżywa tyle samo wzlotów, co upadków. Ale Christoph Waltz, odtwórca głównej roli w „The Zero Theorem” Terry'ego Gilliama, jeszcze kilka lat był zupełnie nieznany. Z niebytu wyciągnęła rola w „Bękartach wojny”, dziś jest wielką gwiazdą. Więc w tym niełatwym zawodzie warto czasem zaciąć zęby. Bo nigdy nie wiadomo, kiedy zadzwoni Quentin Tarantino.

Czytaj także

 0

Czytaj także