Czy i gdzie wybuchnie III wojna światowa? Sprawdzają to komputery

Czy i gdzie wybuchnie III wojna światowa? Sprawdzają to komputery

Dodano:   /  Zmieniono: 37
Czy i gdzie wybuchnie III wojna światowa? Sprawdzają to komputery (fot.sxc.hu)
Analitycy i ich komputery dzień i noc testują scenariusze konfliktów, które mogą spowodować kolejną wojnę światową. Gdzie i kiedy wybuchnie konflikt?

Kolejna wojna światowa rozpocznie się w 2014 r. w trakcie igrzysk zimowych w Soczi. To prognoza sprzed czterech lat. Jej autorem jest rosyjski astrolog Paweł Globa, który przyszłość poznaje, zaglądając w gwiazdy oraz w głąb własnej duszy. Choć Globa to wróżbita, dziś mu wtórują eksperci.

– Kryzys ukraiński może doprowadzić do trzeciej wojny światowej, ostrzegam już od kilku miesięcy – mówił w zeszłym tygodniu były doradca prezydenta Rosji Andriej Iłłarionow, współpracujący z amerykańskim Cato Institute. Według Iłłarionowa prezydent Rosji Władimir Putin musi odzyskać wpływy we wschodniej Europie, bo inaczej Ukraina wejdzie do NATO. To oznaczałoby dla Rosji katastrofę: leżąca 700 km od Kijowa Moskwa będzie mieć Zachód u swego miękkiego podbrzusza. – Dlatego Putin za wszelką cenę musi utrzymać granice strefy wpływów na linii nieopodal Polski – twierdzi geopolityk George Friedman z instytutu Stratfor. Jego prognoza z 2009 r. brzmi tak: w ciągu kilku lat Rosja podporządkuje sobie Ukrainę, a potem kraje zależne, takie jak Białoruś czy Mołdawia; Unia Europejska będzie bierna, ale ok. 2015 r. USA poczują się wywołane przez Rosję do tablicy i zwiększą współpracę militarną z wschodnimi krajami UE. Takimi jak Polska.

– Zawieszamy współpracę militarną z Rosją, a zwiększamy pomoc militarną dla Polski i NATO – ogłosił tydzień temu Pentagon. Czyżby losy świata miały się rozwijać zgodnie z przewidywaniami analityków?

BEZPIECZNA UKRAINA

Niekoniecznie, choć rewolucja informatyczna ułatwia prognostykom zadanie, umożliwiając automatyczne szacowanie ryzyka konfliktów. Od lat 90. pracuje nad tym choćby DARPA, amerykańska agencja badająca technologie wojskowe. Jej badacze zmierzyli, że prognozy polityczne pisane ręcznie przez CIA mają tylko 60 proc. sprawdzalności. To mało. Stworzyli więc komputerowy program ICEWS, który z marszu, na podstawie wprowadzonych danych historycznych, uzyskał sprawdzalność rzędu 80 proc. Skąd tak dobry wynik? Program brał pod uwagę obiektywne dane statystyczne z wielu źródeł. Dzięki temu zmniejszyło się ryzyko błędu z powodu subiektywnej oceny ludzkiej. Od tamtego czasu cyfrowe przewidywanie konfliktu stało się lukratywną działką geopolityki, a ministerstwo obrony finansuje badania w tej dziedzinie nawet we współpracy z uniwersytetami (Inicjatywa Minerwa). Oczywiście, sposób działania algorytmów oraz wprowadzone dane są objęte klauzulą poufności.

Komputerowe prognozy tworzą także organizacje non profit, takie jak Council of Foreign Relations, wydawca prestiżowego magazynu „Foreign Affairs”. Ich program Global Conflict Tracker ocenia, że największe ryzyko konfliktu globalnego jest obecnie na Ukrainie, w kilku miejscach na Bliskim Wschodzie, w Afganistanie, Pakistanie, Korei Północnej oraz na terytorium USA ze względu na atak terrorystyczny lub hakerski.

Niestety, czerwony alarm dla Ukrainy pojawił się na mapie programu dopiero niedawno. Jeszcze w prognozach na 2014 r. wschodnie granice Polski miały być bezpieczne. Z przewidzeniem kryzysu ukraińskiego nie poradził sobie także program prognostyków z Ward Lab na amerykańskim Duke University. Pod koniec zeszłego roku wskazał, że najgroźniejsze punkty zapalne są w Bangladeszu, Iraku oraz Czadzie. Ani słowa o Ukrainie. Powód? Nawet dobry algorytm potrzebuje informacji nie tylko dostępnych publicznie, ale też dostarczanych przez wywiad i wojsko. A także opinii ekspertów, którzy nie ulegają modzie na twierdzenie, że konflikt militarny w Europie jest niemożliwy.

MOSKALE NA ŁOTWIE

Z punktu widzenia wojskowego Ukraina to de facto teren wpływów rosyjskich, poza strukturami NATO. – Rosja ma teraz okienko strategiczne – mówi dr Błażej Sajduk, ekspert ds. prognostyki z Wyższej Szkoły Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera. – To okres 10-20 lat, podczas których ten kurczący się demograficznie kraj jest jeszcze w stanie wystawić odpowiednią liczbę rezerwistów, wejść głębiej w nizinę europejską, wzmocnić wpływ na Kaukazie i Bliskim Wschodzie – wylicza Sajduk.

– Interwencja na Krymie tylko pokazała, że integracja handlowa wcale nie likwiduje zagrożenia wojną – mówi. – Tuż przed wybuchem I wojny światowej Niemcy i Wielka Brytania były wręcz wzorowymi partnerami handlowymi. Panowała moda na niemieckość, choć to właśnie niemieccy naziści kilkanaście lat później zorganizowali mord ludzi na skalę przemysłową. Dziś obserwujemy zaskoczenie agresją Rosji. W zeszłym tygodniu obudzili się nawet pokojowi Szwedzi: politycy zgodnie ogłosili, że wobec braku armii i nieobecności w NATO muszą opracować nową strategię obronną. W Polsce też wybuchła psychoza. Tabloidy zamieszczają nawet listy zakupów na wypadek wojny.

Choć bezpośredni konflikt Rosja – UE jest dziś mało realny, prawdopodobieństwo rośnie. Putin aktywnie działa w Gruzji – wystarczy wspomnieć „tymczasowe” przesunięcie strefy granicznej Rosji w głąb Gruzji w trakcie igrzysk w Soczi. Będzie też dalej parł na zachód. W ciągu kilku lat zacznie testować zdolność zarządzania kryzysowego w Europie, aktywizując mniejszość rosyjską Litwy, Łotwy i Estonii. Ta pierwsza sąsiaduje z wojskowym obwodem kaliningradzkim, który w oka mgnieniu jest w stanie przyjść rosyjskim obywatelom „z pomocą”. – Zachód nie umrze za Ukrainę, a Polska jest obecnie bezpieczna. Jednak następne w kolejce dla Rosji są państwa bałtyckie – mówi prof. Christopher Coker, ekspert ds. wojny z London School of Economics. – Raporty wskazują, że Rosja już dawno umieściła w kluczowych systemach informatycznych Łotwy wirusa komputerowego, który będzie uruchamiany w dogodnych momentach.

KOCIOŁ ARABSKI

O ironio, kryzys na Krymie nadszedł niedługo po nominacji Putina do Pokojowej Nagrody Nobla za rozwiązanie kryzysu w Syrii. Według prognoz to właśnie na Bliskim Wschodzie istnieje największy potencjał ogniskowy konfliktów. Spotykają się tu strefy wpływów Zachodu, świata arabskiego i Rosji oraz religie: judaizm, islam i chrześcijaństwo. Global Conflict Tracker na podstawie danych statystycznych oraz opinii 1,2 tys. ekspertów i 30 możliwych scenariuszy konfliktów wyodrębnił pięć punktów zapalnych: po pierwsze Syria w trakcie wojny domowej, po drugie Jordania, która nie może sobie poradzić z prawie 600 tys. uchodźców z Syrii i innych krajów. Po trzecie Iran, którego program atomowy mimo otwarcia prezydenta Rouhaniego na USA ciągle może powodować nerwowe reakcje Izraela. Po czwarte Irak, gdzie wojna domowa w ciągu tylko zeszłego roku pochłonęła 8 tys. ofiar. Po piąte Jemen, wylęgarnia terrorystów i kraj nieustannie atakowany przez amerykańskie drony. – Mimo to wojna w tym rejonie będzie mieć na razie charakter regionalny – ocenia prof. Coker, według którego trzecia wojna światowa może się rozpocząć albo w Europie Wschodniej, albo w Azji.

POWTÓRKA Z ROKU 1914

Punktem zapalnym dla trzeciej wojny mogą być z pewnością wybrzeża Chin. Leży tam kilka niezamieszkanych wysepek, które chcą przejąć Japonia – sprzymierzona z USA – oraz Chiny. Między krajami narasta wrogość i przekonanie, że nie rozwiązały konfliktów od czasów II wojny światowej. Wszystko to dzieje się nieopodal ochranianego przez USA Tajwanu, który Chiny chcą przyłączyć do swojego terytorium. – Relacje między Chinami a Japonią przypominają te między Wielką Brytanią i Niemcami w 1914 r. – mówił premier Japonii Shinzo Abe w styczniu.

Kolejny punkt zapalny w Azji to Półwysep Indyjski. Indie prowadzą spór terytorialny z Chinami o granicę w Himalajach. Rywalizują też z Pakistanem i Chinami o dostęp do zasobów wody: Chiny zamierzają zbudować tamę na rzece Brahmaputrze, co zaburzy gospodarkę wodną Indii, natomiast Indie tamę na rzece Dźhelam, co zagrozi Pakistanowi. Te kraje są daleko od Polski, ale mogą niepostrzeżenie wywołać światowy konflikt. – W 1914 r. też nikt głośno nie mówił o wojnie – przypomina prof. Coker. – Jeśli dziś będziemy trwać w ułudzie, że globalna wojna jest nieprawdopodobna, to zapłacimy za to wysoką cenę. Dlatego zamiast gadać o globalizacji i zbiorowym bezpieczeństwie, zainwestujmy w zbiorową obronę. Im wcześniej, tym lepiej.

560 tys. – tylu Rosjan żyje na Łotwie (to 27 proc. populacji kraju). Ochrona ludności może być pretekstem dla kolejnej interwencji Rosji

14 – tyle sporów terytorialnych z sąsiadami mają obecnie Indie. W tym pięć z Chinami

51 tys. mld – tyle dolarów w zeszłym roku na obronność wydała Japonia. To tylko o połowę mniej, niż wydały 25 razy większe Chiny

Artykuł ukazał się w jednym z ostatnich numerów tygodnika "Wprost" (12/2014)

Najnowszy "Wprost" dostępny jest w formacie  e-wydania
Najnowszy "Wprost" także jest dostępny na  Facebooku
"Wprost" jest dostępny również w wersji do  słuchania

 37

Czytaj także