Polacy w pracy spędzają niemal najwięcej czasu w Europie. Pracoholizm stanie się problemem?

Polacy w pracy spędzają niemal najwięcej czasu w Europie. Pracoholizm stanie się problemem?

Dodano:   /  Zmieniono: 8
(fot. sxc.hu) / Źródło: FreeImages.com
Masz poczucie winy, że zamiast pracować, czytasz gazetę? Uważaj, bo to objaw pracoholizmu.

Kiedy Joanna Rakowicz wybrała się z synem na spacer, sąsiadka powitała ją zdumiona: „O, a ja myślałam, że pani dawno się wyprowadziła...”. Bo Rakowicz tygodniami nie wychodziła z domu. Spała po trzy godziny na dobę, a resztę czasu wypełniała jej praca. Dokładnie dwa lata temu napisała na blogu, że jest pracoholiczką: „Przestałam widzieć. Patrzę, ale nie widzę. Nie zauważam. Nie widzę już gwiazd. Nie pamiętam, jak pachnie trawa. Nie pamiętam, jak to jest rozpuścić włosy na wietrze. Nie pamiętam, jak biega się na bosaka po piasku”. Dziś Joanna Rakowicz ma 40 lat. Mieszka z synami w Poznaniu, pracuje jako specjalista ds. sprzedaży w hurtowni farmaceutycznej. Z branżą związana jest od lat, ale w 2007 r. na prawie sześć lat zmieniła zawód. Przypadek sprawił, że zajęła się tworzeniem stron WWW. Założyła własną firmę i powoli zaczęła się zatracać w pracy. – Kiedy dzwonił klient, nie patrzyłam na godzinę. Nie przyszłoby mi nawet do głowy powiedzieć, że dziś już nie jestem w pracy, proszę odezwać się jutro. Brałam wszystkie zlecenia, a potem siedziałam po nocach, żeby zdążyć na czas – mówi. Kiedy któryś z synów o coś ją prosił, zbywała go: idź na spacer, pooglądaj telewizję, pograj sobie w coś. Nie była w stanie wygospodarować czasu nawet na wspólne śniadanie. Przestała się spotykać ze znajomymi. – Byłam już na skraju wyczerpania – mówi Joanna.

– Po prostu przestałam dawać radę. Wtedy dotarło do mnie, że muszę coś z tym zrobić. Wyobraziła sobie siebie za ileś tam lat. I rozmowę z przyszłym wnukiem: – Co robiłaś, babciu, jak miałaś 30 lat? – Siedziałam przy komputerze… – A jak miałaś 35 lat? – Siedziałam przy komputerze… – A jak skończyłaś 40 lat? – Siedziałam przy komputerze… – Porywające życie miałaś, babciu. To był ostatni dzwonek. Zrezygnowała z firmy, półtora roku temu wróciła do branży farmaceutycznej. Z trudem uczy się stawiać sobie granice. – Praca najwyżej do 16. Potem czas dla dzieci. Kiedy dom śpi, oddaję się swojej pasji, czyli pisaniu [Joanna Rakowicz wydała pięć książek, które zaczęła pisać jako blogerka – red.] – mówi.

Zwolnienie? Katastrofa!

Piotr Smyk, coach i konsultant, który doradza firmom, jak zwiększyć efektywność pracy, takich historii mógłby opowiedzieć dziesiątki. Na szkoleniach zawsze tłumaczy: – Zdrowy człowiek musi dbać o trzy obszary swojego życia: pracę, bliskich i swoje pasje, czyli to, co robi tylko sam dla siebie. Jeśli którakolwiek z tych dziedzin jest zaniedbana, cała konstrukcja prędzej czy później się rozsypie. U pracoholika praca zawłaszcza wszystko. Taki człowiek myśli o niej nawet przy obiedzie z rodziną. Kiedy wychodzi z żoną na spacer, ma poczucie winy, że traci czas, który powinien poświęcić pracy. Nawet gdy pozornie oddaje się swojej pasji, czyli np. idzie na ryby, w głowie już układa kolejne strategie i projekty. – I często nie dostrzega sygnałów, które daje mu otoczenie. A kiedy rozpada się związek, kiedy nie ma już znajomych, z którymi mógłby wyskoczyć na kawę czy piwo, jeszcze bardziej rzuca się w wir pracy, żeby nie myśleć o problemach. Prawdziwy dramat zaczyna się wtedy, kiedy zostanie zwolniony. Bo faktycznie zostaje z niczym.

Pracoholik ma tylko pracę, więc jeśli ją traci, wali mu się cały świat – mówi Smyk. Opowiada też historię zdolnego mężczyzny, który jako dwudziestoparolatek dostał pracę w jednej z największych korporacji w branży finansowej. Szybko awansował i został kierownikiem dużego projektu. Czuł, że to ponad jego siły, ale nie potrafił odmówić. Zaczął pracować po 16 godzin na dobę. Wszystko było podporządkowane projektowi. Odeszła od niego narzeczona, odsunął wszystkich przyjaciół. Pojawiły się alkohol i amfetamina. Problemy ze zdrowiem. – I nagle projekt się skończył, a on stracił sens życia. I nie miał do czego wracać. Podjął wtedy desperacką decyzję, rzucił z dnia na dzień pracę, wziął plecak i ruszył w roczną podróż po świecie. Nie wrócił już do korporacji. Ima się różnych zajęć i mówi, że jest wolnym człowiekiem. Ale to chyba też jest trochę tak, że po prostu boi się wrócić do korporacji, bo wie, że historia mogłaby się powtórzyć – opowiada Piotr Smyk.

Jego zdaniem pierwszym niepokojącym sygnałem, że zaangażowanie w pracę zmierza w kierunku uzależnienia, jest podporządkowywanie całego życia obowiązkom zawodowym. – W zdrowym układzie powinno być tak, że najpierw planuję wymarzony urlop, a potem dostosowuję do niego pracę, a nie tak, że jadę na urlop dopiero wtedy, kiedy praca na to pozwoli. Potrafię odmówić szefowi, kiedy chce mi dać pracę na weekend. Potrafię odłożyć służbową komórkę, kiedy spędzam czas z rodziną. Na szczęście coraz więcej pracodawców dostrzega, że eksploatowanie pracowników do granic możliwości w efekcie dla nikogo nie jest korzystne – mówi.

Chorobliwe pożądanie

Według danych Eurostatu Polacy od lat są w europejskiej czołówce, jeśli chodzi o czas spędzany w pracy. Z danych Państwowej Inspekcji Pracy wynika, że mimo zmiany przepisów, które każą teraz restrykcyjnie pilnować wykorzystywania urlopów, wciąż kilka tysięcy pracowników ma zaległości w odbieraniu przysługujących im dni wolnych. I choć liczba wyrabianych nadgodzin w ostatnich latach sukcesywnie się zmniejsza, to wcale nie oznacza, że maleje zagrożenie pracoholizmem. Wręcz przeciwnie. Najnowszy raport naukowców pod kierunkiem dr Kamili Wojdyło z Uniwersytetu Gdańskiego pokazuje, że o pracoholizmie nie świadczy liczba godzin spędzanych w pracy, lecz raczej emocje, jakie pracy towarzyszą. Według Wojdyło czynnikiem, który przesądza o uzależnieniu, jest tzw. pożądanie pracy. Sytuacja, kiedy praca staje się obsesją, kiedy jest środkiem do budowania poczucia własnej wartości, kiedy rzucanie się w wir zadań powoduje zapominanie o rzeczywistych problemach. Kiedy człowiek staje się chorobliwie perfekcyjny i nieustannie myśli o standardach, które musi osiągnąć. Pracoholik zawsze będzie miał syndrom „odstawienny”. Bez pracy będzie czuł lęk, niepokój, poczucie winy, nie będzie potrafił skupić myśli na niczym innym.

Jak duży to problem? – Ankiety wypełniło ok. 2 tys. osób pracujących umysłowo, byli wśród nich zarówno pracownicy dużych firm, jak i np. nauczyciele. Okazało się, że ok. 10 proc. badanych wykazuje duże nasilenie symptomów, które mogą świadczyć o uzależnieniu od pracy – mówi psycholog dr Jacek Buczny. Dodaje, że problem dotyczył wszystkich, bez względu na zawód czy pozycję w firmie. Autorzy badania podkreślają, że człowiek, który spędza dużo czasu w firmie, ale czerpie z tego radość, a praca nie dominuje całego jego życia, nie jest pracoholikiem i w takich przypadkach nie można mówić o uzależnieniu.

Pracoholizm to choroba. I tak jak w przypadku innych uzależnień pierwszym krokiem powrotu do normalności jest przyznanie przed sobą: tak, mam problemy. Możliwości terapii jest wiele. Psychoterapeuci specjalizujący się w pomocy uzależnionym od pracy uczą, jak ułożyć życie na nowo, jak przestawić system wartości, w którym do tej pory na pierwszym miejscu były firma i kariera. Joanna Rakowicz podkreśla, że powrót do normalności nie następuje z dnia na dzień i że uzależnienia człowiek nie pozbędzie się raz na zawsze. Ostatnio złamała granicę, którą sama sobie wyznaczyła, i umówiła się z klientem na telefon o godz. 20. – Znowu się zaczyna – usłyszałam od syna. Jestem szczęściarą, że mam kogoś, kto mi potrafi przypomnieć, że takie postępowanie może źle się skończyć – mówi i dodaje: – Pracoholizm to trochę jak alkoholizm. Już zawsze będę musiała uważać, żeby znowu nie wpaść w ten wir.

Artykuł ukazał się w 16 /2014 numerze tygodnika " W prost"   

Najnowszy numer "Wprost" od poniedziałku rano będzie  dostępny w formie e-wydania.
Najnowszy "Wprost" będzie  także dostępny na Facebooku.
"Wprost" jest dostępny również w wersji do słuchania.

Tygodnik "Wprost" można zakupić także za pośrednictwem E-kiosku
Oraz na  AppleStore GooglePlay 

 8

Czytaj także