Obecni 25-latkowie - pokolenie paradoksów

Obecni 25-latkowie - pokolenie paradoksów

Dodano:   /  Zmieniono: 10
"Obecni 25-latkowie to pokolenie paradoksów" (fot. sxc.hu) / Źródło: FreeImages.com
Urodzili się 4 czerwca 1989 r. Całe życie spędzili w wolnej Polsce. Twierdzą, że poza datą urodzenia nic ich nie łączy. Może z wyjątkiem trudności z podejmowaniem decyzji.
Krzysztof Bieńko na spotkanie przychodzi dziesięć minut przed czasem. – Zawsze jestem za wcześnie – tłumaczy się 25-latek z modną fryzurą podkreśloną dodatkowo okularami marki Ray- -Ban. – Urodziłem się o 21.50, czyli dziesięć minut przed zamknięciem lokali wyborczych. Mama zdążyła zagłosować, tuż zanim trafiła na porodówkę – opowiada Izie i Marlenie. Dziewczyny na spotkanie przyszły razem. Znają się ze studiów. Kiedyś na zajęciach Marlena zauważyła na ręce Izy bransoletkę z wygrawerowaną datą urodzin, taką samą jak jej: 4 czerwca 1989 r. Gdyby nie ta data, być może w ogóle nie zaczęłyby z sobą rozmawiać, przyznają dzisiaj, bo pod wieloma względami bardzo się od siebie różnią. Poza tym nie mają potrzeby przynależności do jakiejkolwiek grupy, a już na pewno nie tych pod szyldami JP2, czyli młodych katolików skupionych wokół nauk papieża Polaka, ani Y, czyli generacji, dla której najważniejsze są technologia i pełne doznań życie.

Dlaczego tacy są? – Urodzeni w roku przemian obecni 25-latkowie to pokolenie paradoksów. Zbiór jednostek, z których każda dąży do tego, żeby jakoś się wyróżnić. Wspólne jest w nich chyba tylko to, że mają marzenia – mówi Paweł Jóźwiak-Rodan, reżyser dokumentu „Moje 89 pokolenie” i obrazu fabularnego „Osiem9” z 2010 r. – Poruszają się w świecie łatwo dostępnych dóbr i niemal nieograniczonych możliwości, z których nie potrafią wybierać. I właśnie ta próba wchodzenia w dorosłość, szukanie własnej tożsamości to jedyna walka, jaką toczą. Bo jako pokolenie nie walczą z niczym i o nic – dodaje reżyser.

KRZYSZTOF OD KRAWCZYKA

W 1989 r. na świat przyszło niespełna 600 tys. dzieci, z czego 1,5 tys. to „dzieci wolności”, ci urodzeni 4 czerwca. Dzień przed, czyli dzień przed pierwszymi częściowo wolnymi wyborami parlamentarnymi, Polacy wsłuchiwali się w 380. notowanie listy przebojów radiowej Trójki, na szczycie której znalazł się zespół The Cure z piosenką „Lullaby”, na drugim miejscu De Mono i ich hit „Kochać inaczej”, potem Bon Jovi i Madonna. Szóste miejsce zajmował T.Love i „To wychowanie”, w którym Muniek Staszczyk śpiewał o miłości i poszanowaniu ojczyzny. – Rodzice też słuchali Trójki, ale ojciec był przede wszystkim wiernym fanem Krzysztofa Krawczyka. Więc kiedy usłyszał, że urodzi mu się syn, imię wybrał od razu. Cieszę się, że przynajmniej gust muzyczny odziedziczyłem po mamie – mówi z przekąsem Krzysiek, któremu marzy się praca dziennikarza muzycznego. Choć zdaje sobie sprawę, że na naszym rodzimym rynku to zajęcie raczej niszowe i bardziej hobby niż praca, z której można by się normalnie utrzymać.

Oprócz gustu muzycznego Krzysztof odziedziczył też świadomość polityczną. – Pewnie zostanie politykiem – żartował w szpitalu położnik, kiedy usłyszał, że mama Krzyśka, zanim zgłosiła się na oddział, pojawiła się w lokalu wyborczym. – Mało brakowało, żeby jego przepowiednia się spełniła. Na szczęście skończyłem tylko politologię. I studia skutecznie przekonały mnie, żeby od polityki trzymać się jak najdalej. Ale niewątpliwie sprawiły też, że mam większą niż moi rówieśnicy świadomość polityczną. Dlatego, mimo że polską polityką jestem kompletnie rozczarowany, chodzę na wybory – oznajmia. Mówi też, że być może, jeśli nadarzy mu się okazja i będzie miał gdzieś w Europie czy na świecie większe możliwości rozwoju niż w Polsce, wyjedzie, przynajmniej na jakiś czas. – Nie mam ani rodziny, ani kredytu, który by mnie tu trzymał, a z przyjaciółmi można się przecież kontaktować także na odległość – dodaje, zauważając, że Unia daje młodym ludziom wielkie możliwości. Podkreśla, że dopóki mieszka i pracuje w Polsce, stara się wywiązywać z obywatelskich obowiązków. – Wybory to dla mnie jeden z nich – mówi. – Poza tym udział w wyborach daje mi prawo, żebym mógł potem sobie na polityków narzekać – śmieje się. – Jak przyjęliście wiadomość o śmierci gen. Jaruzelskiego? Dla niektórych ta śmierć w przededniu obchodów 25-lecia wolności to symbol.

Krzysiek: Umarł człowiek. I trzeba to uszanować. Nie chcę się nawet podejmować oceny generała. Zrobi to historia. Dla mnie ani on, ani tamte wydarzenia nie są czarno-białe. Nie mam pojęcia, jak ja sam bym się zachował, gdybym był wtedy na jego miejscu. Jakie decyzje bym podjął. Marlena: Ciągle ktoś nas pyta o to, co myślimy albo co czujemy, bo przecież jesteśmy „tym” pokoleniem, ludźmi urodzonymi 4 czerwca, „dziećmi wolności”. Tyle że my czasów sprzed wolności nie doświadczyliśmy. Możemy rozmawiać o tym, co nam wolność przyniosła i jakie było nasze 25 lat. Ale nie nam oceniać, czy żałoba narodowa po śmierci Jaruzelskiego jest uzasadniona, czy nie. Ani gdzie powinien się odbyć pogrzeb. Iza: Doceniam, że generał po latach przeprosił za stan wojenny. Trzeba było sporo odwagi, żeby to zrobić. Jaruzelski wzbudził tym mój szacunek, mimo że jest daleki od wzorców, na jakich zostałam wychowana.

WYBOROWA DZIEWCZYNA

Izabela Brysiak, piękność o słowiańskiej urodzie, miała mieć na imię Wiktoria. Oczywiście, żeby uczcić urodziny w tak wyjątkowym dniu, pierwszych wolnych wyborów. Ale pomysł oprotestowała babcia, jako zbyt „polityczny”. Już wtedy zaczynały się w rodzinie uwidaczniać pierwsze polityczne różnice, które z czasem rozdzieliły dom Brysiaków na tych, którzy dziś podczas dyskusji przy rodzinnym stole są po stronie PiS, i tych, którzy popierają PO. Iza opowiada, że jej mama przez całą ciążę dziergała na drutach sweter. – 4 czerwca, kiedy według wyliczeń lekarza miała rodzić, a mama zawsze przywiązuje ogromną uwagę do planów, zostały jej do doszycia rękawy. Uparła się, że bez nich nie zacznie. I rzeczywiście, doszyła je, odłożyła robotę i lobem rzuciła się na łóżko, bo zaczął się poród. Nie zdążyła już zagłosować – opowiada Iza.

Tak jak mama Iza jest poukładana i zdyscyplinowana. Trudno się zresztą dziwić, rodzice są nauczycielami. Mama uczy historii. I co roku powtarza nowym uczniom, że 4 czerwca jest dla niej wyjątkowy. Po pierwsze dlatego, że Polacy wybrali tego dnia demokrację, po drugie, bo na świat przyszła Iza. – I potem na sprawdzianach pytani o datę 4 czerwca 1989 r. obok pierwszych częściowo wolnych wyborów wymieniają moje urodziny – śmieje się dziewczyna.

Iza pierwszy raz uzmysłowiła sobie, w jak wyjątkowym dniu pojawiła się na świecie, kiedy zobaczyła datę 4 czerwca w ramce w podręczniku do historii. – Moja mama traktuje to naprawdę bardzo poważnie. Dla niej „dziecko wolności” to nobilitacja. W rodzinie trochę sobie z tego czasem żartują. Ale urodziny 4 czerwca mają dobre strony. Jedna z ciotek nazywa mnie „wyborową dziewczyną” i chociaż nie ma pamięci do dat, mnie jednej zawsze składa życzenia urodzinowe – mówi Iza. Skończyła administrację i z tą dziedziną chce wiązać przyszłość. Zaczepiła się w ubezpieczeniach, ale stara się, na razie bez powodzenia, o posadę w administracji publicznej. – Być może zrobiłam błąd, decydując, że najpierw studia, potem praca. Może trzeba było robić jedno i drugie jednocześnie? Dziś liczy się tylko, ile lat zawodowego stażu ma świeżo upieczony magister. To mi się w Polsce nie podoba, to mnie wkurza i przytłacza. Że trzeba ciągle dokonywać wyborów nie najlepszych, tylko najbardziej pragmatycznych – mówi.

– Z tego pragmatyzmu bierze się potem postawa kontestacji i braku zaangażowania w życie społeczne, zaufania do innych. Właśnie dlatego pokolenie ’89 to grupa niezależnych jednostek. Od najmłodszych lat musimy z sobą rywalizować, myśleć perspektywicznie. Nie jesteśmy beneficjentami tych przemian w przeciwieństwie do pokolenia dzisiejszych 40-latków, którym wystarczyły dwa atuty: znajomość angielskiego i brak związków z reżimem. Oni startowali z pole position, a my raczej z linii startu w wyścigach kartingowych – mówi Michał Jurczyga, socjolog, urodzony w 1989 r., koordynator akcji Razem ’89, koalicji organizacji pozarządowych dla uczczenia 25-lecia wolności.

Jego zdaniem obecni 25-latkowie nie odnajdują się w sprzecznych oczekiwaniach, jakie się przed nimi stawia. – Z jednej strony testy, mierzalność, ograniczona liczba miejsc w prestiżowych szkołach, a z drugiej – załamywanie rąk, że nie zrzeszamy się w organizacjach, nie ma ruchów studenckich i młodzieżowych. Ludzie nas definiują, daje się nam kolejne literki alfabetu, pokolenie X, Y, JP2, a tak naprawdę nikt nie pyta nas, jak określilibyśmy sami siebie. I czy w ogóle chcielibyśmy to robić – mówi socjolog. – Co was wkurza?

Iza: To, że w polityce od lat są ciągle te same osoby, które rozdają między siebie karty, a o nas przypominają sobie tylko przy okazji wyborów. Krzysiek: Ale na tym polityka polega! Mnie za to wkurza prezes [Jarosław Kaczyński – red.] i jego otoczenie, kompletnie głuche na zmieniające się potrzeby społeczne. Poza tym momentami nie mogę znieść polskiej mentalności, malkontenctwa, trzymania dystansu. Iza: Jesteśmy sami dla siebie wrogami. Kiedy dzieje się wielka narodowa tragedia, potrafimy mówić jednym głosem. Kurz opada i pokazujemy, jacy jesteśmy naprawdę. Marlena: Polacy mają taką mentalność, że nie lubią, kiedy ktoś osiąga sukcesy. Zamiast cenić tych, którzy są lepsi od nich, ciągle podstawiają im nogę.

DEMOKRATKA OD MODY

Marlena Lędziakowska. Drobna długowłosa szatynka, ubrana jak z katalogu. Wygląda na poukładaną, ale z tego, co mówi, wynika, że jest skłonna do szaleństw. – Może to przez poród? – śmieje się. – Moja mama ani nie dziergała swetra, ani nie poszła 4 czerwca na wybory, ale za to karetka, którą wieźli ją do szpitala, zaczęła się palić. Może dlatego bywam impulsywna i nieprzewidywalna. Pracuje w jednej z odzieżowych sieciówek. To dla niej raczej przystanek na drodze kariery niż punkt docelowy, chociaż chciałaby się związać z modą, tyle że nie jako sprzedawca, ale menedżer. – Śledzę trendy, często sprawdzam je też na sobie. Na szczęście moja szafa jest bardzo pojemna – uśmiecha się. Mimo że pracuje od czasów liceum, ciągle mieszka z rodzicami. – Nie muszę się martwić, czy lodówka jest pełna i rachunki zapłacone, komfortowa sytuacja – przyznaje. Jeśli ma na coś ochotę, po prostu wyciąga kartę i płaci. – Starcza mi do końca miesiąca – zapewnia i od ciuchów płynnie przechodzi do spraw ważniejszych: – Może zabrzmi to śmiesznie i patetycznie, ale jestem dumna z mojej daty urodzin. Chociaż czuję też, że mnie do czegoś zobowiązuje. Być może dlatego bardziej niż Europejką czuję się Polką – mówi Marlena. Tak jak ona czuje się większość urodzonych po 1989 r. W 2013 r. CBOS spytał obecnych dwudziestokilkulatków, z czym przede wszystkim się identyfikują. Ponad połowa odpowiedziała, że z Polską, 27 proc. – z Europą, a niecałe 15 proc. wskazało miejscowość, w której mieszkają. Marlena docenia możliwość podróżowania, studiowania, pracy za granicą, ale na emigrację się nie wybiera. – Chciałabym tylko, żebyśmy zaczęli w końcu żyć teraźniejszością i myśleć o przyszłości – mówi. – Wiesz, że o was, o pokoleniu ’89, mówi się, że jesteście ahistoryczni?

Marlena: Mówi się też, że jesteśmy skupieni na sobie, roszczeniowi, że tylko wymagamy i nie dajemy nic w zamian. Krzysiek: I że chcemy się koniecznie wyróżniać. O ironio, ja na przykład chciałem dzisiaj zabłysnąć indywidualnym stylem i podwinąłem sobie nogawki spodni. A teraz zobaczcie, w ten sam sposób nogawki ma podwinięte mnóstwo osób dookoła. Marlena: Jest przymus bycia innym, oryginalnym, to prawda. Dzisiaj nawet nie można iść do Maca, bo trzeba jeść ekoburgera, najlepiej w wersji vege. A ja od czasu do czasu mam właśnie ochotę na niezdrowy fast food. Gdy go wreszcie kupię, do pracy wracam chyłkiem i ukrywam charakterystyczną papierową torbę z literą M.

NO LOGO ALBO W RAY-BANACH

– Jestem przedstawicielką nurtu no logo, chociaż dzisiaj to chyba też jest przejaw „oryginalności” – mówi Iza zapytana, czy jako klasyczny reprezentant jej pokolenia, nazywanego także pokoleniem iPodów, otacza się drogimi gadżetami. – Pewne rzeczy wynosi się z domu. W podstawówce chodziłam do bardzo bogatej klasy. Na początku, w latach 90., wszyscy mieli buty Nike, Adidas. A nas nie było na nie stać. Zamiast dawać mi pieniądze na buty, z których i tak zaraz wyrosnę, mama dawała mi na jazdę konną. Wtedy się wściekałam, ale dzisiaj wiem, że to było o wiele cenniejsze. Dlatego z dystansem patrzę na płytkie nastolatki, które gonią za metkami – mówi. – To ja wypadam płytko – odpowiada z przekąsem Krzysiek. – Mam na sobie ray- -bany, jak wszyscy. Chciałbym teraz powiedzieć, że kupiłem je dlatego, że dobrze w nich wyglądam i mi się podobają, a nie dlatego, że są modne, ale to i tak bez znaczenia – dodaje. Krzysztof jest dzieckiem technologii. Nie umie korzystać z papierowej mapy, przed wyjściem z domu w telefonie sprawdza prognozę pogody. Nie potrafiłby przetrwać bez swojego iPhone’a, laptopa, Facebooka. – Gdy tracę do nich dostęp albo nie mam zasięgu, tracę poczucie bezpieczeństwa. E-maila sprawdzam non stop. I nie tylko dlatego, że taką mam pracę, jestem dziennikarzem, ale po prostu przyzwyczaiłem się do bycia online. – Wiecie, że przywiązanie do techniki i gadżetów niektórzy postrzegają jako przejaw waszej niedorosłości? Paweł Jóźwiak-Rodan, reżyser dokumentu o waszym pokoleniu, twierdzi nawet, że jesteście dziećmi, które otaczają się dobrodziejstwami techniki, ale w realnym życiu nie potrafią podejmować decyzji. Mówi też, że 25-latkowie mają problem z budowaniem związków, chociaż miłości, jak wszyscy, szukają.

Marlena: W takim razie jestem zaprzeczeniem tej teorii. Tradycyjny model rodziny faktycznie przestaje być modny. A ja chcę taką rodzinę mieć, chcę też wziąć ślub kościelny.

A chciałabyś, żeby twoje dziecko na placu zabaw bawiło się z dzieckiem wychowywanym przez homoseksualistów?

Marlena: Zupełnie by mi nie przeszkadzało, gdyby obok mnie mieszkali homoseksualiści, a moje dzieci przyjaźniły się z ich dziećmi. Iza: Ja nie byłabym ich fanką. Rozumiem ludzi, którzy tacy się urodzili, i to jest ich natura, z którą nie mogą wygrać. Ale nie toleruję nadmiernej manifestacji i mody, tego, że ludzie, którzy nie potrafią sobie ułożyć życia w związkach heteroseksualnych, próbują przejść na drugą stronę. A z tym się spotykam.

Krzysiek: Potwierdzam, faktycznie panuje moda na seksualne poszukiwania. Na pytanie o rodzinę na razie nie odpowiem, bo dla mnie to odległe plany. Na razie częściej myślę o tym, jak się urwać z pracy i gdzieś wyjechać. Marzy mi się Islandia, ale to już tak na dłużej. I teraz pewnie nie dość, że wyszedłem na hipstera, to przy okazji na niedojrzałego. Iza: Na sprzecznego z samym sobą. My chyba wszyscy tacy jesteśmy. Jako zodiakalne Bliźnięta mamy dwoistą naturę. Niby poukładani, ale potrafimy momentalnie zmienić plan i wywrócić wszystko do góry nogami. Czasem wbrew wszystkim i wszystkiemu. I ku przerażeniu otoczenia.

– To jacy naprawdę jesteście? Wybraliście ZUS czy OFE?

Iza: Bez różnicy. Krzysiek: Chyba zapomniałem zdecydować, zdaje się, że jakiś fundusz emerytalny zrobił to za mnie.

– Piwo czy wódka?

Marlena: Zależy od sytuacji, w sumie i to, i to.

– Polska czy świat?

Iza: Polska. Mam tu rodzinę, dom. Marlena: Polska. Dla mnie te ciągłe wyjazdy Polaków za pracą są upokarzające. Krzysiek: Na stałe to chyba jednak Polska. Zresztą mało brakowało, a zapuściłbym tu korzenie, i to z prezydentem! Szukali ostatnio kogoś, kto urodził się 4 czerwca 1989 r. i posadziłby z Bronisławem Komorowskim rocznicowe drzewo wolności. Kolega, który pracuje przy tym projekcie, zadzwonił i zapytał, czy bym nie chciał. Po dwóch tygodniach przypomniałem sobie o akcji i pomyślałem, że w sumie czemu nie. Tyle że wtedy okazało się, że już za późno i na moje miejsce znaleźli kogoś innego. Straciłem okazję. Ale tak to już przecież jest z tym naszym pokoleniem. Nigdy nie wiemy, co ważne, i nie traktujemy spraw serio.

Tekst ukazał się w numerze 23 /2014 tygodnika "Wprost".

Najnowszy numer "Wprost" jest dostępny w formie e-wydania.
Najnowszy "Wprost" jest  także dostępny na Facebooku.
"Wprost" jest dostępny również w wersji do słuchania.

Tygodnik "Wprost" można zakupić także za pośrednictwem E-kiosku
Oraz na  AppleStore  GooglePlay


+
 10

Czytaj także