Obrońca Polaków czy rusofil i putinista? Kim jest Waldemar Tomaszewski?

Obrońca Polaków czy rusofil i putinista? Kim jest Waldemar Tomaszewski?

Dodano:   /  Zmieniono: 13
Waldemar Tomaszewski (fot. ARTUR RESZKO/PAP)
Waldemar Tomaszewski to jeden z najbardziej znanych polskich parlamentarzystów wybieranych poza Polską. Nie wiadomo, czy powinniśmy być z tego dumni, czy już się wstydzić.
Poseł urzęduje w Domu Polskim przy dawnej ulicy Nowogródzkiej, której przedwojenną nazwę pamiętają już tylko jego asystenci. Do jego gabinetu droga wiedzie przez restaurację Pan Tadeusz, wielki hol ze zdjęciami ostatnich walk toczonych na Ukrainie z rosyjskim okupantem i obok polskiej księgarni. Dalej podziemnymi korytarzami z mnóstwem drzwi, opatrzonych tabliczkami z nazwami patriotycznych organizacji, aż do pokoju z wiszącym nad biurkiem Jezusem Chrystusem zstępującym z niebios. Pod Jezusem siedzi uśmiechnięty 50-latek w sportowym polo, który częstuje mnie czekoladkami. To obrońca Polaków i polskości, pogromca litewskiego nacjonalizmu i największy przywódca od czasów Józefa Piłsudskiego, jak mówią o nim miejscowi rodacy. Wróg niepodległości, przywódca piątej kolumny rosyjskiej, agent Moskwy, rusofil putinista, jak nazywają go Litwini. Waldemar Tomaszewski niechętnie odpowiada na te zarzuty. – My, chrześcijanie, musimy lubić inne narody – mówi z kresowym akcentem. – Bo co my mamy do tej wojny na Ukrainie? Nic. Jedni oligarchowie zmienili drugich i zaczęła się wojna domowa. – To nie wojna domowa, tylko interwencja rosyjska – poprawiam.

"Rewolucja nic na Ukrainie nie zmieni"

– Ale zaczęło się od przemocy na Majdanie. Nie mamy o czym rozmawiać, tylko o Ukrainie i Majdanie? Mówi, że to nie wojna na Ukrainie zbliżyła na Litwie mieszkających tam Polaków i Rosjan. – Ludzie łączą się, gdy widzą zagrożenie, a nas połączyły zagrożenia ze strony litewskich polityków i ich działania antypolskie i antymniejszościowe – mówi. – To jakieś pomieszanie z poplątaniem, że ja, wolny człowiek, nie mogę wyrazić własnego zdania i jestem atakowany – denerwuje się poseł. – Powiedziałem tylko, że nie jestem zwolennikiem rewolucji, bo wiem, ile zła przyniosła rewolucja bolszewicka. I zdania nie zmienię. Uważam, że władze trzeba wybierać przy urnie, a nie rzucając butelkami z benzyną w milicjantów. Powiedziałem też, że rewolucja nic nie zmieni na Ukrainie, bo znam trochę te tereny, gdzie jest wielka korupcja i gdzie oligarchowie walczą ze sobą. Prosty człowiek nic z tego nie będzie miał.

(...)

Prorosyjskie sympatie

Przez wiele lat na flirt z Rosjanami polscy politycy przymykali oko. Liczyły się głosy i siła Polaków w litewskim Sejmie. Dopiero po agresji Rosji na Ukrainę sprawa stała się kłopotliwa. Tomaszewski rok temu pojawił się na rosyjskich obchodach dnia zwycięstwa nad faszyzmem ze wstążką gieorgijewską, która od czasu rosyjskiej agresji na Ukrainę pełni też funkcję znaku rozpoznawczego separatystów. Bardzo źle ten gest został odebrany w Polsce. Potem było jeszcze gorzej. Tomaszewski mówił, że jest przeciwny rewolucji na Ukrainie, a jeden z posłów AWPL proponował, by NATO zbombardowało Kijów i w ten sposób wymusiło pokój na Ukrainie.

Ostatnio posłowie AWPL zagłosowali przeciw ustawie o służbie poborowej, co zostało odczytane jako cios w litewską państwowość. Nie brali udziału w głosowaniu nad rezolucją w sprawie uczczenia pamięci Borysa Niemcowa, zastrzelonego w Moskwie lidera opozycji antyputinowskiej. Zdobywają tym sympatię rosyjskojęzycznych Litwinów, ale tracą Litwinów i Polaków z kraju.

Więcej w najnowszym wydaniu "Wprost", który jest dostępny w formie e-wydania na www.ewydanie.wprost.pl i w kioskach oraz salonach prasowych na terenie całego kraju.


"Wprost" jest dostępny również w wersji do słuchania.
Tygodnik "Wprost" można zakupić także za pośrednictwem E-kiosku
Oraz na  AppleStore GooglePlay

+
 13

Czytaj także