Stolarz, który prawie zabił Hitlera

Stolarz, który prawie zabił Hitlera

Dodano:   /  Zmieniono: 
ZDJĘCIA: HEINRICH HOFFMANN/ULLSTEIN BILD VIA GETTY IMAGES 
W panteonie narodowych bohaterów Niemiec zasiądzie teraz stolarz ze Szwabii, który prawie zabił Hitlera. Akurat w tej historii „prawie” robi wielką różnicę.

Jak na człowieka, który mógł w pojedynkę zmienić losy świata, Georg Elser był dotąd stosunkowo mało znany. Można wręcz odnieść wrażenie, że ci sami Niemcy, którzy wynosili pod niebiosa rozrzucającą antywojenne ulotki Sophie Scholl, wstydzili się człowieka opętanego żądzą zabicia Adolfa Hitlera. Do czasu upadku muru berlińskiego panowała w jego sprawie głucha cisza, a i potem historycy nie spieszyli się z namaszczeniem go na niezłomnego Niemca, ratującego honor narodu, który masowo wspierał ohydną dyktaturę.

Teraz to się jednak gwałtownie zmienia. W zeszłym roku Angela Merkel uznała Georga Elsera za bohatera antynazistowskiego ruchu oporu, mówiąc: „Walczył na własną rękę, próbując zapobiec wojnie”. Tę legendę ugruntuje zapewne wchodzący właśnie na ekrany niemieckich kin film „Elser”. Zadbają o to Oliver Hirschbiegel, reżyser słynnego „Upadku” o ostatnich dniach Hitlera i Fred Breinersdorfer, scenarzysta filmowej laurki „Sophie Scholl – ostatnie dni”. Problem z najnowszym bohaterem narodowym Niemiec polega jednak na tym, że nie do końca wiadomo, czy Georg Elser próbował wybuchowi wojny zapobiec sam, czy też był pionkiem w rękach nazistów, zaskoczonych najwyraźniej faktem, że Niemcy, zajmując Polskę, rozpętały nową wojnę światową.

NIEMIEC MIŁY DLA KAŻDEGO

Jeśli trzymać się oficjalnej wersji wydarzeń, Georg Elser był piękną postacią. W III Rzeszy bojkotował wybory i referenda, odmawiał hajlowania i demonstracyjnie wyłączał radio, gdy Führer przemawiał do narodu. Miał apodyktycznego ojca alkoholika i rozmodloną matkę. Sam nie działał w żadnej partii, choć sympatyzował z lewicą i głosował na komunistów. Jednocześnie był religijny, regularnie się modlił tak w protestanckich, jak w katolickich kościołach. Ciężko pracował jako stolarz, strugając śmigła w zakładach lotniczych Dorniera czy składając obudowy do porządnych niemieckich zegarów, by uciułać pieniądze na alimenty dla syna. Z drugiej strony był pełnym werwy kobieciarzem, uwodzącym i mężatki, i nastolatki. A do tego wszystkiego był wrażliwy, bo któż inny w wolnych chwilach grałby jeszcze na cytrach, które sam konstruował!

Słowem, Georg Elser łączy różne sprzeczne ze sobą cechy typowego Niemca. Jak w każdym przeciętnym, porządnym obywatelu drzemały w nim także gniew i sprzeciw przeciwko dyktaturze. – Wierzę, że nie poszedłbym do nieba, gdybym nie spróbował zdziałać czegoś dobrego, zapobiec większemu rozlewowi krwi – zeznał podczas przesłuchania na Gestapo, przyznając jednocześnie, że jego zamiarem nie było obalenie nazizmu, tylko odsunięcie od władzy Hitlera, Goeringa i Goebbelsa. To dlatego pod koniec sierpnia 1939 r. zrobił to, co powinien zrobić pewnie każdy porządny Niemiec w obliczu nadciągającej wojennej pożogi. Spakował do walizki z podwójnym dnem mechanizmy zegarowe, materiały wybuchowe, detonatory i pojechał do Monachium.

PORZĄDNA NIEMIECKA ROBOTA

Obsługa piwiarni Bürgerbraükeller, w której w 1923 r. zaczął się pucz Hitlera, zapamiętała milczącego klienta ze szwabskim akcentem, który przez dwa miesiące jadał późne kolacje zapijane jednym jedynym piwem. Tuż przed zamknięciem piwiarni Elser wymykał się do pustej o tej porze sali bankietowej, chowając się, dopóki obsługa nie opuściła lokalu. To było ważne miejsce na mapie III Rzeszy, tutaj co roku 8 listopada, w rocznicę puczu Führer wraz ze śmietanką NSDAP miał zwyczaj upamiętniać poległych przed laty towarzyszy, wygłaszając przez dwie godziny płomienne przemówienia, których tak nie znosił Georg Elser. Stolarz odwiedził tę piwiarnię rok wcześniej, sprawdził dokładnie, gdzie przemawia Hitler i uznał, że odpowiednia ilość materiałów wybuchowych w filarze podtrzymującym balkon nad sceną załatwi raz na zawsze problem Niemiec.

Gdy więc pijacki gwar cichł i wszyscy szli spać, nasz bohater zabierał się za zdejmowanie boazerii z filaru i zaczynał wydłubywać w cegłach niszę, zdolną pomieścić ładunek wybuchowy. Robota, którą wykonywał, przynosiła chlubę pokoleniom niemieckich rzemieślników i wyznawanemu przez nich etosowi solidności. Elsner pracował precyzyjnie i metodycznie, dbając o ciszę i porządek. Rytm cięższych prac dostosowywał do częstotliwości działania automatycznych spłuczek w knajpianej toalecie, żeby zagłuszyć kucie i wiercenie. Około drugiej w nocy sprzątał po sobie, zbierając dokładnie kawałki gruzu do małej walizeczki. Potem chował się w szatni i spał do rana, by wymknąć się tylnymi drzwiami po otwarciu lokalu. Wracał do wynajętego pokoju i konstruował mechanizm zegarowy bomby, tłumacząc najemcom, że pracuje nad ważnym wynalazkiem. Elser pracował tak przez ponad 30 dni. Pocieszenia podczas misji szukał w modlitwie. – Odmawianie „Ojcze nasz” bardzo mnie uspokajało – zeznał potem gestapowcom, którzy byli pod takim wrażeniem jego pracy, że poprosili, by zbudował dla nich kopię bomby. Proces jej powstawania z powszechnie dostępnych elementów został dokładnie opisany i włączony do szkolenia agentów niemieckich służb specjalnych.

Eksplozja w Bürgerbraükeller oberwała cały strop i ścianę za nią. Zginęło osiem osób, ponad 60 zostało rannych. Tyle że wśród nich nie było Hitlera, ani żadnego z towarzyszących mu prominentów Rzeszy. 13 minut przed zaplanowanym przez Elsera wybuchem bomby Führer skrócił swoje przemówienie i wraz z Goebbelsem, Rudolfem Hessem i Heinrichem Himmlerem opuścił piwiarnię, by wsiąść w kanclerską salonkę mającą zawieźć go do Berlina. – To, że wyszedłem wcześniej to dowód, że Opatrzność chce, żebym osiągnął swój cel – oświadczył Hitler, gdy podczas postoju pociągu na stacji w Norymberdze doniesiono mu o zamachu. Na rozkaz Führera Himmler natychmiast oskarżył zagranicznych agentów o próbę zabicia kanclerza Niemiec i wyznaczył pół miliona marek nagrody za pomoc w schwytaniu sprawców. Polowanie na zamachowców wykorzystano do przeprowadzenia czystki wśród niedobitków nazistowskiej lewicy, które jakimś cudem przetrwały „noc długich noży”.

Więcej na ten temat w najnowszym wydaniu "Wprost", które jest dostępne w formie e-wydania na www.ewydanie.wprost.pl i w kioskach oraz salonach prasowych na terenie całego kraju.

"Wprost" jest dostępny również w wersji do słuchania.
Tygodnik "Wprost" można zakupić także za pośrednictwem E-kiosku
Oraz na  AppleStore GooglePlay