Polskie stocznie rosną w siłę. W Europie wyprzedzają nas tylko Niemcy

Polskie stocznie rosną w siłę. W Europie wyprzedzają nas tylko Niemcy

Dodano:   /  Zmieniono: 95
(fot.Andrzej Skawiński/Agencja Gazeta - materiał ilustracyjny artykułu z tygodnika "Wprost")
Trawestując Marka Twaina – informacje o śmierci polskich stoczni okazały się mocno przesadzone. Branża jest w natarciu, zatrudnia już ponad 30 tys. osób.
Chciałbym stanowczo zaprotestować przeciw stwierdzeniu, że ten przemysł "odżywa”. Nie przestał istnieć, a teraz szybko się rozwija – mówi Jerzy Czuczman, dyrektor Biura Związku Pracodawców "Forum Okrętowe”, które skupia pięć stoczni i prawie 50 kooperujących firm. – Ktoś przedwcześnie nas uśmiercił – dorzuca Marek Siemaszko, prezes stoczni Safe z Gdańska. – A przecież upadły tylko przedsiębiorstwa państwowe. Te prywatne, które z nimi współpracowały, przerzuciły się na usługi dla stoczni zagranicznych i zaczęły produkować statki. Nie robimy wielkich masowców, ale lepszy mniejszy specjalistyczny statek niż dziesięć stalowych pudeł do przewozu ładunku. Nasz przemysł stoczniowy wraz z firmami kooperującymi miał w 2014 r. ponad 10 mld zł przychodów. Na Polskę przypada 12 proc. wartości remontów statków i 5 proc. budowy nowych jednostek w Europie. – Daje nam to drugie miejsce w Europie po Niemczech i piąte na świecie – przekonuje Przemysław Roth, członek zarządu Rolls-Royce Polska.

Spekuluje się, że Brytyjczycy wybudują w Gdańsku fabrykę silników okrętowych. Nasze zakłady produkują więcej niż – aż trudno w to uwierzyć – Francja czy Wielka Brytania (nie licząc produkcji dla marynarki wojennej). W 2009 r. w przemyśle stoczniowym zatrudnionych było 23 tys. ludzi, obecnie – 32 tys. Co ważne, stocznie produkują coraz więcej. W ubiegłym roku ich przychody wzrosły o ponad 10 proc. – W tym roku wzrost może być jeszcze szybszy – przekonuje Jerzy Czuczman.

Stocznia Remontowa Shipbuilding w Gdańsku ma wypełniony kalendarz do końca 2016 r. Na pochylni i przy nabrzeżu stoją kadłuby 18 budowanych statków. Niszczyciel min Kormoran 2 to pierwszy po 30 latach nowy okręt dla polskiej Marynarki Wojennej. Za nim widać m.in. fragmenty promów z napędem na LNG przeznaczonych dla Kanady i arktyczny kontenerowiec, jeden z pięciu zamówionych przez Duńczyków do obsługi portów na Grenlandii. Ma wzmocnioną konstrukcję kadłuba i może pływać wśród kry i przy temperaturze -35 st. C. W te rejony zapuszczać się raczej nie będzie długa na 100 m trzymasztowa fregata dla kadetów Wyższej Szkoły Morskiej Algierii. Czeka na planowane we wrześniu wodowanie. Zaprojektowany w Polsce żaglowiec, z załogą liczącą 222 osoby, ma być chlubą tego afrykańskiego kraju i pełnić funkcje reprezentacyjne. W stoczni robi się już tak ciasno, że trudno wcisnąć nowy kadłub.

Cały artykuł dotyczący polskiego przemysłu stoczniowego w najnowszym wydaniu tygodnika WPROST, które jest dostępne w formie e-wydania na www.e.wprost.pl i w kioskach oraz salonach prasowych na terenie całego kraju.

"Wprost" jest dostępny również w wersji do słuchania.
Oraz na  AppleStoreGooglePlay.

+
 95

Czytaj także