Ekstremalni ludzie biznesu. Pokochali ryzyko, choć mogliby się delektować luksusem

Ekstremalni ludzie biznesu. Pokochali ryzyko, choć mogliby się delektować luksusem

Zdjęcie ilustracyjne (fot. MAXFX / Fotolia)
Biegają po pustyni 1000 km w temperaturze sięgającej 60 stopni, śpią w dziczy w namiocie lub na hamaku. Ryzykują zdrowiem, a nawet życiem, choć mogliby się delektować luksusem. Prezesi wielkich korporacji i biznesmeni z górnej półki pokochali ryzyko.

Stefan Batory, chudy 38-latek, to na co dzień prezes iTaxi, największego rywala Ubera w Polsce. Pierwszy zaoferował u nas usługę zamawiania taksówek za pomocą aplikacji na smartfonie. Na pustyni nie ma jednak ani komórek, ani internetu, a najbardziej wyrafinowanym urządzeniem wydaje się pompka do odsysania jadu węży i skorpionów. Batory regularnie jeździ na Maraton Piasków w Maroku, gdzie ostatnio biegł 250 km w jednej drużynie z trójką innych polskich prezesów. Był tam choćby Robert Podleś, prezes i właściciel największej firmy produkującej klocki dla dzieci Cobi.

Na pustyni zbierał siły do walki z duńskim potentatem Lego. Biegacze wyruszają zawsze przy akompaniamencie przeboju zespołu AC/DC „Highway to Hell”. – Do tej pory ciarki mnie przechodzą, jak to leci w radiu – mówi Batory. Moda na bieganie maratonów, ultramaratonów czy ultratriathlonów pojawiła się pod koniec poprzedniej dekady i szybko rośnie. Teraz trzeba być ekstremalnym. Zdaniem triathlonisty Wojciecha Orzecha, od niedawna prezesa PKP Energetyka, a wcześniej dyrektora zarządzającego w Enerdze, to koniec ery zaharowywania się i wychodzenia z pracy jako ostatni. Ludzie pobudowali firmy i szukają nowych wyzwań.

– Jeśli prowadzą odpowiedzialne i ambitne zadania, nowe wyzwanie musi być siłą rzeczy też bardzo ambitne. Nie będzie to więc raczej bieg na tysiąc metrów – mówi z kolei Mariusz Szeib, prezes polsko-szwedzkiej spółki Texet Poland, zajmującej się sprzedażą artykułów promocyjnych. Szeib wie, co mówi. Przebiegł już ponad 20 maratonów, ultramaratonów i triathlonów. Wśród takich ludzi jest miliarder od Czerwonej Torebki Mariusz Świtalski, który jest kapitanem drużyny w rozgrywkach polo, czy były prezes PGE Krzysztof Kilian wstający o piątej rano na trening karate, którzy mogą budzić tylko uśmiech pobłażania. Podobnie jak amatorzy ulicznego maratonu w Warszawie.

Cały artykuł przeczytać można w najnowszym numerze tygodnika "Wprost", który trafił do kiosków w poniedziałek, 28 grudnia 2015 r. "Wprost" można zakupić także  w wersji do słuchaniaoraz na  AppleStore GooglePlay.


Czytaj także

 7
  • robolkop   IP
    Największym dla nich , ekstremalnym wyzwaniem jest podwyżka dla ich pracowników,może smażyć się i gotować w ukropie, ale podnieść coś na metrze , to momentalnie dostaje zadyszki , tacy to ekstremalni sportowcy...
    • apropo   IP
      już znudziło im się ćpanie, seks,przekręty to zwyczajnie w głowach i doopach im się poprzewracało a zresztą na świecie są miliony biznesiarzy i wśród nich znajdziemy wielu różnych oryginałów, to temat bez dna dla pismactwa.Wielkie gie.
      • Nazwisko znane redakcji   IP
        Też jestem ekstremalnym człowiekiem biznesu - a nie wpomnieliście o mnie. Nie biegam wprawdzie po pustyni, ale ekstremalnie, codziennie eksploatuję mój organizm w jednym z warszawskich burdeli. Moja działalność na tym polu, daje poza tym wymierne profity zatrudnionym w nich panienkom. Płacąc im, zwiększam ich siłę nabywczą, czyli pośrednio wspieram także polską gospodarkę, która dobra przez nie nabywane - wytwarza.
        A tak serio : kto takie kretynizmy o "ekstremalnych ludziach biznesu" wymyśla i zamieszcza?
        • azazis   IP
          nie przesadzajmy, większość szefów to stare pryki co z trudem są wstanie podetrzeć sobie tyłek hehe
          • Obserwator   IP
            A Petru tam był - co on na to?