W Mariupolu nie mogą grzebać ofiar Rosjan na cmentarzach. „Liczbę zabitych można pomnożyć razy 1,5-2”

W Mariupolu nie mogą grzebać ofiar Rosjan na cmentarzach. „Liczbę zabitych można pomnożyć razy 1,5-2”

Mariupol po walkach
Mariupol po walkach Źródło: Twitter / @IAPonomarenko
– Grzebiemy ludzi głównie w masowych grobach. Na miasto spadła tona trotylu – mówi o sytuacji w Mariupolu zastępca burmistrza Siergiej Orłow. W mieście panuje katastrofalna sytuacja humanitarna. Nie ma dostaw prądu, wody, ludzie żyją bez ogrzewania.

Położony nad Morzem Azowskim Mariupol to miasto, które najbardziej ucierpiało na skutek rosyjskiej agresji. W ukraińskiej edycji „Forbesa” ukazał się wywiad z zastępcą burmistrza Siergiejem Orłowem. Urzędnik szacuje, że na skutek rosyjskich nalotów uszkodzonych zostało 80-90 proc. budynków.

Jak podkreśla, Mariupol od 3 marca jest oblężony i poddawany codziennemu ostrzałowi artyleryjskiemu i nalotom lotniczym. Rada miejska szacuje, że do 15 marca Rosjanie przeprowadzili 22 naloty, zrzucając na miasto 100 bomb.

Rosjanie bombardują Mariupol. Ilu ludzi zginęło?

Według danych na 13 marca, potwierdzono śmierć 2358 cywilów. Jak wskazał Orłow, ofiar jest jednak znacznie więcej. – Trzeba zrozumieć, że są to ciała, które leżały na ulicach. Pod gruzami jest więcej ludzi, o których nie wiemy. W związku z tym tę liczbę można spokojnie pomnożyć razy 1,5-2 – wyjaśnił.

– Grzebiemy ich głównie w masowych grobach. Ponieważ nie możemy grzebać w indywidualnych – zaznaczył. Służby zajmujące się pochówkami usiłują identyfikować zmarłych. Ustalono tożsamość około 70 proc. ofiar rosyjskich nalotów i bombardowań. – Chowamy ich w Ogrodzie Miejskim, w centrum miasta. Obrzeża miasta są zamknięte. Rosjanie nie wpuszczają nas na funkcjonujące cmentarze. Początkowo grzebaliśmy na cmentarzu centralnym, który jest zamknięty od czterdziestu lat. Teraz nie ma tam miejsca. Dlatego w ogrodzie. Niektórzy ludzie grzebią (zmarłych – red.) na własnych podwórkach – tłumaczył Orłow. Na nagraniach z miasta widać leżące przy ulicach zwłoki ludzi, których nie udało się pochować.

„Tak właśnie wygląda wojna”

Pytany o to, co jest dla niego najgorsze, zastępca burmistrza odparł, że to, gdy nie zna odpowiedzi na pytania. A dostaje ich dziesiątki – o jedzenie, ewakuację ludzi. W mieście brakuje nawet pitnej wody. Rozwozi ją „dosłownie kilka ciężarówek”. Straż nie może wyjeżdżać do pożarów, bo wozy są uszkodzone. Rosjanie zajęli szpital, wzięli personel za zakładników i zmuszają lekarzy do leczenia ich rannych żołnierzy. Radni miejscy są sfrustrowani, bo do miasta nie da się sprowadzić pomocy humanitarnej. Rosjanie nie wpuszczają konwojów z żywnością i środkami higieny albo rozkradają te towary. Utrudniają też ewakuację z miasta, przerywając zawieszenie broni i strzelając do cywilów.

- Ponieważ rozumieją, że w bezpośredniej konfrontacji z armią ukraińską nie odniosą zwycięstwa, próbują wymusić przez tak straszliwe ofiary i zniszczenia jakąkolwiek kapitulację. Zabijając ludność cywilną, niszcząc infrastrukturę. Tak właśnie wygląda wojna. Oni nie walczą z armią ukraińską, tylko z ludnością – podsumował Orłow.




Raport Wojna na Ukrainie
Otwórz raport