Zadzwoniła na TOPR, bo się zmęczyła. Groźbami wymuszała podstawienie samochodu

Zadzwoniła na TOPR, bo się zmęczyła. Groźbami wymuszała podstawienie samochodu

Tatry, zdjęcie ilustracyjne
Tatry, zdjęcie ilustracyjne / Źródło: Fotolia / Krwawy
29-letnia turystka z Warszawy domagała się interwencji TOPR, ponieważ nie miała sił zejść ze szlaku. Kiedy dyspozytor odmówił wysłania po nią ratowników, zaczęła grozić i atakować słownie. Sprawa trafiła na policję, a jej kulisy opisał portal rp.pl.

W sobotę 18 sierpnia po południu na linię telefoniczną TOPR dodzwoniła się turystka, która stwierdziła, że jest kontuzjowana i potrzebuje pomocy ratowników. Według informacji podawanych przez rp.pl, w trakcie rozmowy z ratownikiem kobieta miała jednak przyznać, że jest jedynie zmęczona, bo dużo spacerowała poprzedniego dnia. Mówiła, że bolą ją kolana.

Dyspozytor z Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego uznał, że nie będzie nikogo wysyłał do kobiety. Zasugerował jej jedynie, by odpoczęła i stwierdził, że w danej chwili ratownicy są zajęcia „poważniejszymi zdarzeniami”. Dodał też, że ktoś może przyjść po nią później, kiedy nie będzie już pilnych wezwań.

W tym momencie, według podawanych przez rp.pl informacji, kobieta miała stwierdzić, że dyspozytor „będzie miał przes***e”, jeśli nie przyjedzie po nią wóz TOPR. Pracownik Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego zdecydował się wówczas zgłosić sprawę na policję, jako podstawę prawną podając nieuzasadnione wezwanie.

Czytaj także:
Tatry. Na szlaku na Rysy znaleziono zwłoki turysty

Czytaj także

 1
  • Wyrzucić tego dyspozytora od razu z pracy p- Kobieta wyraźnie zaznaczyła, że jest wyczerpana i sama ze szlaku nie da rady zejść. To co miała tam zrobić jak po nią nie przyjadą - zdechnąć w tym zmarszczonym lesie? Od tego chyba są żeby pomagać turystom? Daje Owsiak niby setki tych quadów sprzętu to do roboty...

    Czytaj także