Pan Marcin walczył z sądem przez 10 lat. W tym czasie zdążył nauczyć się żyć w nowej rzeczywistości, poznał nową partnerkę i zdobył protezę. Zdrowia nie wróci mu jednak nic. Wyrok sądu budzi kontrowersje wśród prawników.
Tragedia na świdnickim peronie
W 2013 roku życie pana Marcina legło w gruzach. 7 grudnia 2013 roku mężczyzna wracał z delegacji w Niemczech. W wyniku szalejącego wówczas nad polską orkanu Ksawery, trakcja, jak również perony, były mocno oblodzone. W wyniku czynników środowiskowych pociąg pana Marcina dotarł do Świdnicy z ponad 2-godzinnym opóźnieniem (planowo miał dojechać do celu o 21.50).
W wyniku pośpiechu obsługi pociągu oraz roztargnienia pasażerów pan Marcin wysiadając na nieodśnieżonym i nieoświetlonym peronie, poślizgnął się i niefortunnie upadł pod koła odjeżdżającego pociągu. Ten na zawsze zmienił jego życie, ucinając mu nogę. Pomimo krzyków ofiary zdarzenia, pociąg zatrzymano dopiero kilkadziesiąt kilometrów dalej.
Walczył o odszkodowanie przez 10 lat
W toku śledztwa ustalono, że przyczyną zdarzenia były niedopatrzenia ze strony obsługi pociągu, jak i administratora stacji kolejowej. Prokuratura umorzyła jednak postępowanie ze względu na brak możliwości ustalenia osoby, która była odpowiedzialna za zaniedbania.
Mężczyzna nie zgadzał się z wyrokiem sądu. Rozpoczął trwającą 10 lat batalię, która zakończyła się w miniony czwartek. Sędzia Piotr Walenciak przyznał panu Marcinowi odszkodowanie w wysokości 500 tysięcy złotych, 54 tysiące złotych z powodu kosztów leczenia oraz 35 tysięcy złotych renty. Dodatkowo mężczyzna może liczyć na odsetki z tytułu oczekiwania na odszkodowanie przez 10 lat oraz comiesięczną rentę w wysokości 1908 zł w wyniku trwałego uszczerbku na zdrowiu.
Prawnicy oburzeni decyzją sądu
Pełnomocnik i radca prawny poszkodowanego, Kamil Szyposzyński, w rozmowie z TVN24 powiedział, że nie zgadza się z wyrokiem sądu. Jego zdaniem odszkodowanie jest zbyt niskie, biorąc pod uwagę przedstawione dowody. Zdanie pełnomocnika potwierdza również Elżbieta Kozłowska, radca prawny i pełnomocnik poszkodowanego. Wyznała, że poszkodowany w wyniku wypadku musiał zawiesić prowadzenie działalności gospodarczej, co naraziło go na dodatkowe straty finansowe.
To wpływa na całe życie, całą przyszłość, kwestię budowy własnego domu czy rozwoju działalności gospodarczej – powiedziała. – W naszej ocenie nie można mówić, że osoba, która przez pół roku prowadziła działalność gospodarczą, po 10 latach byłaby w tym samym miejscu – dodała.
Wyrok sądu nie jest jeszcze prawomocny. Pełnomocnicy nie wykluczają złożenia apelacji.
Czytaj też:
Włochy wstrząśnięte morderstwami studentek. Ciało jednej z ofiar było w walizceCzytaj też:
Kolejowa rampa zgotowała im piekło. „To jest naprawdę koszmar”
