Według ustaleń lekarzy patogen może rozwijać się w organizmie ludzkim przez wiele miesięcy, nie dając żadnych oznak choroby. Gdy jednak da o sobie znać, pacjent wymaga często natychmiastowego leczenia.
Wirus Borna zdiagnozowany w Niemczech
Wspomnianym szalenie niebezpiecznym wirusem jest wirus Borna, czyli odzwierzęcy BoDV-1. Zaraza ta jest znana lekarzom od przeszło 250 lat, jednakże przez wieki nie dawała o sobie znać. Pierwsze zachorowanie człowieka na wspomnianą chorobę zdiagnozowano dopiero w 2018 roku.
Patogen został wówczas wykryty u czworga pacjentów. Terapię przeżyła jedynie jedna osoba, jednakże choroba odcisnęła na niej swoje piętno, czynią z niej osobę niepełnosprawną.
Wykrycie wirusa Borna trudniejsze niż sądzono
Aby przeciwdziałać skutkom rozprzestrzenienia się patogenu w organizmie, należy go możliwie szybko wykryć. Nie jest to jednak zadanie łatwe. Pierwsze oznaki zainfekowania przypominają przebieg zwykłego przeziębienia. Pacjenci skarżą się czasem na gorączkę, czy bóle głowy, co również nie wzbudza obaw lekarzy.
Nieleczona choroba wciąż się rozwija, prowadząc do koszmarnego wyniszczenia organizmu, powodując między innymi problemy z mową i ruchem oraz atakując układ nerwowy.
Jak dochodzi od zainfekowania?
Wirus Borna nie jest groźny jedynie dla ludzi. Wielokrotnie diagnozowany był on u koni, czy owiec w Niemczech, Austrii, Szwajcarii czy Liechtensteinie. Naukowcy wciąż próbują zrozumieć, w jaki sposób dochodzi do zakażenia. Najprawdopodobniej za rozsiewanie choroby odpowiada ryjówka.
Jedynym znanym sposobem przenoszenia się na ludzi jest ryjówka polna. Same zwierzęta nie chorują, ale według Państwowego Urzędu ds. Zdrowia i Bezpieczeństwa Żywności ludzie mogą zarazić się poprzez kał, mocz, ślinę lub skórę zwierząt – twierdzą naukowcy.
Czytaj też:
Fala przemocy w berlińskich szkołach. To spotkało nauczyciela, który wyznał, że jest gejemCzytaj też:
Inwazja ryb z pasożytami, są zagrożeniem dla ludzi. Naukowcy biją na alarm
