Choć wielu osobom wydaje się, że osiągnęliśmy już „ostateczną wersję” człowieka, badacze nie mają wątpliwości – ewolucja wciąż trwa. Zmieniające się warunki życia, globalizacja, rozwój technologii, a nawet plany kolonizacji kosmosu mogą sprawić, że za tysiąc lat Homo sapiens będzie wyglądał zupełnie inaczej.
Dzięki narzędziom opartym na sztucznej inteligencji, w tym generatorowi obrazów Google ImageFX, serwis MailOnline przygotował wizualizacje tego, jak może wyglądać człowiek w 3025 roku.
Jedna z prognoz mówi o coraz większym ujednoliceniu wyglądu. Wraz z nasilającym się mieszaniem populacji przeciętny człowiek przyszłości może mieć ciemniejszą karnację – zbliżoną do tej, którą dziś obserwujemy między innymi na Mauritiusie czy w Brazylii.Co więcej, niektórzy badacze przewidują, że przyszłe pokolenia mogą być po prostu bardziej atrakcyjne. – W przyszłości, dzięki większej swobodzie wyboru partnerów przez kobiety, atrakcyjne cechy u mężczyzn będą coraz częściej przekazywane potomstwu – mówi profesor Mark Thomas, genetyk ewolucyjny z University College London.
Geny, wzrost i mieszanie populacji. Jak zmieni się nasze ciało?
Postęp medycyny sprawił, że dziś znacznie rzadziej umieramy przed osiągnięciem dorosłości. To oznacza, że selekcja naturalna coraz częściej opiera się nie na przeżywalności, lecz na liczbie potomstwa.
Według jednej z hipotez może to sprzyjać niższemu wzrostowi. Osoby dojrzewające wcześniej statystycznie mogą mieć więcej dzieci, co zwiększa szansę przekazywania genów związanych z szybszym dojrzewaniem i mniejszą sylwetką. Jak podkreśla profesor Thomas, to jednak tylko teoria, która nie została jeszcze potwierdzona w badaniach populacyjnych.
O rosnącym mieszaniu się populacji mówi także doktor Jason Hodgson z Anglia Ruskin University. Jego zdaniem w krajach takich jak Stany Zjednoczone liczba związków mieszanych systematycznie rośnie. Jeśli trend się utrzyma, różnice w wyglądzie między populacjami mogą się zmniejszać, a dominującym odcieniem skóry stanie się lekki brąz.
Edycja genów i „dzieci na zamówienie”. Technologia przyspieszy ewolucję?
Coraz większą rolę w przyszłości człowieka może odegrać inżynieria genetyczna. Technologia edycji genów CRISPR-Cas9 już dziś pozwala na precyzyjne modyfikacje materiału genetycznego, choć większość środowiska naukowego uznaje ingerencję w geny zarodków za poważny dylemat etyczny.
W Stanach Zjednoczonych działają już firmy oferujące usługi określane potocznie jako „projektowanie dzieci”, umożliwiające wybór określonych cech, takich jak potencjalny wzrost czy zdolności poznawcze. – W dalekiej przyszłości zmiany genetyczne mogą zachodzić nawet w ciągu jednego pokolenia – mówi doktor Hodgson.
Mniejsze mózgi, większa zależność od technologii?
Niektórzy naukowcy w swoich prognozach idą jeszcze dalej. Profesor Robert Brooks z University of New South Wales twierdzi, że w świecie zdominowanym przez komputery i sztuczną inteligencję nasze mózgi mogą się zmniejszyć. Skoro coraz więcej zadań analitycznych wykonują za nas maszyny, presja ewolucyjna na utrzymanie dużej masy mózgu może osłabnąć.
Analogii dostarcza proces udomowienia zwierząt, wiele gatunków straciło bowiem od 24 do 30 procent masy swojego mózgu. – Może będziemy bardziej ulegli i mniej samodzielni, jak udomowione zwierzęta – gdyba dr Nicholas Longrich z University of Bath.
Eksperci zwracają jednak uwagę, że nie wszystkie zmiany w naszym ciele będą miały charakter ewolucyjny. Problemy z kręgosłupem, osłabienie mięśni czy spadek odporności wynikające z siedzącego trybu życia i nadmiernego korzystania ze smartfonów nie są dziedziczone genetycznie – a więc nie stanowią ewolucji w ścisłym znaczeniu.
Ludzie na Marsie. Nowa gałąź ewolucji?
Najbardziej futurystyczny scenariusz dotyczy kolonizacji kosmosu. Jeśli część ludzkości osiedli się poza Ziemią, może dojść do wyodrębnienia się nowych populacji, a nawet – w bardzo długiej perspektywie – osobnych linii rozwojowych.
Na Marsie, gdzie panuje niższa grawitacja i słabsze oświetlenie, ludzie mogliby stać się wyżsi, mieć większe oczy i jaśniejszą skórę. Już dziś NASA obserwuje, że astronauci przebywający na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej w pierwszych dniach w stanie nieważkości „rosną” o kilka procent z powodu rozciągnięcia kręgosłupa.
Czytaj też:
Delfiny skażone przez elektronikę. „To sygnał ostrzegawczy”Czytaj też:
Troskliwy ojciec czy brutalny oprawca? Naukowcy odkryli genetyczny „przełącznik”
