Tuż po wybuchu pani Justyna, która spodziewa się drugiego dziecka, przebywała z rodziną u swoich rodziców. - Sytuacja była trudna, bo w tyle osób w małym mieszkaniu było nam po prostu ciasno. Na szczęście po zajściu klub użyczył nam swojego mieszkania. Jestem bardzo wdzięczna, że możemy tu czekać spokojnie na remont naszego własnego domu - dodała.
Prezes zielonogórskiego klubu Robert Dowhan powiedział, że nie mógł pozostać obojętny na tragedię, która dotknęła rodzinę pani Justyny. - Jak tylko dowiedziałem się, że pani Justyna i jej bliscy nie mają gdzie się podziać, szybko użyczyłem im klubowego mieszkania. Mogą z niego korzystać tak długo, jak będzie potrzeba - zaznaczył Dowhan. Wszyscy poszkodowani w listopadowej awarii gazowej mogą też liczyć na bezpłatne porady prawne, których udziela Prokuratura Rejonowa w Zielonej Górze.
Do awarii stacji redukcyjnej w Zielonej Górze doszło 30 listopada. W wielu mieszkaniach zaczęły wybuchać kuchenki, w najsłabszych ogniwach instalacji ulatniał się gaz. Ponieważ istniało duże zagrożenie, że może dojść do kolejnych wybuchów, ewakuowano mieszkańców zagrożonych osiedli - w sumie ok. 6,5 tys. osób. W wyniku wybuchu w wieżowcu na os. Pomorskim zginął 51-letni mężczyzna. Kilka osób zostało też rannych.
zew, PAP