Technikowi-fizykowi postawiono podobne zarzuty, ale dotyczące wszystkich pięciu poparzonych kobiet. W tym przypadku sąd zmienił kwalifikację prawną czynu na działanie nieumyślne.
Mężczyzna został skazany na cztery tysiące zł grzywny, ale tylko za działanie na szkodę czterech kobiet. Sąd uznał, że piąta pacjentka sama się domagała naświetlań i umorzył postępowanie w jej sprawie.
Wyroki nie są prawomocne. Prokurator, który domagał się dla obojga oskarżonych wyroków w zawieszeniu, nie wykluczył apelacji. "W tej sprawie chodziło nam o stwierdzenie winy, a nie o wysokość kary, więc w części wyrok na pewno jest satysfakcjonujący" - powiedział prokurator Marek Żendzian.
Uzasadniając uniewinnienie lekarki Jolanty Sz., sąd zwrócił uwagę, że została przypadkowo wezwana do zbadania pacjentek i nie wiedziała, że doszło do awarii aparatu do naświetlań. Według sądu, lekarka zezwoliła na kontynuowanie zabiegów po ponownym włączeniu Neptuna, bo uznała, że objawy u dwóch pacjentek, które zbadała, nie są niepokojące.
Gdy jednak u kolejnej kobiety (piątej z poszkodowanych) zobaczyła objawy po zabiegu, kazała wyłączyć urządzenie. Sąd ocenił, że lekarka nie naruszyła "żadnych reguł ostrożności" i nie można jej przypisać nawet działania nieumyślnego.
Uzasadniając skazanie technika Jarosława B., sędzia Wiesław Żywolewski powiedział, że oskarżony powinien był potraktować wyłączenie aparatu po zaniku prądu jako awarię i skontrolować sprzęt. Dzięki temu można by uniknąć tragedii. W ocenie sądu, oskarżony działał zbyt rutynowo. Wiedząc, że Neptun jest stary i często się psuje, technik powinien być bardziej wyczulony i ostrożny.
Sąd podkreślił też, że Neptun był wyeksploatowany, pracował zbyt długo, a szpital przez lata starał się o nowy sprzęt, jednak z powodu braku pieniędzy - bezskutecznie. O wyposażeniu szpitali onkologicznych w Polsce zaczęto poważnie myśleć dopiero po wypadku w Białymstoku.
"Szpital stanął przed faktycznym wyborem: albo wyłączyć urządzenie i w ten sposób pozbawić chorych możliwości leczenia, lub podjąć ryzyko leczenia przestarzałym urządzeniem. I takie ryzyko zostało podjęte, co jednak okazało się tragiczne w skutkach" - powiedział sędzia Żywolewski.
Do poparzenia kobiet doszło w lutym 2001 roku. Po chwilowym zaniku napięcia awarii uległ 18-letni aparat do naświetlań Neptun, który już wcześniej psuł się wielokrotnie.
Awaria nie była widoczna na wskaźnikach. Jak się potem okazało, po przywróceniu napięcia Neptun wyemitował znacznie większą dawkę promieni od zalecanej i wykazanej przez wskaźniki aparatu. Pięć kobiet, które poddawano w tym czasie zabiegom, zostało poważnie poparzonych i w efekcie miało trudno gojące się rany.
Przed białostockim sądem cywilnym wciąż toczą się postępowania cywilne o odszkodowania, których pacjentki domagają się od Białostockiego Ośrodka Onkologicznego. Żądają od 100 do 200 tysięcy złotych.
em, pap