Twierdzi, że ojcem jej dziecka jest proboszcz. Trafiła do wiezienia

Twierdzi, że ojcem jej dziecka jest proboszcz. Trafiła do wiezienia

Dodano:   /  Zmieniono: 
Twierdzi, że ojcem jej dziecka jest proboszcz. Trafiła do wiezienia (fot. sxc.hu) Źródło: FreeImages.com
Sąd aresztował 49-letnią Ewę P., która publicznie wyznała, że ojcem jej dziecka jest były już proboszcz parafii w Bielawach. Było to konieczne, aby ukarać oboje za podrobienie zaświadczenia o dochodach wydawanych przez kurię.
W listopadzie 2011 roku sąd orzekł, że 49-letnia kobieta i młodszy od niej o pięć lat duchowny Tadeusz P. sfałszowali dokument. Ewa P. podrobiła kwitek a Tadeusz P. spreparował pieczęć. Duchowny starał się w ten sposób o pożyczkę na mieszkanie, które chciał odkupić od Ewy P.

Sprawa wyszła na jaw po tym, jak pracownicy banku zadzwonili do kurii, aby potwierdzić dane Tadeusza P. Przełożeni duchownego zawiadomili prokuraturę. W dalszych zeznaniach Tadeusz P. przyznał się do spreparowania zaświadczenia.

- Byłem na siłę przetrzymywany w domu rekolekcyjnym w zamkniętym gospodarstwie rolnym. Warunki jak w więzieniu - mówił w trakcie procesu duchowny.

Ewa P. natomiast kilkakrotnie na procesie powtarzała, że Tadeusz P. jest ojcem jej nastoletniego dziecka. Twierdziła również, że cała sprawa jest zemstą dostojników, ponieważ w proboszczu z Bielaw jest zakochany jeden z księży, natomiast nią interesował się inny z dostojników.

Sąd wymierzył obojgu karę 4 miesięcy więzienia oraz grzywnę, jednak ze względu na to, że pomylił się w pisemnym uzasadnieniu wyroku, gdzie uznał surowsze kary, sąd odwoławczy musiał je uchylić w listopadzie 2011 roku.

Sąd pierwszej instancji na powtórce procesu ma ustalić jedynie kary. Na wezwania jednak za każdym razem stawiał się wyłącznie Tadeusz P. 49-letnia kobieta posługując się zwolnieniami lekarskimi unikała rozprawy. Z tego powodu zdecydowano się aresztować Ewę P. na miesiąc. W tym czasie zapadnie wyrok.

wyborcza.pl