To pierwsza kampania, na którą mogę spojrzeć z perspektywy obywatela posiadającego czynne prawo wyborcze. Obserwując rówieśników, dochodzę do smutnego wniosku, że ich opinie o kandydatach budowane są na dziwnych kryteriach, kryteriach wizerunkowych. Jednak nie, nazwanie tych kryteriów dziwnymi nie jest poprawne - to przykra polska norma. Przyczyną takiego właśnie oceniania polskich polityków nie jest wbrew pozorom brak zainteresowania młodych wyborami. Do sytuacji takiej doprowadzili sami politycy, którzy konsekwentnie nie pozwalają poznać swojej wizji. Wystarczy im wygłaszanie ogólników.
REKLAMA
Ocena opierająca się na ogólnikach, daje obraz dwóch głównych kandydatów, którzy różnią się jedynie partyjnym logo pod jakim startują w tych wyborach. Zamęt w głowie staje się jeszcze większy, gdy moi koledzy zaczynają się zastanawiać, skąd w takim razie bierze się podział Polaków na dwa wrogie obozy. Kiedy słuchają kandydatów nie dostrzegają różnic, bezsensownym więc wydaje się rozważanie poglądów, idei i wizji. Zawężają więc kryteria do tych najpospolitszych - i oceniają, który kandydat lepiej się prezentuje w telewizji, lepiej ubiera, albo ładniej mówi.
Obserwując kampanię w mediach, moi rówieśnicy doznają kolejnego szoku. Zależenie od linii politycznej, jaką poszczególne media prezentują, ich czytelnicy bądź widzowie otrzymują rożne portrety wizerunkowe kandydatów. Efekt? Totalny bałagan, który dla zazwyczaj średnio lub bardzo słabo wtajemniczonego w realia życia publicznego osiemnastolatka musi być czymś nie do ogarnięcia. Bałagan jaki zaserwowali młodym "mężowie stanu" wprowadza nas w stan odurzenia.
W rezultacie z młodzieżą pozbawioną informacji programowych od poszczególnych kandydatów można robić wszystko. Stopień poparcia tej części społeczeństwa jest wprost proporcjonalny do zręczności spin doktorów. "Taka będzie Rzeczpospolita jakie jej młodzieży chowanie". Chowanie przez odurzanie ? Strach się bać.
Adrian Kukla