i donośny. Na Krakowskim Przedmieściu i nie tylko.
Ale myli się ten, kto sądzi, że na Krakowskim Przedmieściu mamy jakieś starcie obrońców krzyża z jego wrogami. Tak zwani obrońcy krzyża są jedynie obrońcami swej wizji świata, w którym wrogie jest wszystko co obce albo co za obce zostanie uznane przez ojca dyrektora, prezesa Jarosława lub redaktora Janka. Tak zwani wrogowie krzyża nie są w swej większości jego wrogami, nawet jeśli niektórzy z nich ów krzyż profanują. Ich protest ma wymiar o wiele szerszy.
Według pojawiających się w mediach najbardziej dosadnych określeń z jednej strony mamy paranoików, Tworki, szaleńców i bluźnierców. Z drugiej – gnojków, hołotę, lumpów i dzicz. Owe epitety więcej mówią jednak o interpretacyjnej niemocy i emocjonalnym stanie nazywających niż o samych nazywanych.
Jeśli miałbym poszukać swoich słów na opisanie obu grup i różnic między nimi, zestawienia określeń byłyby zupełnie inne. Różaniec – różnorodność, jednoznaczność – relatywizm, zajadłość – zajefajnie, szczękościsk – uśmiech (fakt, czasem także głupkowaty chichot), bezmyślność – bezceremonialność, patos – humor. To wciąż jednak tylko słowa. Ważniejsza jest odpowiedź na pytanie, czy na Krakowskim Przedmieściu widzimy dwie Polski, czy dwa marginesy Polski. Otóż w sensie skrajnych często środków wyrazu są to dwa marginesy. Ale jeśli wziąć pod uwagę zbiory tych, którzy obu grupom kibicują, są to jednak dwie Polski, a przede wszystkim dwa wyobrażenia o Polsce i o polskości.
Nurt wyłaniający się teraz jest wciąż amorficzny, ale coraz lepiej widać, o co tym ludziom chodzi i przeciw czemu się buntują. Długa to lista. PRZECIW niekonstytucyjnej i niehigienicznej symbiozie państwa i Kościoła; PRZECIW kropielnicy i kadzidłu towarzyszącym wszelkim państwowym uroczystościom; PRZECIW brakowi lekcji etyki w większości szkół; PRZECIW słynnej komisji majątkowej, czyli przekazywaniu Kościołowi wszystkiego, co się mu da przekazać; PRZECIW dzieleniu Polaków na lepszych i gorszych, na prawych i lewych, na patriotów i niepatriotów; PRZECIW dzieleniu ofiar smoleńskiej tragedii na lepsze i gorsze; PRZECIW moralizatorstwu uprawianemu z największą gorliwością przez największych hipokrytów; PRZECIW pseudopatriotycznym pozom; PRZECIW kultowinarodowych klęsk; PRZECIW zawłaszczaniu historii (powstanie warszawskie i „Solidarność"); PRZECIW obrażaniu ludzi („Komorowski prezydentem przez nieporozumienie") i ich inteligencji („Tusk ma krew na rękach"); PRZECIW „genetycznym patriotom”; PRZECIW wawelskiemu dyktatowi; PRZECIW taniej teatralizacji życia publicznego (w dniu inauguracji nowego prezydenta czarne wstążki wpięte w białe żakiety); PRZECIW szaleństwu, paranoi, bełkotowi i demagogii; PRZECIW Kaczyńskiemu, Rydzykowi i Pospieszalskiemu.
Czy to świecka Polska podniosła głowy? Nie, podnieśli je Polacy pewnie w ogromnej większości wierzący, którzy chcą świeckiego państwa. Podnieśli je ci, którzy wiedzą, że Kościół pełnił w historii funkcję namiastki niepodległego państwa, ale wcale nie uważają kościoła za moralny autorytet. Wielu z nich wciąż chce chodzić do Kościoła, ale nie ma ochoty, by słyszeć w nim, na kogo trzeba głosować.
Polskie państwo abdykowało przed Kościołem, a Kościół abdykował przed sektą ekstremistów w swoim łonie. W efekcie ożyły i rozwrzeszczały się demony. Po drodze abdykowała też część mediów. Niektóre uznały na przykład, że w tak zwanym kanale informacyjnym przez kilkadziesiąt minut można prezentować „Lot nad kukułczym gniazdem" w wersji na żywo.Co przyniesie rodzący się teraz nowy, niedookreślony wciąż ruch, na razie będący raczej „anty" niż „pro"? Może to, o czym pisał Gombrowicz we wstępie do „Transatlantyku": „Uzyskać swobodę wobec formy polskiej, będąc Polakiem być jednak kimś obszerniejszym i wyższym od Polaka". Może tak będzie, kto wie. To dokąd pójdziemy z Krakowskiego Przedmieścia? Wystarczy spojrzeć na mapę stolicy. W jedną stronę Stare Miasto, w drugą ulica Nowy Świat. By dojść w okolice tej ostatniej, trzeba przejść obok Uniwersytetu i Polskiej Akademii Nauk. Sęk w tym, że jak już przejdziemy przez Nowy Świat, lądujemy – tak to już jest w Polsce – na placu Trzech Krzyży.























wszelkie jego chamskie wyczyny swiadcza o jego pochodzeniu
no bywa i tak że rodziny sie wyprze.Takie " egzemplarze"
nie są czymś wyjątkowym w naszej historii-niestety!rozwiń komentarz
29 kwietnia sekretarz rządowego Kolegium ds. Służb Specjalnych Jacek Cichocki powiedział w Sejmie, że Polska otrzymała ze Stanów Zjednoczonych zdjęcia satelitarne przedstawiające miejsce katastrofy.
Kilka dni później minister powtórzył tę informację w rozmowie z dziennikarzem RMF FM. Stwierdził wyraźnie, że fotografie te „zostały przekazane stronie polskiej, są w dyspozycji”.
5 sierpnia – chcąc dowiedzieć się, jak ten materiał dowodowy został wykorzystany w śledztwie – zapytaliśmy Prokuraturę Wojskową (NPW), czy polscy prokuratorzy dysponują tymi zdjęciami i czy zawierają one jakieś ważne informacje lub przesłanki, np. na temat warunków atmosferycznych, stanu lotniska czy przyczyn i czasu rozbicia się polskiego Tu-154.
Odpowiedź, jaką otrzymaliśmy od płk. Rzepy (rzecznika prasowego NPW), była zaskakująca:
„Uprzejmie informuję, iż polska prokuratura oczekuje na realizację swojego wniosku o pomoc prawną skierowanego do Prokuratora Generalnego Stanów Zjednoczonych, po otrzymaniu którego, mam nadzieję, będzie możliwe udzielenie Panu stosownych informacji”.
Oznacza to, że zdjęć satelitarnych, o których mówił Cichocki, wcale nie ma jeszcze w Polsce. Gdyby było inaczej, śledczy, którzy nie dysponują tym kluczowym dowodem i chcą go pilnie pozyskać i wiedzą z oświadczenia Cichockiego, że polski rząd jest w ich posiadaniu, zwróciliby się do rządu, a nie do amerykańskiego prokuratora generalnego.
To kolejny gigantyczny skandal – po kłamstwie rządu dotyczącym rzekomej obecności polskich prokuratorów i patomorfologów podczas sekcji zwłok ofiar katastrofy – związany z najważniejszym śledztwem w historii III RP.
sprzeczne Oświadczenie w sprawie zdjęć złożone w sejmie 29 kwietnia przez Cichockiego,że Polska już je otrzymała, padło niepełną godzinę po tym, jak premier Tusk, odpowiadając na na pytania posłów, powiedział, że rząd o zdjęcia dopiero wystąpi do USA. Jak widać, ta...rozwiń komentarz
Został on zamordowany, bo niósł CHRYSTUSA i prawdę do wszystkich POLAKÓW ,-było to jednak zbyt groźne dla syjonistycznych (PO)lszewików dla niegodnych interesów (PO)lszewickiej "władzy". Zginął w służbie Chrystusa i stał się znakiem dla wielu. Proces sądowy morderców stał się popisem bezczelności władz i nonszalancji wobec sprawiedliwości, prawdy, prawa i zasad moralnych. PYTANIE -Jak będzie wyglądał proces oprawców i zabojców spod Smoleńska 10-04-2010 -pytanie skierowane również do histeryka T.Nałęczarozwiń komentarz