Grecja, Rosja i Czechy to najłatwiejsi rywale na jakich mogliśmy trafić. Paradoksalnie jednak może się okazać, że w dniu losowania los wcale nie był łaskawy dla kadry Smudy. Dużo łatwiej byłoby bowiem wytłumaczyć kolejne przegrane mecze i zakończenie piłkarskiej przygody już w fazie grupowej, gdyby los skojarzył nas z Anglią, Portugalią i Danią. A co powie Smuda na konferencji prasowej po ostatnim grupowym meczu naszej grupy jeśli ten okaże się ostatnim dla Polski na tej imprezie? Że dwa lata budowania (podobno) solidnej kadry, (podobno) pieczołowitej selekcji piłkarzy i naturalizowania (podobno) dobrych obcokrajowców poszły na marne? Że byliśmy za słabi, by zająć choćby drugie miejsce w najsłabszej grupie turnieju, który gramy przed tysiącami najlepszych kibiców na świecie? Że poniósł osobistą porażkę i po prostu mu nie wyszło?
REKLAMA
Na pewno media okrzykną naszą grupę „grupą marzeń". Będą obwieszczały wszem i wobec, że niesieni dopingiem tysięcy kibiców polscy piłkarze mają ogromne szanse na ćwierćfinał, a los wreszcie okazał się dla nas łaskawy. Ja pozwolę sobie jednak zachować sceptycyzm. Bo Polska na dużych imprezach w ostatnich latach kompletnie sobie nie radziła. Bo o jej sile mają stanowić rezerwowi gracze (Obraniak, Błaszczykowski) zagranicznych klubów, którzy w tychże klubach większość meczów oglądają bardziej jako kibice niż jako piłkarze. Bo jedynym zmiennikiem Roberta Lewandowskiego jest rezerwowy tureckiego Trabzonsporu Paweł Brożek, a grający w FC Koeln Sławomir Peszko ma problemy ze zdobywaniem goli w sytuacjach doskonałych (śmiał się z tego swego czasu jego klubowy kolega Lukas Podolski). Bo rywali przed polem karnym mają zatrzymywać ludzie, którzy tak naprawdę do tej pory nie zagrali chyba ani jednego meczu na choćby tylko solidnym poziomie, a Smuda żongluje ustawieniami defensywy niczym cyrkowymi piłeczkami, przez co obrona pozostaje największą bolączką reprezentacji.
Spokojny jestem o dwie pozycje, na których u Smudy gra w sumie… dwóch piłkarzy. Bo o to, że Lewandowski w ataku, a Szczęsny na bramce wstydu nie przyniosą, możemy być niemal pewni. Reszta? Czas pokaże. Ale z optymizmem trzeba być ostrożnym, żeby w czerwcu 2012 roku boleśnie się nie rozczarować.
Polska grupa marzeń może okazać się grupą śmierci. A jeśli będzie inaczej? Wtedy przeżyjemy miłe rozczarowanie. A miłe rozczarowania są znacznie lepsze od rozwianych złudzeń.
Euro 2012: Polska w grupie… śmierci
2011-12-02 19:52
Grecja, Rosja i Czechy to najłatwiejsi rywale na
jakich mogliśmy trafić. Paradoksalnie jednak może się okazać, że w dniu
losowania los wcale nie był łaskawy dla kadry Smudy. Dużo łatwiej byłoby bowiem
wytłumaczyć kolejne przegrane mecze i zakończenie piłkarskiej przygody już w
fazie grupowej, gdyby los skojarzył nas z Anglią, Portugalią i Danią. A co powie
Smuda na konferencji prasowej po ostatnim grupowym meczu naszej grupy jeśli ten
okaże się ostatnim dla Polski na tej imprezie? Że dwa lata budowania (podobno)
solidnej kadry, (podobno) pieczołowitej selekcji piłkarzy i naturalizowania
(podobno) dobrych obcokrajowców poszły na marne? Że byliśmy za słabi, by zająć
choćby drugie miejsce w najsłabszej grupie turnieju, który gramy przed tysiącami
najlepszych kibiców na świecie? Że poniósł osobistą porażkę i po prostu mu nie
wyszło?
Na pewno media okrzykną naszą grupę „grupą marzeń".
Będą obwieszczały wszem i wobec, że niesieni dopingiem tysięcy kibiców polscy
piłkarze mają ogromne szanse na ćwierćfinał, a los wreszcie okazał się dla nas
łaskawy. Ja pozwolę sobie jednak zachować sceptycyzm. Bo Polska na dużych
imprezach w ostatnich latach kompletnie sobie nie radziła. Bo o jej sile mają
stanowić rezerwowi gracze (Obraniak, Błaszczykowski) zagranicznych klubów,
którzy w tychże klubach większość meczów oglądają bardziej jako kibice niż jako
piłkarze. Bo jedynym zmiennikiem Roberta Lewandowskiego jest rezerwowy
tureckiego Trabzonsporu Paweł Brożek, a grający w FC Koeln Sławomir Peszko ma
problemy ze zdobywaniem goli w sytuacjach doskonałych (śmiał się z tego swego
czasu jego klubowy kolega Lukas Podolski). Bo rywali przed polem karnym mają
zatrzymywać ludzie, którzy tak naprawdę do tej pory nie zagrali chyba ani
jednego meczu na choćby tylko solidnym poziomie, a Smuda żongluje ustawieniami
defensywy niczym cyrkowymi piłeczkami, przez co obrona pozostaje największą
bolączką reprezentacji.
Spokojny jestem o dwie pozycje, na których u Smudy
gra w sumie… dwóch piłkarzy. Bo o to, że Lewandowski w ataku, a Szczęsny
na bramce wstydu nie przyniosą, możemy być niemal pewni. Reszta? Czas pokaże.
Ale z optymizmem trzeba być ostrożnym, żeby w czerwcu 2012 roku boleśnie się nie
rozczarować.
Polska grupa marzeń może okazać się grupą śmierci. A jeśli
będzie inaczej? Wtedy przeżyjemy miłe rozczarowanie. A miłe rozczarowania są
znacznie lepsze od rozwianych złudzeń.