Sojusz Lewicy Demokratycznej wybrał na nowego szefa Leszka Millera. Tego samego Milera, dzięki któremu lewica odniosła największy sukces wyborczy w roku 2001 roku, a potem – wciąż „dzięki” niemu poniosła cztery lata później spektakularną klęskę. Leszek Miller wprowadził Polskę do Unii Europejskiej, ale był także wyjątkowo uległy wobec Kościoła katolickiego. Dziś Miller apeluje wprawdzie, aby "Konstytucja była ważniejsza od Ewangelii", ale nic nie zrobił, aby ograniczyć jego wpływy polityczne w Polsce.
SLD prawdopodobnie znów będzie szukać swojej "tożsamości". Zdanie o szukaniu lewicowej tożsamości jest swego rodzaju mantrą, powtarzaną przez działaczy Sojuszu od lat. SLD jest tak zajęte owym szukaniem tożsamości, że nie zauważa, iż ucieka mu elektorat. Liberałowie społeczni uciekli do Janusza Palikota, który w odpowiednim czasie wykorzystał wzrastającą niechęć do polskiego Kościoła katolickiego, a także potrafi zagospodarować politycznie rozmaite mniejszości i ruchy alternatywne. Wyborcza klęska Grzegorza Napieralskiego jest z kolei dowodem na to, że SLD stracił też wpływy wśród młodej inteligencji miejskiej - grupy najbardziej aktywnej oraz mobilnej. Z kolei elektorat socjalny jest dziś raczej przy Prawie i Sprawiedliwości. Czy to wszystko oznacza, że Leszek Miller będzie tym politykiem, któremu przyjdzie wyprowadzić kolejny sztandar?
Miller – jeśli chce ocalić SLD - nie może szukać wrogów na lewicy. Były premier musi pamiętać, że od czasów, gdy dla Sojuszu nie było po lewej stronie sceny politycznej alternatywy minęła już cała dekada. Dziś mamy Ruch Palikota, pierwiastki lewicowości w PO, socjalne ciągoty w PiS-ie. W kuluarach mówi się, że wielu znaczących polityków lewicy, z Ryszardem Kaliszem na czele, chciałoby szukać porozumienia z Januszem Palikotem. Również ojciec chrzestny polskiej socjaldemokracji, były prezydent Aleksander Kwaśniewski apeluje o zgodę między Ruchem Palikota a SLD. Miller chce rozdawać karty, bo taka ma naturę, ale musi brać pod uwagę fakt, że dziś przy stoliku do gry siedzą zupełnie inni ludzie niż dziesięć lat temu.
Nowy szef SLD musi też ostrożnie i z wyczuciem operować hasłem wroga mówiąc o pozostałych partiach na scenie politycznej. Coraz mniej stabilna pozycja Platformy Obywatelskiej i spadające notowania samego Donalda Tuska mogą doprowadzić do wcześniejszych wyborów. A wtedy może się okazać, że nagle otworzą się przed lewicą zupełnie nowe perspektywy. Oczywiście, rolą opozycji jest kontrolowanie i krytykowanie rządu i partii władzy, ale wszystko trzeba czynić z umiarem pamiętając o tym, że dzisiejszy przeciwnik jutro może się okazać sojusznikiem.
Quo vadis SLD?
2012-04-29 21:31
SLD prawdopodobnie znów będzie szukać swojej
"tożsamości". Zdanie o szukaniu lewicowej tożsamości jest swego
rodzaju mantrą, powtarzaną przez działaczy Sojuszu od lat. SLD jest tak zajęte
owym szukaniem tożsamości, że nie zauważa, iż ucieka mu elektorat. Liberałowie
społeczni uciekli do Janusza Palikota, który w odpowiednim czasie wykorzystał
wzrastającą niechęć do polskiego Kościoła katolickiego, a także potrafi
zagospodarować politycznie rozmaite mniejszości i ruchy alternatywne. Wyborcza
klęska Grzegorza Napieralskiego jest z kolei dowodem na to, że SLD stracił też
wpływy wśród młodej inteligencji miejskiej - grupy najbardziej aktywnej oraz
mobilnej. Z kolei elektorat socjalny jest dziś raczej przy Prawie i
Sprawiedliwości. Czy to wszystko oznacza, że Leszek Miller będzie tym
politykiem, któremu przyjdzie wyprowadzić kolejny sztandar?
Miller
– jeśli chce ocalić SLD - nie może szukać wrogów na lewicy. Były premier
musi pamiętać, że od czasów, gdy dla Sojuszu nie było po lewej stronie sceny
politycznej alternatywy minęła już cała dekada. Dziś mamy Ruch Palikota,
pierwiastki lewicowości w PO, socjalne ciągoty w PiS-ie. W kuluarach mówi się,
że wielu znaczących polityków lewicy, z Ryszardem Kaliszem na czele, chciałoby
szukać porozumienia z Januszem Palikotem. Również ojciec chrzestny polskiej
socjaldemokracji, były prezydent Aleksander Kwaśniewski apeluje o zgodę między
Ruchem Palikota a SLD. Miller chce rozdawać karty, bo taka ma naturę, ale musi
brać pod uwagę fakt, że dziś przy stoliku do gry siedzą zupełnie inni ludzie niż
dziesięć lat temu.
Nowy szef SLD musi też ostrożnie i z wyczuciem
operować hasłem wroga mówiąc o pozostałych partiach na scenie politycznej. Coraz
mniej stabilna pozycja Platformy Obywatelskiej i spadające notowania samego
Donalda Tuska mogą doprowadzić do wcześniejszych wyborów. A wtedy może się
okazać, że nagle otworzą się przed lewicą zupełnie nowe perspektywy. Oczywiście,
rolą opozycji jest kontrolowanie i krytykowanie rządu i partii władzy, ale
wszystko trzeba czynić z umiarem pamiętając o tym, że dzisiejszy przeciwnik
jutro może się okazać sojusznikiem.
Komentowany tekst: