Premier powtórzył, że rząd zamierza przesyłać do Sejmu wszystkie
projekty ustaw do marca. Wyjątkiem będą tylko projekty dotyczące
spraw europejskich. Według niego, trudno liczyć na "legislacyjny
spokój" w czasie kampanii wyborczej.
Premier, pytany czy jeśli wybory będą jesienią to poda się
wcześniej do dymisji, odpowiedział: "Nie wyjadę na Seszele,
szczególnie, że są w tej chwili, po tsunami, mało atrakcyjne,
tylko będę dalej wypełniał swoje obowiązki".
Dodał, że nie zamierza podawać rządu do dymisji, ponieważ "jest
to niepraktyczny sposób wymuszania terminu wyborów". Jednocześnie
zaznaczył, że nadal będzie próbował przekonać SLD do poparcia
wiosennego terminu wyborów.
Premier ma nadzieję, iż 5 maja Sejm przyjmie uchwałę o skróceniu
kadencji. Zaznaczył, że także na piątkowym spotkaniu nakłaniał
polityków Sojuszu, aby poparli wiosenny termin wyborów.
Szef SLD Józef Oleksy pytany, czy premierowi udało się przekonać
posłów Sojuszu, odparł: "My uważamy, że sprawa terminu wyborów to
nie jest sprawa rządu. Rząd będzie rządził tak długo, jak sam pan
premier uzna i jak długo będzie trwać kadencja".
"Czyli pan premier usłyszał, że ma się nie mieszać?" - chciał
wiedzieć jeden z dziennikarzy. "Nie, to jest pana interpretacja" -
odpowiedział Oleksy. "Mieszam się" - wtrącił premier.
Ostateczną decyzję w sprawie terminu wyborów SLD podejmie w
poniedziałek podczas posiedzenia Rady Krajowej. Wbrew
wcześniejszym zapowiedziom, SLD raczej nie będzie chciał skrócenia
kadencji Sejmu. Jak wynika z wypowiedzi polityków Sojuszu, Rada
zapewne opowie się za przeprowadzeniem wyborów parlamentarnych w
konstytucyjnym terminie - jesienią.
Oleksy poinformował, że piątkowe spotkanie było poświęcone
ustaleniem priorytetów legislacyjnych rządu i SLD, "tak by był to
jeden pakiet preferencyjny", a także m.in. realizacji Narodowego
Planu Rozwoju.
ks, pap