Nowoczesna tonie w długach

Nowoczesna tonie w długach

Ryszard Petru
Ryszard Petru / Źródło: Newspix.pl / MIchal Fludra
Partia zadłużyła się na kampanię na 1,7 mln zł, jest też winna prawie milion Polsatowi. Być może będzie też zmuszona wyasygnować blisko 2 mln zł dla Skarbu Państwa.

Partia Ryszarda Petru znalazła się w poważnych tarapatach finansowych. W wyniku błędów w sprawozdaniu komitetu wyborczego przepadło jej 75 proc. dotacji związanej ze zwrotem kosztów poniesionych w kampanii wyborczej. Gdyby papiery były w porządku, Nowoczesna dostałaby 4,35 mln zł, a tak dostała zaledwie 1,88 mln zł. Tymczasem na kampanię partia zaciągnęła kredyt w wysokości 2 mln zł, a więc dotacja pokryła zaledwie połowę długu. – Obecne zadłużenie zaciągnięte podczas kampanii wyborczej spłacane jest na bieżąco, aktualnie jest to 1,7 mln zł – mówi „Wprost” Paulina Hennig-Kloska, rzeczniczka prasowa Nowoczesnej. Na dodatek – według nieoficjalnych informacji – partia jest winna ok. 1 mln zł Polsatowi za wyemitowane w kampanii reklamy. – To zadłużenie też jest spłacane na bieżąco – dodaje rzeczniczka prasowa. Ale to niejedyne finansowe kłopoty Nowoczesnej. Partia dostała z budżetu jeszcze 1,5 mln zł w ramach subwencji na działalność partyjną. Ale z powodu odrzucenia sprawozdania finansowego przez Państwową Komisję Wyborczą do końca kadencji nie dostanie już z budżetu ani grosza. Tym samym dotacje z budżetu nie pokryły nawet długów. Tymczasem nad partią wisi jeszcze jedna klęska finansowa. Zgodnie ze słowami Krzysztofa Lorentza z Krajowego Biura Wyborczego Nowoczesną czeka sprawa sądowa o przepadek środków wykorzystanych z naruszeniem prawa. Chodzi o blisko 2 mln zł, które – w razie przegranej – partia będzie musiała zwrócić Skarbowi Państwa.

Nowoczesna jak PSL

Podobna decyzja finansowo zrujnowała PSL, które w 2001 r. popełniło błąd w zaksięgowaniu kilkunastu tysięcy złotych i z tego tytułu musiało zwrócić do budżetu aż 9 mln zł. A że nie godziło się z tą decyzją i odwoływało od tego werdyktu do sądów wyższych instancji, to gdy zakończyła się cała droga sądowa, odsetki od tej sumy wyniosły 12 mln zł i dług wobec budżetu wyniósł 21 mln zł. Ludowcy, żeby spłacić to gigantyczne zobowiązanie, musieli sprzedać gmach przy ulicy Grzybowskiej w Warszawie, gdzie mieściła się ich siedziba. Ale Nowoczesna nie ma nieruchomości do sprzedania, więc w razie przegranej w sądzie będzie miała spory kłopot z wywiązaniem się ze zobowiązania. Na razie jednak proces jeszcze się nie zaczął, więc nie wiadomo, jakie będzie orzeczenie sądu. Informacja o przepadku lwiej części dotacji i subwencji, została podana posłom w tak sprytny sposób, że specjalnie się nią nie przejęli.

– Bardzo późno dowiedzieliśmy się, że nie będziemy mieli dotacji. To było takie ślizganie, mówienie półsłówkami na temat tego, jak teraz będziemy finansować funkcjonowanie klubu i ugrupowania. Dla nas to był szok – twierdzi były polityk Nowoczesnej. Oficjalnie politycy Nowoczesnej twierdzą jednak, że radzą sobie z brakiem pieniędzy.

Jerzy Meysztowicz, poseł partii Ryszarda Petru, mówi: – Staramy się, żeby wpłaty od sympatyków, które dostajemy, wystarczyły na funkcjonowanie klubu. Apelujemy o nie do członków. Z powodu braku funduszy zmieniliśmy lokal. A ten wcale nie jest tani. Wbrew temu, co można przeczytać w mediach, stawka za wynajem lokalu jest równa dla wszystkich partii politycznych. Jaka będzie przyszłość? Partia musi sfinansować trzy kolejne kampanie, ale nie wiadomo z czego. Co prawda, Nowoczesna zaskarżyła decyzję o przepadku dotacji i subwencji do trybunału w Strasburgu, ale na razie nie wiadomo, kiedy odbędzie się rozprawa, a tym bardziej – jaki będzie jej finał. – Nie ulega wątpliwości, że utrata subwencji spowodowała nierówną konkurencję na scenie politycznej. Restrykcyjne przepisy ordynacji wyborczej oraz ustawy o partiach politycznych, nieuwzględniające zasady proporcjonalności kary w stosunku do przewinienia, w sposób znaczący wpływają na swobodę zrzeszania – mówi Paulina Hennig-Kloska. Jerzy Meysztowicz dodaje: – Środki finansowe zostały nam zatrzymane przed decyzją, że nam się nie należą. Katarzyna Lubnauer dorzuca: – Liczymy, że w wyniku naszej skargi trybunał sprawiedliwości w Strasburgu uzna, że ukaranie nas było bezzasadne. Większość osób przyznaje, że kara była niewspółmierna do błędu. I przypomina, że w czasie wyborów w 2015 r. partia również nie miała dotacji. – Mieliśmy natomiast pieniądze od sympatyków – mówi.

Pierwsza kampania bez pieniędzy

– To prawda, że pierwszą kampanię zrobiliśmy bez pieniędzy, ale dlatego że liczyliśmy, iż później będzie lepiej. Tymczasem teraz wygląda na to, że lepiej już było – mówi jedna z osób związanych z Nowoczesną. Partia może próbować utrzymać się ze składek, ale Nowoczesna, wbrew deklaracjom liderów, aktywnych działaczy nie ma zbyt wielu. A to oni przede wszystkim płacą składki. Które zresztą – jak przekonuje Jerzy Meysztowicz – nie zostały podniesione i wynoszą obecnie 10 zł miesięcznie.

Jeden z byłych członków Nowoczesnej opowiada, że gdy w tym roku na Podkarpaciu odbyło się spotkanie działaczy z Ryszardem Petru, przyjechali na nie wszyscy aktywni członkowie z całego województwa. Czyli ok. 30 osób. Inny przykład: gdy partia organizowała wyjazd na jedną z demonstracji, to na Dolnym Śląsku – gdzie teoretycznie struktury Nowoczesnej są prężne – zapełniła autokar zaledwie w połowie. Radosław Lubczyk, poseł Nowoczesnej, dementuje te informacje i twierdzi, że partia ma zbudowane struktury samorządowe. – Mamy ok. 6 tys. działaczy – przekonuje.

Ankieta o Petru

Gdy partia wiosną tego roku przeprowadziła wewnętrzną anonimową ankietę wśród działaczy na temat tego, co sądzą o partii i przewodniczącym, to pełno w niej było krytyki i niewybrednych komentarzy pod adresem Ryszarda Petru. Takie nastroje też nie skłaniają ludzi do opłacania składek. Jak politycy zamierzają sfinansować kampanię samorządową? Radosław Lubczyk twierdzi, że kandydaci przed wyborami samorządowymi będą znów liczyć na datki. – Podczas kampanii parlamentarnej zrzucałem się na kampanię główną z zebranych środków od sympatyków. Część z nich przeznaczyłem na swoją kampanię. Teraz może być podobnie – przypuszcza. Ale mimo oficjalnych zapewnień, że partia poradzi sobie bez dotacji podczas kolejnych trzech kampanii wyborczych, w partii panuje strach. – Działacze nie wiedzą, skąd wziąć pieniądze na swoje kampanie – mówi jeden z regionalnych polityków partii. – Wystawienie kandydatów w wyborach samorządowych w miastach wojewódzkich to przeogromne koszty. Wystawienie ich bez finansowania, bez zaplecza, to szkodzenie sobie i tym osobom. Zdobędą po trzy punkty procentowe poparcia. A Nowoczesna straci wizerunkowo – mówi były polityk Nowoczesnej. Szczególnie że wypromować mało znanych polityków partii Ryszarda Petru w regionach bez funduszy nie będzie łatwo. Zdaniem części naszych rozmówców lider Nowoczesnej nie zdaje sobie sprawy z tego, jak istotny jest wynik wyborów samorządowych poprzedzających parlamentarne i prezydenckie w wyborczym trójskoku. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 29/2017
Więcej możesz przeczytać w 29/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także