Aborcyjne piekło opozycji

Aborcyjne piekło opozycji

Barbara Nowacka
Barbara Nowacka / Źródło: Newspix.pl / JAKUB NICIEJA / FOTONEWS
Za sprawą sporu o aborcję opozycja obnażyła swoją kompletną niezdolność do podejmowania trudnych decyzji.

PO w Polsce nie działa, bo i Nowoczesna nieustannie narzekają, że demokracja opozycja nie ma na nic wpływu. Głosowania nad projektami ustaw aborcyjnych pokazały, że gdy opozycja ma na coś wpływ, to tym gorzej dla niej. Co prawda, sprawa aborcji nie była wymarzonym polem dla PO i Nowoczesnej do zaprezentowania twardego stanowiska, ale trzeba tak grać jak przeciwnik pozwala. W tym wypadku przeciwnik, czyli PiS, pozwolił na przesłanie projektu liberalizującego przepisy aborcyjne do dalszych prac w komisji, a opozycja z tej szansy nie skorzystała. To, co się wydarzyło później – wyrzucenie trójki posłów z PO, samozawieszenie trójki posłów w Nowoczesnej, kompromitujące tłumaczenia, jakoby posłowie nie wiedzieli, co czynili, i równie kompromitujące przecieki, że kierownictwo obu klubów wyraziło zgodę niektórym posłom na nieuczestniczenie w tym głosowaniu – dowiodło, jak dalece obie partie nie są w stanie zmierzyć się z konsekwencjami własnych decyzji.

Gra barbary Nowackiej

W rzeczywistości PO i Nowoczesna zostały złapane w pułapkę przez PiS i przez lewicę, w czym obie partie się połapały dopiero, gdy emocje związane z głosowaniem nad projektami aborcyjnymi opadły. Spryt Jarosława Kaczyńskiego polegał na tym, że część posłów głosowała za przesłaniem projektu Barbary Nowackiej do dalszych prac w komisji. Kierownictwo PiS uniknęło w ten sposób krytyki, że nie szanuje projektów obywatelskich, co było jednym z głównych zarzutów tej partii do PO w kampanii 2015 r. – Moim zdaniem jednak chodziło o to, żeby oba projekty trafiły do komisji i tam utknęły, dopóki orzeczenia nie wyda Trybunał Konstytucyjny – mówi poseł Jerzy Meysztowicz z Nowoczesnej. – PiS chce tę sprawę załatwić przez trybunał, bo protesty kobiet oburzonych odrzuceniem projektu Barbary Nowackiej są im nie na rękę. Ale – w opinii polityków obu partii – Barbara Nowacka zastawiła też swoją pułapkę na opozycję parlamentarną, bo przygotowała tak radykalny projekt, że z góry było wiadomo, iż część posłów PO i Nowoczesnej nie zechce go poprzeć. I nie chodzi o prawo do przerwania ciąży do 12. tygodnia jej trwania na żądanie kobiety, ale objęcie tą regulacją już 15-latek, które mogłyby dokonać zabiegu bez wiedzy i zgody prawnych opiekunów. Bulwersujący dla posłów obu formacji jest także przepis przewidujący karę do dwóch lat więzienia za organizowanie demonstracji przeciwko przerywaniu ciąży czy umieszczaniu w internecie informacji o negatywnych skutkach tego zabiegu. – Zostało wytworzone takie oczekiwanie, że ugrupowania broniące demokracji, występujące przeciwko PiS, będą głosowały za projektem Inicjatywy Polskiej Barbary Nowackiej, choć niektóre przepisy tego projektu nie mieszczą się w głowie – mówi Marek Sowa, poseł Nowoczesnej, który nie wziął udziału w głosowaniu w tej sprawie. – Popieram obecny kompromis aborcyjny. Z propozycjami Inicjatywy Polskiej się nie zgadzam. A gdybym miał je poprzeć tylko dlatego, że to projekt obywatelski, to musiałbym też głosować za przesłaniem do dalszych prac projektu zaostrzającego prawo do przerywania ciąży, który jeszcze bardziej jest dla mnie nie do przyjęcia – dodaje. A poseł Meysztowicz dodaje, że Barbara Nowacka postanowiła udowodnić, że tylko jej ugrupowanie jest prawdziwie ideowe, a PO i Nowoczesna – nie i na tym wypromować swoje ugrupowanie. – Lewicy pozostały już tylko tematy światopoglądowe, bo wyborcy socjalni odpłynęli do PiS – konkluduje Meysztowicz.

Pożegnanie z centrum

Platforma boleśnie przeżyła aborcyjny blamaż, bo starała się narzucić posłom dyscyplinę głosowania w tej sprawie. W efekcie trójka posłów ją złamała, a ponad 20 osób obecnych na sali nie wzięło udziału w głosowaniu. Opinia publiczna ze zdumieniem i niesmakiem patrzyła, jak PO wyrzuca ze swoich szeregów posłów, którzy zawsze głosowali przeciwko liberalizacji aborcji, a tym, którzy celowo uniknęli głosowania, nie spada włos z głowy. Poseł Borys Budka, choć osobiście podporządkował się dyscyplinie głosowania, zaznacza, że Platforma opowiada się za utrzymaniem obecnych rozwiązań. – Przez osiem lat PO odrzucała zarówno zaostrzenie, jak i liberalizację ustawy dotyczącej aborcji. Nie skręcamy ani w lewo, ani w prawo – mówi w rozmowie z „Wprost”. – Wojna aborcyjna może pogrążyć każdą partię centrową – dodaje. – Wywoływanie tego tematu to gra polskimi kobietami. A protest pod siedzibą PO wynika z niezrozumienia naszych intencji przez środowiska lewicowe lub z prowokacji – wyjaśnia. Ale środowiska feministyczne zupełnie inaczej to traktują, bo już odezwały się głosy, że PO i Nowoczesna nie mają czego szukać na czarnych protestach przeciwko zaostrzeniu przepisów aborcyjnych. Poza tym zasadne jest pytanie, czy chodzi o centrowość, czy też po prostu bezideowość, o co od dawna oskarżana jest PO. – W Platformie zawsze była obawa przed określeniem się ideologicznym, ale dzięki temu mogliśmy mieć w swoich szeregach i konserwatystów, i lewicowców – przyznaje jeden z polityków tej formacji. – Duże partie załatwiają niespójność ideową skrzydłami, my niestety nie sformalizowaliśmy frakcji w naszej partii, a szkoda, bo wtedy sytuacja byłaby czytelna.

Inny z naszych rozmówców uważa jednak, że PO stała się po prostu partią jałową i błyskawicznie traci wiarygodność. – Grzegorz Schetyna narzucił posłom dyscyplinę w sprawie aborcji, a potem miał im powiedzieć przed głosowaniem: jeżeli nie możecie zagłosować za przesłaniem projektu do komisji, to wyjmijcie karty – opowiada nasz rozmówca. – Po czym wyrzucił konserwatystów za to, że głosowali zgodnie ze swoimi przekonaniami. Zdaniem naszego rozmówcy działacze PO nie rozumieją poczynań swojego lidera. Tym bardziej że partia w swojej masie jest zdecydowanie bardziej konserwatywna od elektoratu, który pozyskała i chce utrzymać. – Posłanka Anna Białkowska z Radomia wrzuciła niedawno na swojego Facebooka zdjęcia z proboszczem zrobione przy okazji jego srebrnego jubileuszu – mówi nasz rozmówca. – To jest oblicze tej partii. Jak ci ludzie mają popierać prawo do przerywania ciąży na życzenie. W PO można też usłyszeć, że Schetyna wykluczył posłów, którzy złamali dyscyplinę, bo przestraszył się kobiet ze środowiska „Gazety Wyborczej” – Moniki Olejnik, Katarzyny Kolendy-Zaleskiej. – Pomyślał, że za chwilę nawet one przestaną nas popierać, i postanowił coś zrobić, ale wiarygodności nam to nie przysporzyło, za to kłopotów tak, bo Marek Biernacki to sztandarowa postać naszych konserwatystów – mówi polityk PO. Faktycznie w nieoficjalnych rozmowach konserwatyści PO zarzekają się, że nie pozwolą na wyrzucenie Biernackiego. – Jesteśmy już umówieni na spotkanie z przewodniczącym w tej sprawie – mówi jeden z konserwatywnych posłów. – Bez Marka nie ma PO. Jeśli on zostanie wyrzucony, my też odejdziemy. Nasz rozmówca również uważa, że Schetyna „wykluczył posłów pod dyktando rozwrzeszczanych środowisk lewicowych”. – Ale PO nie powinna się przesuwać ani na lewą, ani na prawą stronę sceny politycznej. Powinniśmy pozostać w centrum– mówi. Sprawę komplikuje to, że Biernacki ogłosił publicznie, iż nie będzie się odwoływał od decyzji o wyrzuceniu. A więc partia z własnej woli musiałaby cofnąć decyzję, co dodatkowo by ją pogrążyło. Jak z tego wybrnie Schetyna – nie wiadomo. Nowoczesna po głosowaniu nad projektami ustaw aborcyjnych też była w kiepskiej kondycji.

Wydawało się, że jest na krawędzi rozpadu. Trójka posłów zawiesiła swoje członkostwo w klubie na znak protestu przeciwko odrzuceniu projektu ustawy Barbary Nowackiej w pierwszym czytaniu. Ci zaś, którzy nie głosowali, wcale nie uważali, że postąpili niewłaściwie. W ubiegłym tygodniu ton wystąpień został załagodzony. – Nowoczesna nigdy nie miała w programie sprawy aborcji, a więc nie jest to element programowy – zaznacza Joanna Scheuring-Wielgus, jedna z osób, które zdecydowały o samozawieszeniu. – Od samego początku mówiliśmy o rozdziale Kościoła od państwa i o związkach partnerskich. To były nasze postulaty ideowe. Natomiast to, że mamy debatę na temat aborcji, jest wolą ulicy. Nowoczesna postanowiła, że chce podążać za tą wolą. – Złożyliśmy własny projekt ustawy liberalizującej przepisy aborcyjne i może, jeżeli inne partie opozycyjne się pod tym podpiszą, to wniesiemy też projekt Barbary Nowackiej – mówi Scheuring-Wielgus. – Naprawiamy błąd, który popełniliśmy. Co ciekawe, Scheuring-Wielgus, która zaraz po głosowaniu grzmiała na konferencji prasowej, że zapisała się do Nowoczesnej, a nie do Średniowiecznej, też nie jest do końca zachwycona projektem Barbary Nowackiej. – Jestem za prawem kobiet do decydowania o aborcji, ale przepis, że 15-latka, bez wiedzy rodziców i nawet rozmowy z psychologiem, zdecyduje o przerwaniu ciąży, jest zbyt daleko idący – mówi. – Na karanie przeciwników aborcji za demonstrowanie swoich poglądów też się nie zgadzam.

Im gorzej, tym lepiej

Problem Nowoczesnej polega jednak na tym, że w tej partii tak jak i w PO są twardzi konserwatyści, którzy nie poprą prawa do przerywania ciąży na życzenie kobiety. Ujawnili się już podczas debaty aborcyjnej w ubiegłym roku. Jedna z posłanek Nowoczesnej opowiada, że wtedy Ryszard Petru i inne osoby z kierownictwa przeprowadziły rozmowy z każdym posłem w tej sprawie, przekonując do poparcia projektu Nowackiej, wówczas łagodniejszego niż ten obecny, a i tak część posłów, m.in. Barbara Dolniak czy Marek Sowa, pozostała nieugięta. Dla Nowoczesnej, która tak samo jak Platforma usiłowała uniknąć tematu aborcji, zasłaniając się poparciem dla przepisów obowiązujących od 1993 r., wejście w ten spór może się okazać niszczące.

Straty wizerunkowe, spowodowane ucieczką od odpowiedzialności za brak wyrazistego oblicza ideowego, są ogromne. Nie dość, że prawica miała używanie na obu partiach i ogłosiła ich samozaoranie, to jeszcze doszła do tego furia środowisk kobiecych. Efekt jest widoczny gołym okiem. PiS w najnowszym sondażu CBOS ma 44 proc. poparcia, PO tylko 15 proc., a Nowoczesna 6. W sumie partie opozycyjne nie zbliżają się nawet do połowy poparcia dla formacji rządzącej. A nawet gdyby doliczyć do tego poparcie dla SLD (4 proc.) i PSL (4 proc.), opozycja i tak zostaje daleko w tyle za Zjednoczoną Prawicą. To kiepski prognostyk przed wyborczym maratonem, który rozpoczyna się w tym roku. Nawet jeżeli obie partie rozwiążą swoje wewnętrzne problemy, to straciły już zdolność wywoływania pozytywnych emocji u wyborców. Poseł Meysztowicz z Nowoczesnej uważa, że spadek poparcia dla jego partii jest winą m.in. mediów. Tych publicznych, które nieustannie atakują opozycję, ale też komercyjnych, które wcale nie stronią od krytyki PO i Nowoczesnej.

Jednak w rzeczywistości główny problem polega na tym, że obie partie nie mają oferty, która zauroczyłaby wyborców. Joanna Scheuring-Wielgus na pytanie, z czym Nowoczesna pójdzie do przyszłorocznych wyborów, odpowiada szczerze: „Nie wiem, przez ten czas wiele może się zdarzyć”. Od spraw ideowych, które wywołują największe emocje, obie partie programowo uciekają. Obie czekają, aż koniunktura gospodarcza się pogorszy i PiS zabraknie pieniędzy na realizację programu 500 plus czy „Mieszkanie plus” albo przynajmniej na sfinansowanie niższego wieku emerytalnego. I że wtedy niezadowoleni wyborcy odsuną Zjednoczoną Prawicę od władzy. Ale to jest stawianie na zdarzenia przyszłe i mocno niepewne. Zresztą kiepska koniunktura gospodarcza nigdy nie doprowadziła do upadku partii rządzącej. PO przetrwała u władzy światowy kryzys gospodarczy, a gdy sytuacja zaczęła się poprawiać, wyborcy pokazali jej figę. Wcześniej PiS utracił władzę, mimo że koniunktura gospodarcza była brylantowa. Czekanie na kryzys gospodarczy, który odsunie rządzących od władzy, może być więc czekaniem na własną zgubę. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 4/2018
Więcej możesz przeczytać w 4/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 0

Czytaj także