Oszołomy Europy

Oszołomy Europy

Giertych i Lepper to przy zachodnich oryginałach polityki grzeczni chłopcy
Europa jest chora – twierdzi Roberto Calderoli, pulchny 51-letni polityk, były minister i obecny wiceprzewodniczący włoskiego Senatu. Przyczyną są czarnoskórzy. "Przyznanie prawa głosu osobom
urodzonym poza obszarem unii było błędem. Cywilizowany kraj nie może dopuścić do tego, aby o losie państwa decydowały małpoludy do niedawna żyjące na drzewach" – mówi Calderoli. Co zatem należy czynić? „Barki z imigrantami przestałyby wypływać w morze, gdyby zaczęto do nich strzelać" – tłumaczy Calderoli. Calderolich jest w Europie mnóstwo.
Ich gwiazdy świecą z lewa i prawa. Horst Mahler i Holger Apfel z niemieckiej nacjonalistycznej NPD, Pedro Zerolo z hiszpańskiej partii socjalistycznej PSOE, Arlette Laguiller i Olivier Besancenot reprezentujący francuską Międzynarodówkę i cała rzesza pomniejszych ultranacjonalistów, trockistów, maoistów, antyliberałów, antyislamistów i skrajnych ekologów, którzy ocierają się o władzę. To już nie tylko buntownicy typu José Bové, Jean-Marie Le Pena czy Jörga Haidera. Europa mieni się kolorowymi oszołomami i nikomu to specjalnie nie przeszkadza. Co innego, gdy „niestandardowe" poglądy pojawiają się
w naszej części Europy. Wtedy oświeceni zachodni publicyści i politycy pouczają, karcą i przestrzegają przed wielkimi zagrożeniami.
Tymczasem polityka wszędzie jest taka sama, odpowiadająca „duchowi czasów". A ten chce igrzysk. Politycy robią więc, co mogą, by odróżnić się od innych. A to najłatwiej osiągnąć mówiąc i zachowując się inaczej niż tradycyjny establishment.

Pielgrzymka do Lenina
Calderoli pojawia się zawsze tam, gdzie są kłopoty. Kiedy kilka tygodni temu mężczyzna pochodzący z Rumunii brutalnie zamordował mieszkankę Rzymu Giovannę Reggiani, zaraz na miejscu pojawił się Calderoli. Zaproponował stworzenie „specjalnych brygad", które będą chronić miasto przed napastliwymi Rumunami. Jego kolega z Sojuszu Narodowego (razem z Forza Italia tworzącego koalicję Dom Wolności) poszedł dalej, domagając się usunięcia z kraju 250 tys. imigrantów. Premier Prodi ugiął się i dał prefektom miast prawo wyrzucania imigrantów, którzy mogą być niebezpieczni. Pod względem barwności i oryginalności włoska polityka jest najciekawsza w Europie. Oliviero Diliberto, 51-letni deputowany partii komunistycznej, pojechał niedawno do Moskwy na obchody 90. rocznicy rewolucji bolszewickiej. I odwiedzając mauzoleum Lenina zaproponował, by wodza zabrać do Rzymu. „Znajdziemy mu miejsce w Wiecznym Mieście" – stwierdził. Oryginałów nie brakuje też we Francji. Najjaśniej świecili w prezydenckiej kampanii wyborczej. Połowę z 12 kandydatów stanowili działacze Partii Komunistycznej, trockiści i maoiści walczący z barami McDonalda. Siwa Arlette Laguiller, działaczka trockistowskiej Walki Robotniczej, mówiła w spotach telewizyjnych: „Robotnicy! Robotnice! Własność prywatna powinna zostać zastąpiona własnością kolektywną. Państwo ma natychmiast dać wszystkim mieszkania. Bezrobocie ma zniknąć". Laguiller ostatecznie dostała ledwie 1,5 proc. głosów, ale wyprzedziła alterglobalistę i przywódcę francuskich „mas chłopskich" José Bové. O wiele lepszy wynik zanotował 33-letni Olivier Besancenot z Rewolucyjnej Ligii Komunistycznej. Na tle fabryk i na ulicy, cytując na przemian Różę Luksemburg i Che Guevarę, tłumaczył, że „należy zakazać zwalniania ludzi z pracy" i skończyć z tym „skompromitowanym liberalizmem". W wyborach zajął piąte miejsce.

„Alibaba i 40 pedałów"
Jeden z liderów niemieckiej NPD, Horst Mahler, przywitał amerykańskiego dziennikarza i działacza żydowskiego Michela Friedmana zawołaniem „Heil Hitler!". A potem mu tłumaczył: „Hitler był wybawcą narodu. I to nie tylko niemieckiego". Inny działacz NPD, Holger Apfel, na forum saksońskiego parlamentu przez godzinę tłumaczył, że „plemion Murzynów i Tatarów nie da się zintegrować w Niemczech". Przewodniczący mu nie przerywał, bo „chciał przeanalizować całą wypowiedź Apfela". W porównaniu z zachodnimi „oszołomami" działalność Romana i Macieja Giertychów można co najwyżej uznać za wyraz retorycznej przesady. Ale to Giertychowie wzbudzili w Europie swoisty ruch sprzeciwu, wielokolorową koalicję działaczy, których łączyła nienawiść do polskich polityków. Polityk gej Pedro Zerolo z rządzącej hiszpańskiej PSOE wzywał Polskę do opuszczenia UE. „Wynocha! Tam są drzwi!" – mówił, protestując przeciw Giertychowi. Kilka tygodni wcześniej koledzy z jego partii bronili komiksu „Alibaba i 40 pedałów" uczącego młodych Hiszpanów tolerancji.

Cuda na co dzień
Europejskie oryginały rodziły się na szczytach polityki. Guy Sorman, francuski dziennikarz i filozof, uważa, że to Nicolas Sarkozy czy Ségolène Royal na wiecach wyborczych sami byli takimi oryginałami, których nie ogranicza ani ekonomia, ani logika. – W telewizji mogliśmy usłyszeć, jak Sarkozy obiecuje każdemu spośród pytających go obywateli w studiu mieszkanie, stypendium naukowe, pracę. Z kolei Royal to kandydatka cudotwórczyni; była wcieleniem jednocześnie Matki Teresy i najstarszych mitów francuskiej monarchii – tłumaczy Sorman.
Wiele poglądów oryginałów trafiło do politycznego mainstreamu. Tacy politycy jak Nicolas Sarkozy czy Václav Klaus dawno zerwali z polityczną poprawnością, z tematami tabu, wprowadzili emocje do polityki, zbrutalizowali język, używają takich zakazanych do niedawna na europejskich salonach pojęć, jak naród czy silne suwerenne państwo. Guy Sorman uważa, że „wielu dzisiejszych polityków odpowiada na oczekiwania pożądających czegoś jednostek, a nie odpowiedzialnych obywateli". – Skoro chcą opiekuńczego ojca, kochającej matki czy psychoterapeuty, to ich dostaną. Chcą usłyszeć, że wszystkiemu są winni czarni, to usłyszą. Jeśli chcą cudów, to na pewno ktoś im te cuda obieca – mówi Sorman.
Okładka tygodnika WPROST: 46/2007
Więcej możesz przeczytać w 46/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także