Dziennikarz Superwizjera TVN Jakub Stachowiak stwierdził w Onecie, że śledztwo ws. zaginięcia Iwony Wieczorek „jest obciążone grzechem pierworodnym, bo policja na początku olała sprawę i to bardzo mocno”. Jego zdaniem „sprawa miała też pecha”, bo 19-latce „rozładował się telefon, a tych kamer, które znajdowały się na trasie jej przejścia, było po prostu mało”. Dziennikarz wyjaśnił też, że „w niektórych przypadkach nie zabezpieczono monitoringu i te nagrania przepadły”.
– Gdyby wtedy rzetelnie szukano dowodów, to zabezpieczono by bilingi z telefonów najbliższych znajomych Iwony Wieczorek. A po roku te bilingi zniknęły i to jest duży problem – tłumaczył Stachowiak. Dziennikarz opowiedział, że podczas pracy nad materiałem „doliczyli się 20 wersji śledczych”. – W dodatku, na wykrywacz kłamstw wsadzono 40 osób z bliskiego otoczenia Iwony i okazało się, że każda z tych osób coś ukrywa. To nie ułatwia sprawy – przyznał.
Zaginięcie Iwony Wieczorek. Nigdy nie udało się namierzyć „pana ręcznika”
Stachowiak zaznaczył, że nigdy tego nie udało się wyjaśnić, czy chodzi o coś poważnego, czy o rzeczy w stylu „tego wieczora paliliśmy jointy”, lub „ktoś zrobił coś głupiego”. Wyjaśnił, że tak naprawdę nigdy nie udało się namierzyć „pana ręcznika”, który szedł za Wieczorek. Zgłosił się inny mężczyzna z tak charakterystycznie przewieszonym ręcznikiem przez ramię, ale to była inna osoba. Dziennikarz wykluczył jednak opcję, aby to on był zabójcą.
– Jak się przeanalizuje nagrania z monitoringu, to wychodzi na to, że ten sam facet dwie godziny później wracał tą samą alejką – rozluźniony, tak samo ubrany – mówił Stachowiak. Według niego w tak krótkim czasie nie był w stanie ukryć ciała, aby nie można go było znaleźć przez 10 lat. Dziennikarz jest jednak przekonany, że Paweł P. „na pewno coś kręcił”. – Może mieli jakieś wspólne zdjęcia, których się wstydził, albo których nie chciał, żeby wychodziły na światło dzienne? – spekulował.
Dziennikarz o nieznanym tropie. „Nie chcieliśmy schrzanić sprawy”
Stachowiak podkreślił, że znajomy 19-latki był jednak jedną z osób „najbardziej inwigilowanych w tej sprawie” i nie znaleziono dowodów przeciwko niemu. Dziennikarz zdradził też, o co chodzi prokuraturze ws. nowego wątku. – Ja wiem o tej wersji, ale myśmy w Superwizjerze z pełną świadomością jej nie poruszali, żeby nie schrzanić sprawy – zaznaczył.
– Mogę powiedzieć, że jest świadek, który skłamał w bardzo poważnej sprawie dotyczącej Iwony i nie ma alibi. Gdyby udało się wyjaśnić jaką rolę ta osoba odegrała tego wieczora, kiedy zaginęła Iwona, to być może mielibyśmy dzisiaj sprawę rozwiązaną. Natomiast błędy, jakie popełniono na samym początku, sprawiły, że nie można było tego do końca wyjaśnić – zakończył dziennikarz.
Czytaj też:
Zaskakująca decyzja w sprawie Iwony Wieczorek. Prokuratura zmienia kursCzytaj też:
Nowe czynności ws. Iwony Wieczorek. „Kwestia tygodni, a nie dni”
