W zeszłym roku organizatorzy i uczestnicy akcji „Sieci na dzieci: stop cyberprzemocy” odwiedzali polskie szkoły, by spotykać się w nich z dziećmi i rozmawiać o ich niepokojach związanych ze zjawiskiem hejtu. Pomysłodawczynie tego projektu przesłały mi pytania, które padają w czasie dyskusji z dziećmi, rodzicami czy nauczycielami, z prośbą bym wyjaśniła, czy w sytuacjach, o które pytają mogą liczyć na prawo. Nie były to pytania teoretyczne. Ich wątpliwości wynikały z doświadczenia. Pytali: Dlaczego to zawsze ofiara zmienia szkołę? Czy dyrektor naprawdę nie może nic zrobić? Czy szkoła ma prawo powiedzieć, że nie odpowiada za to, co dzieje się w internecie po lekcjach?
Z podobnymi pytaniami spotykam się w mojej praktyce zawodowej oraz w rozmowach prywatnych ze znajomymi, którzy jako rodzice próbują zrozumieć, dlaczego system, który powinien chronić ich dzieci, tak często okazuje się bezradny albo wycofany. Wiele z opowiadanych historii ma wspólny mianownik: przemoc zaczyna się w sieci, przenosi do szkoły, a kończy zmianą szkoły przez ofiarę. To nie tylko dramat wychowawczy. To także problem prawny.
Obowiązek ochrony – nie sugestia
Prawo nie pozostawia wątpliwości. Art. 68 ust. 1 pkt 6 ustawy Prawo oświatowe stanowi, że dyrektor szkoły odpowiada za zapewnienie bezpieczeństwa uczniom w czasie zajęć organizowanych przez szkołę. Bezpieczeństwo to nie tylko brak fizycznego zagrożenia. To także ochrona przed przemocą psychiczną, systematycznym ośmieszaniem, wykluczeniem czy nękaniem.
Dyrektor szkoły dysponuje realnymi narzędziami: może zmienić uczniowi, którego zachowanie jest przemocowe, miejsce w ławce, przenieść go do innej klasy, zastosować środki wychowawcze przewidziane w statucie, zobowiązać rodziców do współpracy, skierować ucznia do pedagoga lub psychologa, sporządzić dokumentację dla sądu rodzinnego, a w sytuacjach rażących – wystąpić o przeniesienie ucznia do innej szkoły.
Co istotne, są to decyzje administracyjne szkoły. Nie wymagają zgody rodziców ucznia stosującego przemoc. Zgodnie z prawem i dobrymi praktykami to sprawca powinien zostać odizolowany od ofiary, a nie odwrotnie. Przenoszenie dziecka pokrzywdzonego może w określonych okolicznościach zostać ocenione jako naruszenie obowiązków szkoły, a nawet prowadzić do odpowiedzialności cywilnej.
„To się działo po lekcjach” – mit odpowiedzialności ograniczonej do murów szkoły
Jednym z najczęstszych argumentów, z jakimi spotykają się rodzice, jest stwierdzenie: „Szkoła nie ma wpływu na to, co dzieje się po lekcjach”. To błędne rozumienie prawa. Szkoła odpowiada nie tylko za przestrzeń fizyczną budynku, lecz także za środowisko wychowawcze tworzone przez uczniów tej placówki. Jeżeli konflikt rówieśniczy – nawet rozpoczęty w internecie – wpływa na funkcjonowanie dziecka w klasie, jego frekwencję, wyniki w nauce czy relacje społeczne, szkoła ma obowiązek reagować.
Cyberprzemoc nie zatrzymuje się na granicy szkolnego ogrodzenia. Jej skutki są obecne w klasie następnego dnia. Szkoła może i powinna w takiej sytuacji: wezwać rodziców wszystkich stron, przeprowadzić rozmowy wychowawcze, zobowiązać do usunięcia obraźliwych treści, przeprowadzić mediacje, uruchomić procedurę przeciwdziałania przemocy rówieśniczej. Zaniechanie reakcji może rodzić konsekwencje administracyjne i cywilne.
Hejt – konsekwencje prawne, nie „żart”
Wielu młodych ludzi funkcjonuje w przekonaniu, że internet daje anonimowość i bezkarność. Tymczasem każde działanie w sieci pozostawia ślad, a zachowania określane potocznie jako hejt mogą wypełniać znamiona zniewagi, zniesławienia, uporczywego nękania czy naruszenia dóbr osobistych. Odpowiedzialność zależy od wieku sprawcy.
Dzieci poniżej 13. roku życia nie ponoszą odpowiedzialności karnej, ale ich rodzice mogą odpowiadać cywilnie za wyrządzoną szkodę. Szkoła może skierować sprawę do sądu rodzinnego, który może ustanowić nadzór kuratora, skierować dziecko i rodzinę na terapię, objąć rodzinę nadzorem.
Między 13. a 17. rokiem życia sprawca odpowiada jako nieletni przed sądem rodzinnym. Może zostać objęty nadzorem, skierowany do ośrodka wychowawczego, zobowiązany do naprawienia szkody. Odpowiedzialność cywilna rodziców nadal może występować równolegle.
Po ukończeniu 17 lat odpowiedzialność jest zasadniczo tożsama z odpowiedzialnością osoby dorosłej, w tym w ramach postępowania karnego.
Często jednak karnych procedur nie trzeba uruchamiać. W mojej praktyce wielokrotnie obserwowałam moment, w którym formalne pismo przedsądowe czy inicjatywa szkoły zmieniały sposób postrzegania sytuacji przez młodego sprawcę i jego rodziców. Prawo nie było wówczas narzędziem represji, lecz elementem przywracania granic i odpowiedzialności.
Organizatorki akcji „Sieci na dzieci” pytają w imieniu dzieci, które każdego dnia wchodzą do klasy z lękiem, czy kolejny komentarz nie pojawi się właśnie teraz. Odpowiedź brzmi – prawo nie jest bezsilne. Bezsilność wynika najczęściej z chęci niezaogniania konfliktu, przymykania oczy na zło, wyciszania problematycznych sytuacji w trosce o opinię szkoły. Takie działania mogą prowadzić do nieszczęścia. Może świadomość, że nie są bezkarne, zachęci administrację szkolną i rodziców, by w walce z hejtem korzystać z tego, co oferują przepisy prawne.
Autor: Katarzyna Kosicka-Polak, radca prawny, Wspólnik Zarządzająca kancelarii MKZPartnerzy
Czytaj też:
Rodzice krytykują nowe przepisy MEN. „Płacimy dwa razy”Czytaj też:
Nauczyciele napisali do Barbary Nowackiej. Alarm w sprawie reformy MEN
