Do zamachu przyznali się talibowie. Według rzecznika talibów, zamachowiec był oficerem i działał na zlecenie rebeliantów. Celem ataku był przebywający z wizytą w Afganistanie minister obrony Francji Gerard Longuet. Francuski minister, według oficjalnych danych, dzień wcześniej rozmawiał ze swoim afgańskim odpowiednikiem generałem Abdulem Rahimem Wardakiem.
Nie jest jasne, czy obaj ministrowie byli wewnątrz budynku w momencie ataku - pisze dpa. Jak zapewniał rzecznik francuskich sił w Kabulu, Longueta "nie było w siedzibie ministerstwa obrony w chwili zamachu". Z kolei afgańska telewizja Tolo informowała, że w ataku brało udział kilku zamachowców, z czego co najmniej jeden wysadził się w powietrze. Według telewizji wśród rannych miał się znaleźć ochroniarz ministra obrony.
Tego samego dnia co najmniej sześciu afgańskich policjantów zginęło w wybuchu ukrytego przy drodze ładunku domowej produkcji, ulubionej broni talibów - podała policja. Do zamachu doszło w środkowej części Afganistanu. - Funkcjonariusze jechali do kwatery głównej policji w Ghazni, kiedy ich pojazd wjechał na domowej produkcji minę - poinformował szef policji w prowincji Ghazni. - Samochód został całkowicie zniszczony, żaden z pasażerów nie przeżył - dodał.
arb, PAP
