Afganistan jest nadal krajem niespokojnym, kipiącym od starć interesów różnych klanów, grup i religii. To kraj gdzie życie toczy się w przełęczach - kto mając nad nimi kontrolę i panuje nad poszczególnymi dolinami - ma w ręku władanie Afganistanem. Dlatego w kraju ogromną siłą dysponują warlordowie - lokalni watażkowie posiadający własne armie i administrację.
Ostatnie doniesienia pokazują w jak słaby jest rząd Karzaja. W sierpniu przynajmniej w 15 osób zginęło w strzelaninie pod Kabulem. W lipcu miał miejsce nieudany zamach stanu. Kilkanaście dni wcześniej zastrzelono wiceprezydenta Hajia Abdula Qadira. W kwietniu aresztowano 160 spiskowców przygotowujących zamach stanu. Kto stoi za tym wszystkim?
Jeszcze nie wiadomo - rozpatrywane są dwie możliwe wersje. Pierwsza, że to al-Kaida próbuje pokazać pazur. Mnożą się pogłoski, że organizacją kieruje jeden z synów Osamy - Said Osama bin Laden i to on stoi za próbą przywrócenia rządów talibów. Inna wersja to taka, że odezwał się spór pomiędzy dawnym premierem Gulbuddinem Hekmatyarem a Sojuszem Północnym, który dzięki Amerykanom pokonał talibów. Karzaj wywodzi się właśnie ze środowisk Sojuszu Północnego, który kiedyś walczył w wojnie domowej z Hekmatyarem. Na początku tygodnia Hekmatyar wezwał mudżahedinów do świętej wojny przeciwko amerykańskim żołnierzom w Afganistanie. Więc może to tym razem on, nie Osama? Za kim opowiedzieli się warlordowie?
Grzegorz Sadowski
Ostatnie doniesienia pokazują w jak słaby jest rząd Karzaja. W sierpniu przynajmniej w 15 osób zginęło w strzelaninie pod Kabulem. W lipcu miał miejsce nieudany zamach stanu. Kilkanaście dni wcześniej zastrzelono wiceprezydenta Hajia Abdula Qadira. W kwietniu aresztowano 160 spiskowców przygotowujących zamach stanu. Kto stoi za tym wszystkim?
Jeszcze nie wiadomo - rozpatrywane są dwie możliwe wersje. Pierwsza, że to al-Kaida próbuje pokazać pazur. Mnożą się pogłoski, że organizacją kieruje jeden z synów Osamy - Said Osama bin Laden i to on stoi za próbą przywrócenia rządów talibów. Inna wersja to taka, że odezwał się spór pomiędzy dawnym premierem Gulbuddinem Hekmatyarem a Sojuszem Północnym, który dzięki Amerykanom pokonał talibów. Karzaj wywodzi się właśnie ze środowisk Sojuszu Północnego, który kiedyś walczył w wojnie domowej z Hekmatyarem. Na początku tygodnia Hekmatyar wezwał mudżahedinów do świętej wojny przeciwko amerykańskim żołnierzom w Afganistanie. Więc może to tym razem on, nie Osama? Za kim opowiedzieli się warlordowie?
Grzegorz Sadowski