Lawendowe pola

Lawendowe pola

Dodano:   /  Zmieniono: 12
Na wieś mazurską słabo dociera doniosłość cerkiewno-kościelnego pojednania i jaki to cios w samo serce pisowskiej religii. Ludzie mają tu inne problemy. Zresztą co doniosłe, a co nie, okazuje się po czasie i też nie zawsze. Dla mnie PiS jest przede wszystkim sektą, więc nawet jeśli wyrwano mu zęby, będzie kłapać swoje zaklęcia nagimi dziąsłami. Niektórzy zwracają uwagę, że samo pojednanie chore, gdyż na gruncie wspólnego lęku obu Kościołów przed liberalną cywilizacją. Jedno pewne, Kościół nasz katolicki ujawnił swój instynkt samozachowawczy, dystansując się od Prezesa.

W czasie podróży po wsiach mazurskich patrzę na cudowne rozmnożenie się placów zabaw dla dzieci. Są wszędzie, nawet tam, gdzie jeszcze szaro i biednie, jest zawsze taki plac zabaw, czasami ubarwiony opakowaniami po cukierkach lub alkoholu. Dwie dziewczyny nie przyszły tu bawić się w piaskownicy, piją piwo i palą papierosy – czeka je pewnie co najmniej rok szkolnej nauki. Wyglądem i ubiorem nie ustępują miejskim, aspiracje mają pewnie takie same – zostać kimś znanym. Na razie zostawią po sobie dwie butelki po piwie, ale tak kulturalnie z boku, obok nogi ławki. Kosz na śmieci co prawda obok, ale doceniam,że butelki stoją obok siebie. A te place zabaw to znak widomy i czuły, jak dzieci stały się dla nas ważne. Czy mogło nie przewrócić im się od tego w głowie? Wsie biorą udział w konkursie piękności. Nagroda raczej symboliczna, ale to działa, jak Euro podziałało na całą Polskę – niech nasza władza weźmie to sobie do rozumu i serca. Oto Godki, kilkanaście siedzib rzuconych na rozwidleniu dróg. Drewniane drogowskazy z ręcznie malowanymi nazwami wsi i miasteczek ocieplają okolicę. W centrum wsi powstał parczek o nazwie Godki Park. Oczka wodne, drewniane mostki, kwiaty, o ileż to bardziej wzrusza niż Central Park w Nowym Jorku. Przystanek autobusowy też kolorowy, czyli odmienny od tych powszechnych polskich, podobnych do bezdomnych w cuchnących łachmanach. Tu też niestety są świeże ślady niedawnej biesiady, to przy okazji jest zawsze cenną informacją, co Polacy piją, jedzą i palą. Jednorazowe opakowania jakoś nas cywilizacyjnie zaskoczyły i przerosły. Władze gminne jednak podjęły walkę z zaśmiecaniem. Właściciele posesji mają od niedawna nakaz dostarczania dowodów, że płacą za wywóz śmieci. Mój kolega, który ma tu dom, w wielkiej jest biedzie, jak teraz odnaleźć owe zaświadczenia. Wieś Kawkowo też bierze udział w konkursie piękności. Sołtys tym podekscytowany. Mówi mi, że chcą odrestaurować symboliczny grób żołnierzy niemieckich poległych w I wojnie światowej. Już wszyscy wiedzą, że to, co stare, jest cenne. I minął zupełnie lęk przed ujawnieniem, że polska przeszłość tych ziem jest więcej niż wątpliwa. Strach, że Niemcy nam zabiorą to, co „odzyskane”,rozniecali niegdyś komuniści, a całkiem niedawno PiS. Przy kościele, którego korzenie sięgają XIV w., groby niemieckie skazane na niebyt znowu wyglądają jak nowe. Nowy jest też ksiądz i wielkie w okolicy zaskoczenie, że taki młody i mądry. Co się u nas stało, że jak ksiądz mądry, to sensacja – no i oczywiście musi być chory na raka – mówi mi z rozpaczą jakiś parafianin. Sam ksiądz w czasie kazania nawiązuje do swojej choroby. Podoba mi się to kazanie, słucham, patrząc w niebiesko malowane gwiazdy drewnianego sufitu. Jak ksiądz mówi tak ładnie i od serca, od razu parafianie wydają się mądrzejsi i ładniejsi. Ksiądz ostrzega żartobliwie, jak niebezpiecznie mieć słabą wolę. Kuszono go wczoraj weselem w S. (słyszałem, jak to wesele niosło się po lasach na wiele kilometrów). Grzegorz ministrant nie odmówił i musiano go potem wynieść. – A teraz, proszę, Grzegorz nam śpi – mówi ksiądz. – A obudź się, Grzegorzu! – woła. Kochanowski lub Rej świetnie by to opisali we fraszce.

Powstaje w tej części naszej prowincji nowa tkanka społeczna. Pierwsza to był przeszczep powojenny. Ale już w latach 70. zaczął się tu napływ nielicznych uciekinierów z miast, ludzi jakoś odmiennych, co kulminowało w latach 90. Nagle odzyskany kapitalizm obudził ich oryginalną przedsiębiorczość. Tu rosną pola lawendy i produkuje się z niej, co się da, nawet wino. Tam były skrzypek nakłania pszczoły, aby robiły artystyczny miód. Prawdziwy Holender żyje ekologicznie i wytwarza sery. Siedziby tych ludzi odtwarzają dawną sieć dworów. Chłopi miejscowi w zaniku, ale niektórzy zamieniają się w farmerów, a ich gospodarstwa rosną i się unowocześniają.

Kilka dni w Sopocie, ale to już inna opowieść. Z okna widok na wieże kościołów, mozaika białych ścian i dachów z czerwonej dachówki, dalekim tłem jest zatoka. Dachy nowego Sopotu mogą już konkurować z dachami Paryża. Zrobiło się tu tak ładnie i dostatnio, że bezdomni stają się kloszardami i nawet w sytuacji ostatecznej wyglądają kolorowo, jak choćby tych dwóch półprzytomnych, którzy ufarbowali sobie włosy w kolorach tęczy. Najlepszy dowód, jak głębokie są przemiany, jeśli potrafią zejść tak głęboko na dół.
Więcej możesz przeczytać w 35/2012 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 12

Czytaj także