Jak to było z Michałem Tuskiem

Jak to było z Michałem Tuskiem

Dodano:   /  Zmieniono: 33
Michał Tusk (fot. M. Kaliński dla Wprost)
Roman Giertych, który reprezentuje Michała Tuska zapowiada, że będzie występował z pozwami przeciw mediom. Przed miesiącem napisaliśmy pierwszy tekst o współpracy syna premiera z Marcinem P., właścicielem Amber Gold. Giertych nie sformułował do tej pory swych uwag na temat publikacji o Tusku juniorze we "Wprost". W związku z ogólną zapowiedzią podjęcia działań prawnych, uważamy, że czytelnicy powinni poznać kulisy powstania artykułów.
4 sierpnia na stronie wyborcza.pl ukazał się wywiad z Michałem Tuskiem. Syn premiera, były dziennikarz "Gazety Wyborczej”, ujawniał koledze z redakcji, że pracował dla firmy Marcina P. Wywiad wyglądał na rozbrajanie bomby, która za chwile ma wybuchnąć. Opublikowana rozmowa wszystkiego nie wyjaśniała. Postanowiliśmy jechać do Trójmiasta, żeby porozmawiać z Michałem Tuskiem. Ten na to przystał.

Spotkaliśmy się w sopockim pubie, który prowadzi lokalny polityk PO i przyjaciel Michała. Miejsce tuż obok słynnego Hotelu Grand, z pięknym widokiem na morze. I ważne dla Platformy. To w tym lokalu partia Donalda Tuska organizuje sztaby wyborcze. Siedzieliśmy na tarasie. Kilka stolików dalej konwersował z przyjaciółmi jeden z posłów PO, który akurat w Sopocie spędzał urlop. Przyglądał się nam z zainteresowaniem.

Musieliśmy młodego Tuska trochę stopować. O rządzie ojca, otoczeniu premiera, polityce, pracy w „Gazecie Wyborczej”, swej współpracy z P. opowiadał tak ekspresyjnie i tak głośno, że turyści siedzący przy sąsiednim stoliku przecierali oczy ze zdumienia.

Michał mówił dużo i chętnie. Swoje credo wykładał nam w następujący sposób. Oni, czyli ojciec i jego współpracownicy, mają inne podejście do ludzi. To znaczy siedzieć cicho, nic nie mówić i burza jakoś przejdzie. Michał, jak nam tłumaczył, ma w tej materii inne doświadczenia niż "Igorek" (Ostachowicz, najbliższy współpracownik Donalda Tuska, odpowiedzialny za wizerunek szefa rządu – red.).

Krótko mówiąc młody Tusk prezentował następującą postawę: nie wolno się chować, trzeba rozmawiać z mediami, które w dobie internetu nawet z godziny na godzinę potrzebują odpowiedzi. Jak sam obrazowo tłumaczył jest częstym dyskutantem na forach internetowych, siedzi przy różnych portalach i mieli trochę tego "badziewia".

Tusk odpowiadał, że z ojcem jeszcze nie miał okazji rozmawiać twarzą w twarz, bo ten jest na urlopie za granicą, a przez telefon rozmowa o Amber Gold się nie klei. Dlaczego? Bo ojciec jest wkurzony, podejrzewa, że może być podsłuchiwany i dla bezpieczeństwa dzwoni na telefon żony Michała. Usłyszeliśmy od Michała, że w tej chwili to my mamy większe zaufanie do niego niż jego tata. Syn premiera był na tyle otwarty, że chciał nam dać hasła do swojej prywatnej skrzynki mailowej, którą zarejestrował jako Józef Bąk.

Uznaliśmy, że to jednak przesada. Za zgodą Tuska i w jego obecności skopiowaliśmy z tej skrzynki wiadomości, które dotyczyły współpracy ze spółkami Marcina P.

(...)

Nasz artykuł ukazał się w kioskach 13 sierpnia, w poniedziałek. W wersji elektronicznej można go było przeczytać od godziny dwunastej poprzedniego dnia. Tusk zadzwonił z recenzją już o 12.01: „Dziękuję za kwestie "Ambergoldowe", są uczciwie potraktowane z waszej strony, bo są.”

W następnych dniach jednak coś się zmieniło. Michał zamilkł, nie odpowiadał na sms-y. Wyglądało, jakby ktoś przeprowadził z nim rozmowę z przesłaniem – koniec z tą szczerością.

Więcej o sprawie w artykule Sylwestra Latkowskiego i Michała Majewskiego w najnowszym wydaniu tygodnika "Wprost", które od niedzielnego południa (12.00) jest dostępne w formie e-wydania.
 33

Czytaj także