Musiałem powiedzieć: dość

Musiałem powiedzieć: dość

Uwierało mnie, że po jedenastu latach śledztwa wciąż nie wiemy, kto zabił generała Marka Papałę – mówi były prokurator krajowy Edward Zalewski.

Był pan prokuratorem krajowym w czasie, gdy sprawa zabójstwa Marka Papały została częściowo skierowana do Prokuratury Apelacyjnej w Łodzi. Już po tym, jak prokurator Jerzy Mierzewski skierował swój akt oskarżenia wobec Słowika i Ryszarda Boguckiego do sądu. Dlaczego ta decyzja została wtedy podjęta?

Muszę na początku sprostować nieprawdziwe informacje, które na ten temat pojawiają się w mediach i pobrzmiewają w pana pytaniu. Nie można mówić o częściowym skierowaniu sprawy do Łodzi. Do Prokuratury Apelacyjnej w Łodzi została skierowana główna sprawa dotycząca zabójstwa Marka Papały.

Bo prokurator Mierzewski skierował akt oskarżenia dotyczący tylko podżegania do zabójstwa?

Prokurator Jerzy Mierzewski wcześniej wyłączył część materiałów i skierował akt oskarżenia, natomiast główna sprawa pozostała w fazie postępowania przygotowawczego. Śledztwo dotyczyło przecież zabójstwa gen. Marka Papały. Jego przedmiotem powinno być więc ustalenie, kto zabił, na podstawie jakich motywów, i pociągnięcie tej osoby do odpowiedzialności karnej. I właśnie ta sprawa została przekazana moją decyzją do Wydziału ds. Przestępczości Zorganizowanej Prokuratury Apelacyjnej w Łodzi.

Dlaczego podjął pan taką decyzję?

Jestem przewodniczącym Krajowej Rady Prokuratury i podpisałem kodeks etyki zakazujący krytykowania działań innych prokuratorów. Mogę więc jedynie powiedzieć, że moja decyzja uzasadniona była moją analizą sprawy. Na tej podstawie doszedłem do wniosku, że kwestia zabójstwa gen. Papały powinna być prowadzona przez inny zespół prokuratorów. Dlaczego skierowałem ją do Łodzi? Z dwóch powodów. Po pierwsze, był tam już odprysk sprawy dotyczący ukrywania dowodów w śledztwie. Po drugie, dlatego że wówczas szefową Wydziału ds. Przestępczości Zorganizowanej w Łodzi była pani prokurator Bogumiła Tarkowska, którą niezwykle wysoko ceniłem, i miałem pewność, że jej zespół zajmie się tym rzetelnie.

Innymi słowy, był pan niezadowolony z tego, że po jedenastu latach śledztwa prokurator Jerzy Mierzewski kieruje do sądu akt oskarżenia dotyczący tylko wycinka, a pytania o sprawcę i motywy zabójstwa generała pozostają nieustalone.

Nieco inaczej rozłożyłbym akcenty. Podjąłem decyzję po przeanalizowaniu głównej sprawy, a nie tej jej części, którą prokurator Mierzewski wyłączył i skierował do sądu. Ponieważ zdarzenie, które stało się przedmiotem aktu oskarżenia, wcale nie musiało być powiązane z zabójstwem gen. Papały.

To było tylko nakłanianie do zabójstwa.

Tak, to było tylko nakłanianie. I można sobie było wyobrazić, że mieliśmy do czynienia ze zdarzeniem, które Mierzewski opisał w akcie oskarżenia, a z drugiej strony z zabójstwem generała popełnionym z innych motywów przez zupełnie inne osoby. Zainteresowałem się tą sprawą, bo nie wiedziałem, dlaczego po tylu latach – to był rok 2009 – nie ma efektów w postaci wykrycia sprawcy zabójstwa. Nie ma odpowiedzi na najważniejsze pytanie: „Kto zabił?”.

Rozumiem, że zgodnie z tym tokiem myślenia zajmowanie się przez Prokuraturę Apelacyjną w Łodzi szukaniem odpowiedzi na pytanie, kto i dlaczego zabił generała, nie musiało być sprzeczne z toczącym się procesem mającym wyjaśnić, czy Słowik i Ryszard Bogucki nakłaniali do zabójstwa Papały.

Tak. Bo – jeszcze raz podkreślam – to prokurator Mierzewski wyłączył ten jeden wątek. A ja tylko zdecydowałem, żeby cała sprawa była prowadzona przez inny zespół prokuratorski, który spojrzy na sprawę nowocześnie i bez żadnych wcześniejszych uprzedzeń. Ktoś musiał mieć odwagę powiedzieć: „Dość, przekazujemy sprawę innym ludziom”. Uwierało mnie, że po jedenastu latach prokuratura ma takie efekty.

Miał pan jakieś naciski, żeby tego nie robić?

Na mnie trudno naciskać. Ale były oczywiście głosy, że ta decyzja się nie spodoba.

Czyje głosy?

Zostawmy to. Ale to nie było tak, że ktoś mnie naciskał, by ta sprawa koniecznie została w Warszawie. Słyszałem tylko: „Wiesz, odważnie postępujesz, nikt tego wcześniej nie chciał zrobić”. I zanim odszedłem ze stanowiska prokuratora krajowego z końcem marca 2010 r., już otrzymywałem potwierdzenie słuszności mojej decyzji. Bo analizy robione przez łódzkich prokuratorów były doskonałe.

Skąd się wzięło tyle błędów w pracy warszawskiej prokuratury? Dlaczego nie przesłuchano wyczerpująco niektórych świadków, nie zbadano wielu tropów? Ma pan jakiś pogląd?

(Chwila ciszy) Niech odpowiedzi na te pytania pozostaną domeną dzisiejszych przełożonych prokuratorów. Jako przewodniczący Krajowej Rady Prokuratury i prokurator w stanie spoczynku chcę powstrzymać się tutaj od ocen.

Ale w świetle tego, co dzisiaj wiadomo, tak długie upieranie się przy wersji zabójstwa z udziałem Edwarda Mazura, Boguckiego, Słowika musi dziwić. Tak jakby komuś zależało, by nie badać jakiejś innej wersji przebiegu wydarzeń. Albo żeby prawdziwy zabójca nie wyszedł na jaw.

Nie wiem. Jestem prokuratorem i muszę opierać się na faktach. Z dostępnych analiz nie wynikało, żeby istniał tutaj jakiś taki mechanizm. Mogę tylko powtórzyć, że właśnie dlatego przekazałem sprawę do Łodzi, że prowadzono tam już postępowanie w sprawie ukrywania dowodów.

A czy można było coś więcej zrobić, by nie dochodziło do kuriozalnej rywalizacji między prokuraturami łódzką i warszawską? Bo od momentu, gdy podejrzanym o zabójstwo stał się Patyk, wersje obu prokuratur stały się jednak trochę sprzeczne.

Tym niemniej nie wiem, który z elementów łódzkiego materiału dowodowego miał zaprzeczyć temu, że parę miesięcy wcześniej Bogucki i Słowik rozmawiali z Arturem Zirajewskim na temat zabójstwa generała. Może jest jakiś dowód, ale ja go nie znam.

Czy jednak prokurator generalny Andrzej Seremet mógł coś więcej zrobić, by doprowadzić do porozumienia między prokuratorami łódzką i warszawską i zakończyć gorszący konflikt?

Prokurator generalny może oczywiście wydawać polecenia zwierzchnikom prokuratorów. I nawet jeśli słusznie istnieje zakaz wydawania poleceń co do treści czynności, zawsze istnieje możliwość odebrania sprawy jednemu prokuratorowi i przekazania jej innemu. Dlatego nie można wszystkiego zwalać na niezależność prokuratorów.

Gdy trwał już proces Boguckiego i Słowika, można było wycofać akt oskarżenia?

Nie, takiej możliwości nie było. Po skierowaniu aktu oskarżenia sprawa była już we władaniu sądu. Prokurator mógł jedynie przed sądem wstać i powiedzieć, że odstępuje się od oskarżenia i poprosić o uniewinnienie. Albo poprosić o zwrot sprawy do postępowania przygotowawczego z powodu nowych materiałów. Ale to z kolei rodziłoby określoną odpowiedzialność.

Rozumiem, że w świetle wyroku sądu uważa pan swoją decyzję z roku 2009 za słuszną?

A co by się dziś działo, gdybym wtedy tego nie zrobił? ■

Okładka tygodnika WPROST: 32/2013
Więcej możesz przeczytać w 32/2013 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0