Córeczka tatusia

Córeczka tatusia

Skazany za oszustwa podatkowe Silvio Berlusconi szykuje swoją córkę Marinę do przejęcia sterów we włoskiej centroprawicy.

Ma to, czego brakuje jej ojcu: silny charakter i czystą kartotekę. Ma też to, co po ojcu można odziedziczyć: nazwisko i fortunę. Mogłaby mieć też pozycję w partii i polityce, ale najwyraźniej nie chce. – Nie wejdę w buty mojego ojca – zapewniła kilka dni temu. 47-letnia szefowa finansowego imperium rodziny Berlusconich – Fininvestu – powtarza to od dawna. W ostatnich tygodniach okoliczności się jednak zmieniły: wyrok więzienia, nawet jeśli skończy się rocznym aresztem domowym – dla Berlusconiego – może doprowadzić do rozpadu jego partii Lud Wolności i marginalizacji włoskiej prawicy na długie lata. Przez lata wódz dbał o to, by w partii nie wyrósł mu żaden znaczący rywal. Dwa lata temu wskazywał co prawda na ówczesnego ministra sprawiedliwości Angelina Alfano, ale szybko się do niego rozczarował. Dziś trwa gorączkowe poszukiwanie kogoś, kto mógłby postawić partię na nogi. I naturalnym wyborem stała się Marina. – Ona jest spadkobierczynią Berlusconiego – podkreśla deputowana Ludu Wolności Laura Ravetto. – Jest kartą, którą należy grać – sekunduje lider prawicowej Ligi Północnej i wieloletni koalicjant Berlusconiego Umberto Bossi. Presja na córkę Il Cavaliere rośnie, a apogeum osiągnie zapewne jesienią. Jeżeli „boski Silvio” wyląduje na aucie, Marina może jeszcze zmienić zdanie.

Młot pneumatyczny


Jest jedyną osobą, której Berlusconi ufa. Słynie z tego, że kategorycznie przecina wszystkie dyskusje na temat postępowania ojca. Akceptuje każdą jego decyzję. Na Facebooku zaprzyjaźniła się nawet z jego nową narzeczoną, 27-letnią Francescą Pascale, deputowaną w lokalnym parlamencie w Neapolu. Marina – a właściwie Maria Elvira – jest najstarszym dzieckiem Silvia, z pierwszego małżeństwa z Carlą Dall’Oglio. Zakończył je dyskretny rozwód pod koniec lat 80., o tyle spokojny, że Berlusconi nie odgrywał wówczas większej roli w polityce i nie miał na koncie wyskoków obyczajowych, z jakich zasłynął w ostatnich latach. Chociaż już wtedy należące do niego stacje nadawały głupawe programy – Dall’Oglio zabraniała dzieciom oglądania telewizji.

Do połowy lat 80. Marina towarzyszyła Berlusconiemu w każdym biznesowym spotkaniu. – Silvio posłał ją do pracy, kiedy była niewiele więcej niż dzieckiem – wspomina Vittorio Giovanelli, niegdysiejszyszef jednej z należących do imperium stacji telewizyjnych, Retequattro. – Godzinami słuchała toczących się rozmów i robiła notatki. Opłaciło się, nawet za cenę porzucenia studiów – mówi. Przerwaną naukę rekompensuje sobie szybką karierą w rodzinnej firmie. Jej szefową zostaje już niecałą dekadę później, gdy Il Cavaliere po raz pierwszy bierze stanowisko szefa rządu. Od razu zyskuje miano kobiety rządzącej twardą ręką. – Jest jak młot pneumatyczny – opisuje ją Fedele Confalonieri, przyjaciel Silvia i prezes Mediasetu, jednej z firm wchodzących w skład imperium Berlusconich. Marina prezesuje na tyle skutecznie, że w połowie ubiegłej dekady „Forbes” wybiera ją na najbardziej wpływową kobietę we Włoszech i umieszcza na 33. miejscu listy najpotężniejszych kobiet świata. Nic nie wskazuje na to, by przywiązywała wielką wagę do tych tytułów. Przez lata prowadzi życie w cieniu ojca – dyskretnie i raczej bez wybryków. Jej związek z byłym tancerzem baletowym z La Scali Mauriziem Vanadią wydaje się stabilny, dwójka dzieci nie sprawia większych problemów. Wyjąwszy podzielane z ojcem zamiłowanie do operacji plastycznych, opublikowane kilka lat temu zdjęcia toples na jednej z plaż oraz – bezlitośnie wychwycone cztery lata temu przez paparazzich z brytyjskiego „Daily Maila” – pijackie szaleństwo na parkiecie jednego z klubów w Monte Carlo, Marina nie dostarcza brukowcom większej pożywki. Gorzej układa się jej ostatnio z prasą ekonomiczną: spółki Fininvestu zaliczyły w ciągu ostatniej dekady wiele potknięć i wartość firmy – oraz prywatnego majątku Silvia Berlusconiego – stopniała o dobrych kilka miliardów dolarów.

Zapiszemy się do marines

„Wiemy, że ona tego nie chce, ale obawiamy się, że teraz przyszła jej kolej” – pisze o politycznej przyszłości dziedziczki należący do imperium Fininvestu dziennik „Il Giornale”. Co prawda Berlusconi przez lata odcinał się od tworzenia politycznej dynastii i w charakterystycznym dla siebie stylu zapewniał, że nie chce, by jego córka „cierpiała tak jak on” (w końcu chodzi o kogoś, kto swego czasu okrzyknął się „Jezusem Chrystusem polityki”). Tyle że z kręgów najbliższych współpracowników dochodzą teraz sygnały, że były premier namawia córkę do startu w najbliższych wyborach. Co więcej, Marina miała w ostatnich tygodniach uczestniczyć w kilku naradach na najwyższym partyjnym szczeblu, co wcześniej się nie zdarzało. Dzwony biją nie tylko w redakcji „Il Giornale”. „Bez charyzmatycznego przywództwa Berlusconiego Lud Wolności niemalże nie istnieje” – analizuje w „La Stampie” Giovanni Orsina, politolog z rzymskiego uniwersytetu LUISS Guido Carli. Według niego między partią a imperium finansowym Berlusconich istnieje symbiotyczna więź. Partia żywi się pieniędzmi holdingu, holding trwa dzięki politycznej protekcji partii. – Bez Berlusconiego u sterów los partii jest niepewny. A więc? Pozostaje tylko Marina – konkluduje Orsina. Satyryk z „Corriere della Sera” podsumowuje sytuację rysunkiem, na którym rzesza żołnierzy deklaruje: „Jesteśmy armią Silvia i jeśli odbiorą nam naszego dowódcę, zapiszemy się do marines”. Gra słów aż nazbyt czytelna.

Basta!

Dwa tygodnie temu przed rzymską rezydencją Il Cavaliere mimo 40-stopniowego upału zebrał się wielotysięczny tłum zwolenników wodza. – Jestem niewinny! – zapewniał Berlusconi rozkrzyczanych i wymachujących transparentami wielbicieli. – Jestem tu i tu pozostanę! Nie cofnę się! – krzyczał. – Brawo, Silvio! – odkrzykiwali oni, po czym zaintonowali pieśń: „Jakże szczęśliwi jesteśmy, mając Silvia” (Meno male che Silvio c’e). – Chcą zniszczyć człowieka, który dał nam pracę – mówił jeden z demonstrantów. – Basta! Basta z tymi obrzydliwymi sądami! – dodawał inny. „Jeśli Silvio jest winny, aresztujcie nas wszystkich!” – podsycały nastroje nagłówki w „Il Giornale”. Z badań opinii społecznej wynika, że ten tłum z takim samym entuzjazmem przywita przekazanie partyjnych sterów w ręce Mariny. – Teoretycznie większość bazy wyborczej Ludu Wolności przychylnie przyjęłaby jej wejście do polityki. Ale czy ona potrafiłaby nadawać na tych samych falach co jej ojciec? – zastanawia się Renato Mannheimer z instytutu badawczego ISPO.

Los Berlusconich rozstrzygnie się jesienią. Nieoficjalnie wiadomo, że sędziwy prezydent Włoch Giorgio Napolitano krąży po politycznych kuluarach, namawiając włoskich polityków do uchwalenia amnestii, która pozwoliłaby przywódcy Ludu Wolności na zachowanie, nomen omen, wolności. Aby jednak podjąć taką decyzję, potrzebna byłaby decyzja parlamentu. Czy uda się uskładać większość, tego wciąż nie wiadomo. Jeśli nie, Berlusconi zostanie uziemiony, a partyjni podwładni przypuszczą szturm na Marinę. – Między śledzeniem polityki a politycznym zaangażowaniem zionie wielka przepaść – kokietowała swego czasu szefowa Fininvestu. – To otchłań, nad którą nigdy nie chciałam budować mostu – zapewniała. A jeśli Lud o taki most poprosi? ■

Okładka tygodnika WPROST: 35/2013
Więcej możesz przeczytać w 35/2013 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 0

Czytaj także