Batalia o podział głosów w radzie to nieustanny powód sporów w łonie UE. Francja i Niemcy od dawna dążą do przeforsowania koncepcji powiązania ilości głosów z liczbą mieszkańców każdego kraju. O co im chodzi? O zdominowanie wspólnoty.
Przy przyjęciu nowego systemu wystarczy jej pomoc jednego dużego kraju (np. Włoch) oraz jednego małego (a przecież na głosy Belgii i Austrii prawie zawsze mogą liczyć), aby Francja i Niemcy mogły swobodnie forsować własne koncepcje.
Jeśli zjednoczona Europa stać się ma światowym mocarstwem, nie może sobie pozwolić na dominację 4 państw nad 21. Musi mówić jednym, silnym głosem, jej członkowie powinni czuć łączące ich partnerstwo. Nie dziwi sprzeciw Polski wobec zawartych w konstytucji propozycji. W końcu nie do takiej Unii zdecydowaliśmy się wejść.
Agaton Koziński