Rigamonti: Prof. Chazan na prezydenta!

Rigamonti: Prof. Chazan na prezydenta!

Dodano:   /  Zmieniono: 28
Prof. Bogdan Chazan właśnie korzysta ze swoich pięciu minut sławy. W swoim życiu był już szeregowym ginekologiem i położnikiem, leczył, ale i bez mrugnięcia okiem dokonywał aborcji na życzenie. Zdążył też wspiąć się po szczeblach naukowej kariery i zostać cenionym profesorem. Leczenie ludzi mu nie wystarczało i zapragnął rządzić. Został więc urzędnikiem, dyrektorem wielkiego miejskiego Szpitala św. Rodziny w Warszawie. Rządził i lekarzami, i – jak się okazuje – ich sumieniami. Kiedy w lipcu tego roku po mojej publikacji i badaniach specjalnej komisji z hukiem wyleciał z funkcji, odwołany przez prezydent Hannę Gronkiewicz-Waltz za łamanie prawa, z prawej strony sceny politycznej najpierw dochodziły głosy, że znalazłoby się dla niego miejsce w Senacie RP, a zaraz potem, że mógłby nawet zostać ministrem zdrowia.
Postuluję jednak, by politycy poszli o krok dalej i zastanowili się nad prezydencką kandydaturą prof. Chazana. W obecnej politycznej sytuacji Polski na tym stanowisku powinien zasiąść godny partner dla łgarza i manipulanta Władimira Putina. Innego kandydata niż sławny profesor na razie nie widzę. Ma co prawda krótkie, ale za to intensywne doświadczenia w manipulowaniu zarówno jednostką, jak i masą. Na przełomie marca i kwietnia tego roku pacjentka kierowanego przez prof. Chazana szpitala w 22. tygodniu ciąży dowiedziała się, że jej dziecko ma liczne wady i nie ma szans na życie. Podjęła decyzję o przerwaniu ciąży. Przez dwa tygodnie jednak prof. Chazan zwodził pacjentkę, wymuszał kolejne badania, w konsekwencji na tyle odwlekł planowany zabieg, że okazał się on już niemożliwy ze względu na zaawansowanie ciąży.
 
Później, kiedy za naszą sprawą niezgodna z prawem działalność profesora z Madalińskiego wyszła na jaw, próbował najpierw wmówić opinii publicznej, że aborcja w Polsce polega na rozrywaniu dziecka w łonie matki. Potem, że pacjentka, której w szpitalu przez niego kierowanym odmówiono aborcji, jest pod stałą opieką tej placówki. Następnie, że dziecko z wodogłowiem, niemal pozbawione mózgu, można operować i co za tym idzie uratować. I jeszcze proponował matce umieszczenie jej niemającego szans na przeżycie dziecka w hospicjum. Klops w tym, że nawet nie sprawdził statusu tej instytucji, nie zorientował się, że to nie jest hospicjum stacjonarne. Jak przystało na wytrawnego politycznego gracza, nie miało to dla niego żadnego znaczenia. Grunt, że masy usłyszały o dobroci, troskliwości i obronie życia. Masy przecież tak łatwo nie sprawdzą, że to bzdury i kłamstwa. Najważniejsze, by zdobyć jak największy elektorat. Metody się nie liczą.
 
Na razie jednak prof. Chazan w oczekiwaniu na oficjalne polityczne propozycje najwyraźniej postanowił na własną rękę rozpocząć kampanię wyborczą. Właśnie napisał książkę o tym, jak to jest bezkompromisowy, jak dumny ze swoich decyzji i w konsekwencji o tym, jak stał się ulubieńcem polskiego Kościoła, prawicy i manipulowanej części społeczeństwa. Oto bowiem okładkę jego książki wypełnia zdjęcie profesora trzymającego w ramionach pięknego, różowiutkiego, zdrowego bobaska. Nie, nie tego, którego profesor chciał otoczyć opieką, operować, a potem oddawać do, jak się okazało, nieistniejącego hospicjum. Nie tego z resztkami gnijącego mózgu, z jednym wiszącym z oczodołu okiem, otwartą raną głowy i dla kontrastu różowiutkimi: korpusikiem, rączkami i nóżkami. A fe, taki dzidziuś źle by wyglądał na okładce, odstraszał, zniechęcał miłośników profesora o wielkim sercu. Takiej książki nikt by nie kupił. Na takiego prezydenta, który tuli żywego trupka, nikt by przecież nie głosował.
 28

Czytaj także