Czarna rozpacz

Dodano:   /  Zmieniono: 
"Ludzie, jeżeli tylko im się na to pozwoli, chcą żyć na cudzy koszt" - zauważył ponad 150 lat temu Frederic Bastiad, francuski ekonomista, jeden z ojców współczesnego liberalizmu. Tego właśnie chcą górnicy protestujący przeciwko zamykaniu kopalń.
Górnicy chcą żyć na koszt wszystkich, którzy coś wypracowują, czyli innych podatników. Koszt utrzymywania skansenu węglowego, to nie tylko miliardy złotych przeznaczane co roku na dotacje, ale także przestarzała i szkodliwa dla środowiska energetyka. Polscy górnicy chcą wydobywać węgiel mimo, że taniej jest go sprowadzać z Australii lub RPA. Za pracę, która przynosi straty otrzymują pensje przekraczające dwukrotność średniej krajowej (ponad 4,4 tys. zł miesięcznie). Dostają także trzynastki i czternastki, czyli de facto zarabiają jeszcze więcej. Za odejście z zawodu otrzymują z państwowej kasy około 50 tys. zł! Górnicy to więc, nie tylko święte krowy PRL (mające wówczas astronomiczne pensje i specjalnie zaopatrzone sklepy), to także święte krowy III RP.

Państwo zabiera innym, żeby dać górnikom, bo ci najgłośniej krzyczą, są dobrze zorganizowani i jak mało kto zaprawieni w wyciąganiu ręki po nie swoje. Rządzący zapominają jednak, że nie można wprowadzić w społeczeństwie większego zła, niż zamiana państwa w narzędzie rabunku. A tego domagają się górnicy.

Jan Piński