POSTAĆ TYGODNIA

POSTAĆ TYGODNIA

Dodano:   /  Zmieniono: 

Aleksander Doba

Teczka

WIEK: 68

RODZINA: żona Gabriela, dwóch synów Czesław i Bartłomiej oraz wnuczki Olga i Agata. Cała rodzina wolny czas lubi spędzać w kajakach. A podczas wypraw jest ogromnym wsparciem. Jak przyznaje sam Doba, nie ma nic wspanialszego niż słoik z konfiturami śliwkowymi roboty żony, który otwiera na środku oceanu.

Kontakty

PRZYJACIEL: Piotr Chmieliński, kajakarz, który jako pierwszy człowiek spłynął Amazonką od źródeł do jej ujścia. Doba nazywa go dobrym duchem wyprawy. To on wspierał Dobę z lądu, monitorował sytuację, przekazywał wiadomości kajakarza. I Andrzej Armiński, twórca kajaka Olo i strateg wyprawy.

WRÓG: brak.

To pierwszy Polak, który został Podróżnikiem Roku w ogólnoświatowym konkursie „National Geographic”. 68-latek z Polic pod Szczecinem pokonał tym samym m.in. Uelego Stecka, uważanego za najlepszego i najszybszego himalaistę świata (nominacja za wytyczenie nowej trasy wspinaczki na Annapurnę w Himalajach).

Wyczyn był rzeczywiście niezwykły: dziesięć godzin wiosłowania dziennie, trzy ręcznego odsalania wody, do tego naprawy kajaka, przygotowywanie posiłków, obserwowanie gwiazd, robienie przysiadów, walka z kilkunastometrowymi falami, prądami, sztormami, no i próby snu. Tego ostatniego nie więcej niż kilka godzin na dobę, i to z przerwami. Wszystko to w małym kajaku, którym w zeszłym roku Aleksander Doba pokonał samotnie Atlantyk w jego najszerszym odcinku: z Portugalii na Florydę, czyli ponad 12 tys. km.

To właśnie za ten wyczyn w zeszłym tygodniu Polak został ogłoszony Podróżnikiem Roku 2015. Konkurs został zorganizowany przez amerykański „National Geographic”, na Dobę głosowało blisko pół miliona internautów. Aleksander Doba w kajakach zakochał się, gdy zbliżał się do czterdziestki. Szybko przestały mu wystarczać spływy po utartych szlakach. Na wodzie spędzał każdą wolną chwilę. Zaczął marzyć: o pobiciu rekordu Polski w liczbie kilometrów pokonanych kajakiem (udało się z wynikiem 5125 km), o okrążeniu Bałtyku (przepłynął 4229 km w 80 dni), o dotarciu za koło podbiegunowe (po 5369 km dotarł do Narwiku). I wreszcie o pokonaniu Atlantyku. Samotnie, siłą własnych mięśni, na siedmiometrowym kajaku Olo. Choć wielu pukało się w głowę, a żona groziła rozwodem, 26 października 2010 r. zaczął wiosłować w kierunku Ameryki Południowej. Wówczas najkrótszą trasą. Po 99 dniach ujrzał brazylijską plażę. Przy okazji zapisał się w historii jako pierwszy człowiek, który bez przystanku przepłynął kajakiem Atlantyk z kontynentu na kontynent. Miał wtedy 65 lat. I czuł, że to dopiero oceaniczna rozgrzewka. Trzy lata później pokonał ocean trasą najdłuższą. – Nuda? Samotność? Nie doświadczyłem. Na środku oceanu zbyt dużo się dzieje – mówi, gdy pytam o jego dwie wyprawy. A najtrudniejszy moment? Spodziewam się opowieści o rekinach, które atakowały jego łódkę (obronił się wtedy wiosłem), lub prądach wstecznych, które sprawiały, że często, zamiast płynąć do przodu, kajak Olo się cofał. Otym, jak wykorzystał limit na karcie prepaid, a wszyscy myśleli, że to coś poważnego, i wysłali po niego grecki tankowiec. Doba wówczas zawrócił, bo zakładał, że nie będzie miał żadnej pomocy z zewnątrz. Albo o awarii steru, która zmusiła go do przystanku na Bermudach. Wtedy Doba, gdy tylko naprawił usterkę, kazał się wywieźć jachtem dokładnie w to miejsce, w którym skończył, i stamtąd kontynuował projekt. Mój rozmówca mnie jednak zaskoczył. – Najtrudniejsze w tym wszystkim było powiedzenie żonie o moich planach. Jak już to z siebie wydusiłem, i ona niechętnie i nie od razu, ale w końcu się z tym pogodziła, to wszystko potem wydawało się bułką z masłem – wyznaje.

Teraz myśli o przepłynięciu Pacyfiku. Tylko martwi się, że może nie wycelować w wyspy Markizy (nawigacja w kajaku jest mało precyzyjna). A za rok chce znowu przepłynąć Atlantyk, tylko w drugą stronę, z Ameryki Północnej do Europy. Ci, którzy się znają na żegludze i kajakach, twierdzą, że to zupełne szaleństwo. Ale on z pewnością znowu znajdzie w nim metodę. I czas. – Dla mnie emerytura jest jak urlop. Mogę wreszcie pływać, ile chcę, i nikogo nie pytać o wolne dni. ■

Julia Lachowicz, „National Geographic Traveler”

Więcej możesz przeczytać w 8/2015 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Czytaj także