Specjaliści od brudnej roboty

Specjaliści od brudnej roboty

Dodano:   /  Zmieniono: 
W tym samym czasie, gdy Parlament Europejski zaostrza normy dotyczące emisji gazów cieplarnianych, promuje ekologiczny styl życia i wprowadza dla producentów energii zielone certyfikaty, do Afryki jadą setki ton elektronicznych śmieci.

W stolicy Ghany, Akrze, znajduje się największe wysypisko śmieci elektronicznych w Afryce. Piętrzą się tam całe góry sprzętu AGD i RTV, zużytych komputerów, akumulatorów samochodowych i wszystkiego, co zawiera miedź, aluminium i inne metale, które daje się odzyskać. Agbogbloshie – slums i jednocześnie dzielnica Akry położona w sąsiedztwie wysypiska – początkowo był schronieniem dla uchodźców z północnej Ghany objętej wojnami plemiennymi. Już wtedy w okolicy Agbogbloshie rozwijał się handel złomem. Później pojawiły się elektrośmieci. W Ghanie nie produkuje się sprzętu elektronicznego, a przeciętny mieszkaniec tego kraju nie jest w stanie kupić sobie rzeczy, które można znaleźć na wysypisku. Skąd więc biorą się te wszystkie śmieci?

POD PRZYKRYWKĄ POMOCY

Pod koniec lat 90. Ghana zaczęła otrzymywać z Zachodu używany, ale zdatny do użytku sprzęt komputerowy, jako pomoc dla krajów wykluczonych cyfrowo. Właściciele firm zajmujących się utylizacją elektronicznych śmieci na Zachodzie szybko zorientowali się jednak, że pod przykrywką wsparcia dla krajów Trzeciego Świata łatwo można przerzucić odpowiedzialność za utylizację niebezpiecznych odpadów na odbiorców rzekomej pomocy.

Proceder został szybko dostrzeżony, a sprawą zajęła się ONZ. Już w 1989 r. w Szwajcarii powstał dokument – zwany konwencją bazylejską – którego celem jest kontrolowanie przemieszczania się i eksportu niebezpiecznych odpadów. Tyle że do Ghany nadal spływają bez przeszkód tysiące ton e- -śmieci. Co więcej, ilość tych „prezentów” udających pomoc rozwojową nadal się zwiększa. W ten sposób w marcu 2014 r. góra starych telewizorów, pralek i komputerów przy Agbogbloshie zdobyła mało zaszczytny tytuł największego wysypiska śmieci elektronicznych na świecie.

Jak podaje Greenpeace, większość śmieci pochodzących z krajów UE przypływa z Antwerpii. Organizacja tego „eksportu” to skomplikowane zadanie logistyczne. Głównie dlatego, że szkodliwe i nikomu niepotrzebne odpady trzeba w cudowny sposób zmienić w materiały przydatne do korzystnego recyklingu. Przynajmniej na papierze. Potem ładunki mogą już legalnie trafiać do ghańskiego portu w Temie.

BRUDNA ROBOTA Z RECYKLINGIEM

E-śmieci hurtowo odsprzedawane są na licytacjach, w których udział biorą handla rze złomem. Nabywcy zabierają towar z portu na swoje poletka i rozbierają śmieci najprostszymi metodami, przy użyciu młotków lub kamieni. W pierwszej kolejności złomiarze oddzielają te elementy, które można jesz cze naprawić lub odsprzedać w całości – głównie działające części komputerowe i samochodowe. Z pozostałości po rozebranych śmieciach handlarze odzyskują metale. I tu kryje się największe zagrożenie. Złomiarze, by odzyskać miedź i aluminium, skrywane w zakamarkach starych urządzeń, sięgają po najprostsze rozwiązania. Wypalają kable, rozbijają kineskopy, powodując ciężkie skażenie środowiska.

Odzyskane w ten sposób metale trafiają do punktów skupu. Za urobek złomiarze otrzymują grosze – mniej więcej ćwierć tego, co mogliby dostać w Polsce. Tylko niewielka część odzyskanych surowców zostanie na miejscu, gdzie lokalni wytwórcy wykorzystują metale do wytwarzania prostych przedmiotów użytkowych, jak choćby misek. Reszta powróci do Europy. W rozmowie z „Wprost” Joseph Odartey Lamptey, dyrektor Urzędu ds. Młodzieży działającego przy Ministerstwie Młodzieży i Sportu, tłumaczy, że Ghańczycy nie mieliby dostępu do e-śmieci, gdyby później nie wysyłali przetworzonych metali do Europy. W ten sposób firmy z krajów wysoko rozwiniętych zrzucają narzucaną im przez rządy i organizacje międzynarodowe odpowiedzialność za recykling specjalistom od brudnej roboty.

KOKTAJL ZABÓJCZY DLA MIEJSCOWYCH

Agbogbloshie to tykająca bomba ekologiczna. Co roku zwiększająca się ilość e-śmieci powoduje fatalne i praktycznie nieodwracalne skażenie środowiska na ogromnym obszarze. Próbki pobrane z tamtejszej gleby to toksyczny koktajl z całej prawie tablicy Mendelejewa. Badające poziom skażeń niezależne instytucje znalazły w próbkach ołów, kadm, antymon oraz silnie toksyczne ftalany i dioksyny. Próbki pobrane z miejsc pracy złomiarzy zawierały np. ponad 50 razy więcej związków ołowiu niż maksymalne dopuszczalne stężenie według norm obowiązujących w Polsce. Kadm ma zdolność do gromadzenia się w ludzkim organizmie. Jego długotrwałe oddziaływanie powoduje raka, choroby nerek, zwiększa ciśnienie krwi oraz niszczy kości. Złomiarze tłukący stare monitory albo rozbierający akumulatory wdychają związki kadmu z pyłem, piją skażoną nim wodę. Niemniej szkodliwe są i inne składniki „koktajlu z Agbogbloshie” – z ołowiem i rtęcią na czele. Lista wywoływanych przez nie schorzeń obejmuje upośledzenia umysłowe, anemię, białaczkę, choroby nerek i wątroby oraz niedoczynność tarczycy.

Szkodliwe substancje trują nie tylko ludzi. Wokół wysypiska znajdują się farmy hodowlane bydła, bazar mięsny oraz największy targ cebuli w Ghanie. Nie ma wątpliwości, że ludzie zjadający pochodzące stąd mięso albo warzywa także szpikują się metalami ciężkimi. Cenę za dewastowanie środowiska i brak jakiejkolwiek ochrony płacą bezpośrednio „specjaliści od brudnej roboty” i mieszkańcy Agbogbloshie. Miejscowy slums owiany jest złą sławą. Z powodu przestępczości i prostytucji mieszkańcy Akry nazywają to miejsce Sodomą i Gomorą. Ludziom z Agbogbloshie trudniej jest dostać pracę, a statystyki mówią, że jest tu dużo większa liczba zarażeń HIV niż w pozostałej części kraju. Jednak samo wysypisko – mimo że faktycznie nielegalne – wydaje się być tworem dość dobrze zorganizowanym.

Agbogbloshie to nie tylko góra śmieci, ale również tętniące życiem miasto. Mieszka tu na stałe kilka tysięcy ludzi, miejscowa garkuchnia pracuje całą dobę, pomiędzy poletkami złomiarzy znajdują się stragany i sklepy z żywnością. Można znaleźć tu nawet miejsca kultu, np. mały meczet. Panuje tu hierarchia, porządek ustanawia stowarzyszenie handlarzy złomem, każdy ma swoją działkę. Problemy – jak zdarzające się niekiedy kradzieże złomu – miejscowa społeczność rozwiązuje sama, bez kłopotania policji. Przy wysypisku działa Unia Slumsowa – pozarządowa organizacja non profit – która zrzesza ghańskie slumsy i reprezentuje je przed organami państwowymi. Część pracowników wysypiska to dzieci. Niektóre z nich pracują po szkole, jednak te z najbiedniejszych rodzin są tu całymi dniami. Dla nich edukacja jest zbyt dużym luksusem.

ONZ: ROZBROIĆ BOMBĘ EKOLOGICZNĄ

Agbogbloshie nie jest jedynym miejscem w Afryce, które Zachód uczynił swoim tanim wysypiskiem śmieci. Podobne centra recyklingu – jak nazywa się je oficjalnie – znaleźć można poza Ghaną także na Wybrzeżu Kości Słoniowej, w Beninie, Nigerii i Liberii. To ubogie państwa zachodniej Afryki, niektóre cierpiące z powodu wojen i fatalnych rządów.

Są już na szczęście w Afryce miejsca, gdzie miejscowe władze pojęły, że groszowe zyski ze sprzedaży kilkuset ton miedzi albo zdatnych jeszcze do użytkowania urządzeń w żaden sposób nie rekompensują olbrzymich strat ekologicznych i społecznych. W większości państw Afryki Wschodniej zdecydowanie ograniczono pseudoimport „second-hand electronic”. Do Zambii i Ugandy wwóz e- -śmieci jest już praktycznie zakazany. Podobny zakaz był już przygotowywany przez rząd Ghany w 2012 r., ale nic z tego nie wyszło. Podobno pracownicy licznych centrów recyklingu utraciliby źródło dochodów. �

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

DOKĄD TRAFIĄ NASZE STARE TELEFONY?

Regulującej międzynarodowy obrót ekośmieciami konwencji bazylejskiej do dzisiaj nie przyjęło tylko kilka państw świata. Są wśród nich zarówno wielcy eksporterzy uciążliwych odpadów (w tym USA), jak i potencjalni odbiorcy – Sierra Leone, Angola czy Południowy Sudan. Słaba kontrola i korupcja urzędników powodują, że nawet duże transporty bez problemu wwożone są nadal także na obszar państw, które formalnie konwencję ratyfikowały (np. Chiny,

Pakistan, Indie, Meksyk). Według raportu śledzącej problem nielegalnego eksportu śmieci organizacji STEP globalne obroty e-śmieciami osiągnęły w 2013 r. poziom 50 mln ton. W ciągu kolejnych czterech lat ta ilość ma wzrosnąć o jedną trzecią do ok. 65 mln ton. Usypana z wyrzuconych w ciągu jednego roku lodówek, komputerów, telewizorów i sprzętu AGD góra byłaby ośmiokrotnie wyższa od największej egipskiej piramidy Cheopsa.

Odpowiedzialność za rosnącą górę odpadów cywilizacji ponosi głównie Zachód, jednak coraz większy udział w jej usypywaniu mają także państwa do niedawna uznawane za rozwijające się. Największym producentem e-śmieci stały się Chiny (11 mln ton), wyprzedzając USA (10 mln ton), jakkolwiek statystyczny Amerykanin wytwarza rocznie aż o 24 kg e-śmieci więcej niż Chińczyk. Rekordzistami w tej dziedzinie są Europejczycy, zwłaszcza Niemcy. JG

Więcej możesz przeczytać w 19/2015 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Czytaj także