Patent Mołdawski

Dodano:   /  Zmieniono: 
Jak nie stracić władzy? Wystarczy ogłosić, że jest się opozycyjnym wobec swojej dotychczasowej polityki i z takim hasłem pójść do wyborów. Brzmi znajomo. To jednak nie Polska. Ten patent wykorzystano w Mołdawii, jednym z najbiedniejszych państw Europy. Będący od 2001 r. u władzy prorosyjscy komuniści ogłosili, że są proeuropejscy i prorynkowi. I udało się. Znów wygrali wybory.
Na ile ich deklaracje są autentyczne - nie wiadomo. Pozytywnym znakiem jest fakt, że wybory obserwowała OBWE i sam proces wyborczy nie wzbudził jej zastrzeżeń (nieuczciwa było tylko kampania wyborcza). Do tej pory regułą w krajach postsowieckich było "zapraszanie obserwatorów z krajów WNP" (Mołdawia jest członkiem wspólnoty). Ci obserwowali i zachwycali się, ileż to demokracji jest w dyktaturze i oligarchii (vide: Białoruś i Ukraina).

Dlaczego jest dobrze, że Kiszyniów patrzy w stronę Europy? Bo Rosja przez ostatnie czternaście lat niepodległości była przyczyną jej największych i niemalże wszystkich kłopotów. To Moskwa stała za separacją rosyjskojęzycznego Naddniestrza, dziś "europejskiej czarnej dziury", raju przemytniczego i narkotykowego. To właśnie na tym kilkudziesięciokilometrowym pasie ziemi nadal stacjonują rosyjskie pułki (mimo, że Rosja w Stambule w 2001 r. zobowiązała się, że wojska wycofa).

Ale być może zwrot Kiszyniowa w stronę Europy jest tylko pozorny. Mołdawia była typowana na następny kraj - po Ukrainie - gdzie zatriumfować może "pomarańczowa rewolucja". Taki wybieg komunistów mógłby więc zapobiec wybuchu protestów. Gospodarczo Mołdawia jest bowiem w dużym stopniu uzależniona od Moskwy. Zwrot na Zachód może być nietrwały, bo Rosja wciąż może paraliżować funkcjonowanie państwa. Miejmy nadzieję, że jednak Mołdawii trwale uda się wyrwać z objęć Moskwy.

Najważniejszy jest jednak sposób, w jaki komunistom udało się wygrać. Jesienią patent mołdawski będzie z pewnością wykorzystany w Polsce.

Grzegorz Sadowski