Eurosceptycy zbyt pochopnie dokonują uogólnień. Z kolei obrońcy instytucji europejskich zbyt łatwo przechodzą do porządku dziennego nad oskarżaniem eurobiurokratów o oszustwa - mówiąc, że oskarżyciele chcą zaszkodzić integracji (obecnie: wpłynąć negatywnie na wynik referendów konstytucyjnych we Francji i w Holandii). To sprawia wrażenie, jakby zwolennicy integracji z góry zakładali, że nadużycia wpisane są w koszta działalności. Jak bowiem inaczej wytłumaczyć fakt, że do dziś Komisja Europejska nie ma kodeksu określającego jakie prezenty czy zaproszenia mogą przyjmować jej członkowie, a jakich nie?
Symptomatyczne jest to, że Barroso, który przyjął zaproszenie wtedy, gdy ustąpił już z funkcji premiera Portugalii, a nie objął jeszcze stanowiska w Brukseli, na pewno rozważał dalszą karierę zarówno w kraju, jak i na forum europejskim, a jednocześnie nie wahał się przyjąć darmowych wakacji od biznesmena. I wcale nie był wyjątkiem. Osoby sprawujące funkcje publiczne mają tę samą skłonność do nadużyć niezależnie od tego, czy pełnią je na szczeblu krajowym czy międzynarodowym. Zbyt wielu polityków i urzędników nie widzi nic zdrożnego w przyjmowaniu dwuznacznych prezentów, choć na pewno znają powiedzenie: "nie ma darmowych lunchów".
Juliusz Urbanowicz