Zabili zastępcę, ale nie zabili szeryfa

Zabili zastępcę, ale nie zabili szeryfa

Jacques Chirac robi wszystko, by Francja stała się "chorym człowiekiem Europy".
"Zastrzeliłem szeryfa, ale nie zastrzeliłem zastępcy" - śpiewał kiedyś Eric Clapton. Referendum we Francji, którego rezultatem jest odrzucenie projektu eurokonstytucji, przyniosło odwrotny rezultat. Kozłem ofiarnym stał się premier Jean Pierre Raffarin. "Zastępca" Raffarin musiał złożyć dymisję, za to "szeryf", czyli prezydent Jacques Chirac, pomysłodawca referendum i orędownik konstytucji, pozostał na swoim stanowisku - choć to przede wszystkim jego mieli dość francuscy wyborcy.

"Szeryf" nie wyciągnął żadnej lekcji z przegranego referendum. Na kolejnego "zastępcę" mógł wybrać Nicolasa Sarkozy'ego - polityka bardzo popularnego, zwolennika bardziej liberalnej polityki gospodarczej oraz nowego układu sił w Unii Europejskiej. Sarkozy twierdzi, że lokomotywę francusko-niemiecką powinien zastąpić związek sześciu potęg europejskich, w tym także Polski. Dla Chiraca Sarkozy to jednak polityczny rywal - potencjalny konkurent w kolejnych wyborach prezydenckich. Zamiast niego, premierem ma być więc Dominique de Villepin, nie tyle polityk, ile dyplomata, który nigdy nie został wybrany w wyborach powszechnych. Jest on perfekcyjnym uosobieniem wyobcowania elit - odrzuconego przez wyborców w referendum. W dodatku - to lojalny współpracownik Chiraca z okresu kryzysu irackiego, architekt egzotycznej osi Paryż-Berlin-Pekin-Moskwa oraz zwolennik "starej Europy".

Doprawdy, francuska klasa polityczna, a zwłaszcza Chirac, robi wszystko, by kraj nad Sekwaną stał się chorym człowiekiem Europy.

Juliusz Urbanowicz

Czytaj także

 0