Dyplomacja wyborów

Dyplomacja wyborów

Dodano:   /  Zmieniono: 
Na polityce zagranicznej w Polsce każdy się zna. Zbędne byłyby tłumaczenia prezydenckich kandydatów. Dla Polaka, pełnego internacjonalistycznego abstrakcjonizmu ogarnięcie sytuacji światowej to bułka z masłem. Ale za granicą jest inaczej. Tam królują narodowe egoizmy. Kandydat na prezydenta Polaków musi odsłonić trochę sztuki utrzymania światowej równowagi.
Za granicą kandydaci Tusk i Kaczyńscy to szarańcza. Rusofile antyniemce i konie trojańskie USA. W dodatku katoliccy ekstremiści, a jeden nawet to morderca gejów i lesbijek. Na zachodzie bowiem poglądy płciowe determinują karierę polityczną. I dlatego są przedmiotem wielkiej powagi. Zgodnie z zasadą państwo to gej.

Z Kaczyńskim i Tuskiem będzie źle miał Putin. Problemów spodziewa się też Chirac. Francja, która ledwie obroniła się przed najazdem polskich speców od mokrej roboty z niechęcią patrzy na antyunijnych Polaków. I ten nieskrywany amerykanizm. Na europejskich salonach to nie do pomyślenia. Objaw zdziczenia. W tonie jest chwalić Kubę i Wenezuelę, mrugać w stronę Chin i potakiwać w stronę Iranu. To przejaw miękkiej siły - ludzkiego podejścia do problemu pokoju.

Kandydat Tusk chyba nie wytrzymał. Musiało się zrobić rzeczywiście nudno, bo tematem kampanii stała się jego polityka międzynarodowa. No i wyszło jak zwykle. Czyli po polsku. Będzie dobrze z Rosją, Niemcami i USA. Będziemy raz twardzi a raz potulni. Trochę naiwni i trochę przebiegli. Pójdziemy trochę w lewo, a potem trochę w prawo. Nie żebym szydził, ale strategia ta nie rzuca na kolana. Polska polityka zagraniczna potrzebuje nowej wizji i nowych celów. Tego nie ma. Ale być może chodzi o to, by naszych zagranicznych przyjaciół trochę uspokoić. Pokazać, że ten szczery, rubaszny i wiecznie pijany naród nad Wisłą trochę się cywilizuje.

Grzegorz Sadowski