Choć być może nogi już nie te, to unijna głowa cały czas w formie. Nową modą brukselską stało się popisywanie skandynawskim modelem rozwoju. To dowód na to, że można połączyć bogactwo i socjalną wrażliwością. To nowy drogowskaz dla wszystkich uwstecznionych, którzy twierdzą, że aby mieć trzeba pracować. To lek na brytyjski gospodarczy libertynizm i osłoda dla wszystkich bretońskich farmerów biorących dotacje. Teraz trzeba te rozwiązania wprowadzić odgórnie wszędzie a pieśń bogatej północy usłyszymy i u nas.
Otóż zanim wyślemy wszystkich pracujących do domów chciałbym sprostować. Skandynawowie nie są bogaci, dlatego, że mniej pracują. Pracują krótko, ale ich praca jest jedną z najbardziej wydajnych na świecie. We wszystkich krajach północy mieszka względnie bardzo mało ludzi - w Finlandii dla przykładu 5 milionów. Gospodarki opierają się na eksporcie - i już nie towarów, ale myśli i usług. I co najważniejsze - te kraje są najmniej skorumpowane i jak najdalsze od przesadnej biurokracji.
A jak jest na kontynencie, choćby w liderze zmian - Francji. Bezrobocie sięga dwóch cyfr, jest systemowe, gospodarka ledwie dyszy, a związki zawodowe szykują się do kolejnego strajku krajowego. Nie zważa na to jednak francuski rząd, który tych, co jeszcze pracują chce wysłać wcześniej do domu. Dzięki Chiracowi z haseł rewolucji została już tylko wolność. I to w nadmiarze.
Grzegorz Sadowski