Syndrom inżyniera

Dodano:   /  Zmieniono: 
Polityka kadrowa w spółkach Skarbu Państwa przynosi niecodzienne efekty. W największych firmach prezesami jest więcej inżynierów, niż finansistów, ekonomistów i prawników.
Wielu prezesów spółek skarbu państwa nie chce ujawniać swoich życiorysów
Premier Marek Belka po krótkim ostrzale przeforsował zmianę na stanowisku prezesa PKN Orlen. Stanisław Jakubowski, prezes PERN, firmy zarządzającej rurociągiem Przyjaźń, związany z SLD, został ostatecznie zawieszony w czynnościach w związku z korupcyjnymi zarzutami. Komicznie wygląda sprawa polowania na nowego szefa Polskiego Holdingu Farmaceutycznego. Wyznaczony na tę funkcję blisko 70-letni Andrzej Szukalski, prezes Banku Pocztowego, nie może podjąć decyzji, z której funkcji zrezygnować. Tymczasem spółka czeka na rejestrację i nie ma ani środków na działanie, ani nawet siedziby.
To wiadomości tylko z jednego tygodnia dotyczące polityki kadrowej skarbu państwa.
Jakość kadry zarządzającej w spółkach, na których obsadę ma duży wpływ skarb państwa, od zawsze budziła wątpliwości i emocje. Wiesław Kaczmarek, który przyczynił się do nominacji Zbigniewa Wróbla na prezesa Orlenu, później sam publicznie poddawał krytyce jego umiejętności menedżerskie. Przyznał też, że w pewnych wypadkach decyzje o obsadzie stanowisk prezesów w spółkach skarbu państwa bardziej były efektem nacisku politycznego niż analizy kompetencji kandydatów. W efekcie nikt rozsądny nie miał wątpliwości, że stanowiska prezesów to rodzaj politycznego łupu.
Aby ograniczyć apetyty polityków, w marcu ubiegłego roku Ministerstwo Skarbu wydało rozporządzenie w sprawie doboru menedżerów na stanowiska członków zarządu w spółkach skarbowych. Pół roku później resort musiał wydać 12-stronicowe wyjaśnienie do tego dokumentu, ponieważ `w radach nadzorczych spółek skarbu państwa pojawiały się wątpliwości dotyczące zasad stosowania tego rozporządzenia`.
Zgodnie z tymi dokumentami członkowie zarządów muszą być wybierani w trybie konkursów na trzyletnią kadencję. Rada nadzorcza, która określa minimalne wymagania dla kandydata, ma obowiązek zamieszczenia publicznego ogłoszenia w tej sprawie w prasie ogólnopolskiej lub regionalnej, tak aby dotrzeć do możliwie największej liczby kandydatów. Wybór kandydata następuje na podstawie rozpatrzenia ofert i rozmów kwalifikacyjnych.
Teoretycznie więc nic nie powinno stać na przeszkodzie, aby dzisiaj fachowiec otwarcie sympatyzujący z PiS czy LPR zastąpił gorszego specjalistę o przeszłości lewicowej. W praktyce będzie to prawdopodobne, jeśli nowe wybory zmienią układ sił w parlamencie i w rządzie. Wtedy lewicowi fachowcy stracą na znaczeniu.

Mamoń i spółka
Redakcja BusinessWeeka postanowiła przyjrzeć się kwalifikacjom prezesów kilkudziesięciu największych spółek, w których skarb państwa zachowuje udziały pozwalające mu na kreowanie w nich polityki personalnej.
To nie przypadek, że w dyskusjach nad tym, których polskich menedżerów można byłoby zaliczyć do grona Gwiazd Europy BusinessWeeka, nawet nie wymieniano nazwisk tych osób. Tych, których na podstawie życiorysów zawodowych można określić jako fachowców od zarządzania dużymi organizmami gospodarczymi, jest niewielu. Przeważają w niej menedżerowie związani z branżą finansową, tacy jak Andrzej Podsiadło, prezes PKO BP, czy Cezary Stypułkowski kierujący PZU.
Symptomatyczne jest to, że spółkami skarbu państwa w zdecydowanej większości kierują inżynierowie. Syndrom fachowca-inżyniera, szczególnie silny w czasach gospodarki planowanej centralnie, nadal jest mocno zakorzeniony. Szczególnie gdy dotyczy to spółek z branży energetycznej czy górniczej. A tych w czołówce największych firm w Polsce jest bez liku.
Jeden z bohaterów kultowej komedii Marka Piwowskiego Rejs przedstawiając się, rzucał: `inżynier Mamoń jestem`, wierząc, że tytuł przed nazwiskiem dodaje mu powagi. Dzisiaj swą fachowość i kwalifikacje tym tytułem próbują podpierać niektórzy prezesi. Próżno na internetowej stronie Jastrzębskiej Spółki Węglowej szukać życiorysu zawodowego jej prezesa Leszka Jarny. Widnieje tam jedynie informacja, że prezes to magister inżynier w jednej osobie. Jakiej specjalności - nie wiadomo. To może zresztą trochę taka górnicza tradycja, bo podobnie w internecie prezentują się Stanisław Gajos, prezes Katowickiego Holdingu Węglowego czy Stanisław Żuk z Kopalni Węgla Brunatnego Turów. Stanisław Stachowicz, prezes firmy Lubelski Węgiel `Bogdanka`, przedstawia się jako doktor inżynier.
Oczywiście wszyscy mogą być świetnymi dyrektorami i prezesami, ale nie ma wątpliwości, że w rozwiniętych gospodarkach rynkowych korporacjami znacznie częściej kierują prawnicy, ekonomiści, finansiści i fachowcy od marketingu niż inżynierowie. Dlatego polscy inżynierowie-prezesi są świadomi, że obecna rzeczywistość niesie nowe wyzwania i w zdecydowanej większości chętnie też wykazują, że są absolwentami podyplomowych studiów uczelni ekonomicznych i legitymują się dyplomami różnego typu kursów menedżerskich. Kurs kursowi jednak nierówny, co innego gruntowne wykształcenie czy dwuletnie studia MBA w elitarnej szkole, a co innego `liczne kursy marketingu`.

Wyjadacze z branży
Bliscy duchowo i mentalnie inżynierom są tzw. branżowi wyjadacze. Mianem tym określiliśmy grupę menedżerów, którzy zęby zjedli w pracy i działalności w jednej branży, np. od początku swej drogi zawodowej będąc związani z energetyką czy przemysłem stoczniowym. Mają oni ciągoty do tworzenia w ramach swych branż dużych grup, co może się ocierać o znane z socjalizmu pomysły na zrzeszenia czy zjednoczenia. W przeszłości i jeszcze dzisiaj w ministerialnych pokojach i przedpokojach potrafią natomiast skutecznie bronić interesów swych branż i firm.
Przykładem takiego menedżera jest Jan Kurp, prezes Południowego Koncernu Energetycznego. Obecnie marzy on o utworzeniu na bazie PKE holdingu energetycznego, który skupiałby kopalnie i zakłady dystrybucyjne.
Nie można powiedzieć, że grupa tych menedżerów pozbawiona jest wizji. Podczas odbywającego się kilka tygodni temu Kongresu Nowego Przemysłu dotyczącego energetyki Kurp potrafił zaprezentować, jak będą wzrastać ceny energii w najbliższych kilkunastu latach w Polsce. Zreflektował go dopiero Jacek Piechota, wiceminister gospodarki, zwracając uwagę, że te ceny będzie ustalał jednak rynek.

Polityczni krewni króliczka
Polityczne powiązania i układy z aktualnie rządzącą grupą to wciąż w wielu przypadkach decydujący czynnik w wyborze na prezesa spółki skarbu państwa. Stanisław Dobrzański z PSL, który w latach 1993-97 najpierw był podsekretarzem w Urzędzie Rady Ministrów, a potem ministrem obrony narodowej, salony polityczne zamienił na funkcję prezesa Polskich Sieci Elektroenergetycznych. Z wykształcenia jest historykiem.
Typową karierę dla tej grupy menedżerów ma za sobą Ludwik Klinkosz, prezes Ciechu. Ten działacz Zrzeszenia Studentów Polskich i były szef biura turystycznego Almatur na poważnie w polityczno-gospodarczych układach zaistniał, gdy w 1996 roku Jacek Buchacz, PSL-owski minister współpracy gospodarczej z zagranicą, także kiedyś związany z branżą, powierzył Klinkoszowi kierowanie spółką Chemia Polska. Mimo kontrowersji, jakie wzbudzało działanie tej spółki na początku 2002 r., jego znajomy, minister Kaczmarek, zdecydował, że Ciech przejmie Chemię Polską, a Klinkosz został jej prezesem.
W karierze w firmach działających na Śląsku w ostatnich latach pomagała znajomość z Andrzejem Szarawarskim, byłym wiceministrem skarbu, a taki atut ma Piotr Makselon, prezes Węglokoksu. Tego typu uwikłań można się doszukać więcej, choć, co zrozumiałe, oficjalnie prezesi wolą się do nich nie przyznawać i chętniej mówią o poważnych wyzwaniach, przed jakimi stoi ich firma.
Charakterystyczne jednak, że w wielu spółkach skarbu państwa nie można na stronie internetowej znaleźć życiorysu zawodowego prezesa. Poproszeni o to też często nie chcą go udostępniać. Oficjalna odpowiedź biura prasowego Zakładu Energetycznego Warszawa Teren: `Pan prezes nie wyraził zgody na udostępnienie swojego życiorysu`, nie była wcale wyjątkiem. Trudno w takiej sytuacji nie mieć podejrzeń, że prezesi albo nie mają się czym specjalnie pochwalić, albo wolą starannie ukryć swoje kompetencje i dokonania. Wymóg przejrzystości powinien obowiązywać spółki skarbu państwa równie rygorystycznie jak giełdowe.

Wiesław Kaczmarek, były minister skarbu:
Nawet gdyby istniały konkursy na stanowiska, nie zawsze muszą wygrywać względy merytoryczne. W tej chwili duża część osób znajdujących się we władzach spółek skarbu państwa pochodzi z wyborów stricte politycznych. Co jednak nie oznacza, że brakuje im kompetencji.
W swojej pracy przyjąłem zasadę, że gdy dokonuje się jakiegoś wyboru, to po półtora roku powinna być przeprowadzona weryfikacja jego zasadności. Niestety nie było mi już dane tego zrobić. W tej chwili negatywnie zweryfikowałbym około jednej czwartej swoich decyzji personalnych.

Prezesi inżynierowie górą
Fachowcy:
Paweł Brzezicki - Polska Żegluga Morska, Jacek Bartkiewicz - BGŻ, Andrzej Dorosz - BGK,
Jan Dworak TVP, Krzysztof Kowa - Krajowa Spółka Cukrowa, Andrzej Podsiadło - PKO BP, Cezary Stypułkowski - PZU,
Henryk Szendera - Elektrownia Opole

Inżynierowie:
Wiktor Błądek - KGHM, Janusz Dawidziuk - Lasy Państwowe, Stanisław Gajos - Katowicki Holding Węglowy, Jerzy Gruszka - ENEA, Leszek Jarno - Jastrzębska Spółka Węglowa, Andrzej Kurowski - Zakłady Chemiczne Police, Jerzy Łaskawiec - Elektrownia Turów, Edward Najgebauer - Elektrownia Bełchatów, Wacław Piotrowski - H.Cegielski, Stanisław Stachowicz - Lubelski Węgiel `Bogdanka` Andrzej Stachura - Stocznia Szczecińska Nowa, Ryszard Ściągała - Zakłady Azotowe w Tarnowie - Mościcach, Jan Wrona - Elektrownia Kozienice

Wyjadacze:
Zbigniew Bicki - BOT, Maksymilian Klank - Kompania Węglowa, Jan Kurp - PKE, Zbigniew Lesiecki - PP Porty Lotnicze, Jerzy Lewandowski - Stocznia Gdynia

Politycznie uwikłani:
Jan Dalgiewicz - Pekaes, Stanisław Dobrzański - PSE, Maciej Fleming - PWPW, Marek Grabarek - PLL LOT, Stanisław Jakubowski - PERN Przyjaźń, Ludwik Klinkosz - Ciech, Marek Kossowski - PGNiG, Miron Maicki - Ruch, Piotr Makselon - Węglokoks, Mirosław Roguski - Totalizator Sportowy, Tadeusz Steckiewicz - Mennica Państwowa

Opozycja krytykuje i ma pomysły
Jest tragicznie
Kazimierz Marcinkiewicz, poseł Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczący sejmowej Komisji Skarbu

Jest rok 2005. Prawo i Sprawiedliwość obejmuje władzę w kraju. Jakie decyzje zostaną podjęte w sprawie kierownictwa setek firm będących własnością skarbu państwa?
Nasze ugrupowanie już jakiś czas temu złożyło do laski marszałkowskiej trzy projekty ustaw dotyczących spółek skarbu państwa. W jednej z nich proponujemy m.in. zmniejszenie wielkości rad nadzorczych. Proponujemy też stworzenie list eksperckich z kandydatami. Podstawową drogą wyboru będzie konkurs. Chcemy także wszystkie informacje o członkach rad nadzorczych firm skarbu państwa umieszczać w internecie.
Główną zasadą ma być transparentność. Wprowadzenie tych zasad w życie będzie oznaczało, że dotychczasowi szefowie spółek skarbu państwa oraz członkowie rad nadzorczych muszą być zmienieni. Zazwyczaj wybór ma charakter polityczny, a nie merytoryczny.

A jeśli po wyborach zgłoszą się działacze oraz krewni i znajomi królika, którzy przypominając o swoich zasługach dla partii, będą prosili o nagrodę?
Jeśli będą spełniali przewidziane kryteria, aby zakwalifikować się na listy eksperckie, to nie będzie problemu.

Czy Staszek będzie mógł `sprawdzić się w biznesie`?
Wątpię, nie będzie miał na to większych szans.

Nie będzie trzęsienia ziemi
Rafał Zagórny, poseł Platformy Obywatelskiej, wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Skarbu

Jest rok 2005. Platforma Obywatelska obejmuje władzę w kraju. Co z kierownictwami setek firm skarbu państwa?
Nie będzie takiej sytuacji, że nastąpi zmiana rządu, a wraz z nią zmiana szefów wszystkich spółek skarbu państwa. Problem będzie z szefami firm, w których są złe wyniki, a więc których menedżerowie są źli. Znaczna część obecnych menedżerów sprawdza się, choć jedni lepiej, inni gorzej.

Jak będą wybierani nowi szefowie spółek skarbu państwa?
Kluczową sprawą jest stworzenie i wprowadzenie systemu oceniania wyników spółek skarbu państwa.

Jak powinien wyglądać taki system ocen?
Oceniane byłyby wyniki spółki. Przy czym nie jest to prosta zależność, że jeśli firma ma zyski, to jest dobra, a jeśli przynosi straty, to kierownictwo jest kiepskie.
Nowe osoby powinny być wybierane w drodze konkursów. W przypadku spółek wyjątkowo ważnych dla państwa przewidywałbym możliwość wynajęcia firm headhunterskich w celu znalezienia odpowiednich menedżerów.
A jeśli po wyborach zgłoszą się działacze oraz krewni i znajomi królika, którzy przypominając o swoich zasługach dla partii, będą prosili o nagrodę?
Zawsze istnieje ryzyko, że takie osoby się zgłoszą. Problem polega na tym, żeby wybrani zostali ludzie kompetentni, tacy, którzy mają coś do zaproponowania firmie. Jednak nawet jeśli wybrany zostanie ktoś, kto się na menedżera nie nadaje, to dzięki systemowi oceny zarządzania spółek w ciągu roku, najdalej półtora, stanie się to jasne.

Czy Staszek będzie mógł `sprawdzić się w biznesie`?
Nie uważam, że znajomość z politykiem musi być elementem dyskwalifikującym menedżera. Ważne jest to, żeby wybierani ludzie mieli wizję rozwoju firmy i umieli ją wcielać w życie.

A jak Pan ocenia obecną sytuację kadrową w spółkach skarbu państwa?
Niewątpliwie wpływ polityki i pewnych politycznych koneksji jest zdecydowanie za duży. Jak sądzę, wiara, że tego wpływu całkowicie się uniknie, jest wiarą w cuda. To się da zrobić tylko w jeden sposób, należy przyspieszyć prywatyzację i wtedy władze w spółce wybieraliby prywatni właściciele. Ten, który wkłada własne pieniądze, zadba o to, aby menedżer był najlepszą osobą.