Nie dadzą nam zarobić

Nie dadzą nam zarobić

Dodano:   /  Zmieniono: 
Na handlu limitami emisji CO2 Polska mogłaby zarobić nawet kilkadziesiąt milionów euro. Czy Bruksela na to pozwoli?
Dwutlenek konfliktu
Na handlu limitami emisji polskie spółki mogłyby zarobić. Ale UE nie pozwoli

Na początek postawimy turbinę - mówi z entuzjazmem Zbigniew Wołoncewicz. - Potem może uda się zmodernizować nasze stare instalacje z lat 70. i przestawić je na gaz. Tuż obok nas odkryto nowe złoża. Jeszcze nie wiem, co na to gazownicy, ale będziemy z nimi rozmawiać. Może uda się na tym zarobić?
Wołoncewicz jest członkiem zarządu Elektrociepłowni Gorzów. To jedna z tych spółek, które na ruszającym 1 stycznia przyszłego roku europejskim rynku handlu emisjami mogą zarobić miliony złotych. Wszystko dzięki temu, że oprócz standardowych limitów niezbędnych do prowadzenia codziennej produkcji dostanie także premie - swoiste nagrody za ograniczenie w ciągu kilku ostatnich lat emisji dwutlenku węgla i produkcję energii w skojarzeniu (kogenerację). - Mówiąc ściślej: nagrodą ma być zbywalne prawo do wyemitowania 415 tys. ton CO2 - tłumaczy Wołoncewicz. - Będzie można je sprzedać po 15 euro za tonę. Rachunek jest prosty.
Podobne premie dostać ma kilkadziesiąt innych firm. Największe - PKN Orlen i należące do szwedzkiego Vatenfallu Elektrociepłownie Warszawskie. - Przy skali naszych inwestycji 70 mln zł to niedużo, ale lepiej je mieć, niż nie mieć - mówi Wiesław Jamiołkowski, szef departamentu ochrony środowiska Elektrociepłowni Warszawskich. - Spodziewałbym się jednak zbilansowania tych premii w ramach koncernu. To bardziej korzystne niż sprzedawanie na wolnym rynku.

Polska: będzie boom
Premie kogeneracyjne i za wcześniejsze redukcje dostaną właściciele tych instalacji, którzy zdołali wykazać się swymi osiągnięciami przed specjalistami z Ministerstwa Środowiska i pracującej na jego zlecenie warszawskiej spółki EnergSys. To ona przygotowała najważniejszy dokument całego przedsięwzięcia - Krajowy Plan Alokacji Uprawnień (KPAU). W nim znalazły się szczegółowe dane dotyczące tego, kto i na ile może liczyć. I wystarczy rzut oka, by się przekonać, że nie tylko szczęśliwi zdobywcy premii mogą liczyć na zyski z handlu emisjami. Zarobić mogą wszyscy posiadacze instalacji objętych stosownymi unijnymi dyrektywami, bo EnergSys i Ministerstwo Środowiska prawa emisyjne rozdzieliły hojnie.
Dość powiedzieć, że dla poszczególnych instalacji na lata 2005-2008 zaplanowano je na poziomie znacznie wyższym od średniej z lat 1999-2002, choć według unijnych zaleceń ta wartość miała być podstawą do wyliczeń. Dlaczego tak się stało? Po pierwsze dlatego, że polscy specjaliści uznali, iż można - Polska wypełnia z nawiązką zobowiązania redukcyjne zapisane w protokole z Kioto. Po drugie, branżowe koalicje zdołały przekonać Ministerstwo Środowiska, że mają przed sobą okres prosperity. Będzie wzrastać zarówno produkcja, jak i emisja, i głupio byłoby, gdyby uprawnień emisyjnych zabrakło.
- W polskich warunkach sztywne trzymanie się poziomu emisji z lat 1999-
-2002 nie miałoby sensu - przekonuje Agnieszka Jankowska z departamentu instrumentów ochrony środowiska w MŚ. - Wtedy był zastój gospodarczy, teraz zaś notujemy szybki wzrost. Przyznane prawa powinny być tak duże, by przewidywane potrzeby zaspokoić.
Po konsultacjach okazało się, że największy wzrost zapotrzebowania na uprawnienia emisyjne przewidują cukrownie. W latach 2005-2008 ich emisja ma się zwiększyć (w porównaniu z rokiem 2001) o 39,3 procent. Wiceprezes EnergSysu Bolesław Jankowski zarzeka się, że nie jest to ukryta państwowa dotacja dla Krajowej Spółki Cukrowej. - Dużo większą aktywność w negocjacjach wykazywali zagraniczni inwestorzy - przekonuje. Przyznaje jednak, że prognozując zużycie energii do produkcji cukru, założono kiepską jakość surowca i - w konsekwencji - większą emisję CO2.
Duży wzrost zapotrzebowania zasygnalizowały również spółki z sektora cementowego i wapienniczego (ok. 37,8 proc.). Najmniejszy - elektrociepłownie.
Po co polskim firmom tak świetne prognozy produkcji? Nawet jeśli nie zdołają ich zrealizować, zarobią na zbędnej nadwyżce uprawnień emisyjnych.

Unia: chyba boom po głowie
Problem w tym, że Komisja Europejska nieco inaczej wyobraża sobie udział Polski w europejskim rynku handlu emisjami. Mówiąc wprost - nie chce, by nasze spółki zarobiły zbyt dużo. - Europejski system tworzono wtedy, gdy Unia liczyła 15 państw, a nie 25 - przypomina Jankowski. - Miał służyć redukowaniu emisji. Tymczasem do Unii weszło 10 nowych państw, z których większość ma zupełnie inny cel: sprzedać nadwyżki! Komisja Europejska nie chce jednak do tego dopuścić. Zaleciła, by nowe kraje Unii rozdzieliły między swe instalacje wyłącznie sumę prognozowanych potrzeb emisyjnych. - Gdybyśmy przewidywali, że nasze instalacje w 2005 roku przy normalnej produkcji będą emitować 350 mln ton CO2, tyle właśnie moglibyśmy teraz rozdzielić - tłumaczy Jankowski. - To oznacza, że chcąc przyznać komuś premię, musielibyśmy zabrać uprawnienia innym podmiotom. W KPAU zrobiliśmy inaczej. Rozdzieliliśmy uprawnienia tak, jak pozwalają nam nadwyżki według Kioto.
Niestety, Komisja Europjska może nasz projekt odrzucić. EC Gorzów będzie musiała nie tylko zapomnieć o premii. Może zostać zmniejszony również standardowy limit, wynikający z potrzeb produkcyjnych - wystarczy, że KE stwierdzi, iż owe potrzeby przeszacowano. - Gdyby tak się stało, korzyści z udziału Polski w europejskim rynku byłoby mocno dyskusyjne - przyznaje Jankowski. - I można powiedzieć, że powinniśmy mieć prawo nieuczestniczenia w nim. Jeśli tu nie da się na naszych uprawnieniach zarobić, zrobimy to później - po roku 2008, gdy ruszy ogólnoświatowy rynek handlu, przewidziany w protokole z Kioto. Na razie jednak poczekajmy.

Europejski sposób na Kioto
Handel pozwoleniami na emisję gazów cieplarnianych przewiduje protokół podpisany w 1997 roku w Kioto. To jeden z mechanizmów, który ma doprowadzić do zmniejszenia światowej emisji gazów, odpowiedzialnej za tzw. efekt cieplarniany. Transakcje limitami emisji między właścicielami trujących instalacji mają zapewnić efektywność inwestycjom proekologicznym - mają być wykonywane tam, gdzie najtańszym kosztem będzie można uzyskać najlepsze rezultaty.
Mimo że postanowienia protokołu z Kioto do dziś nie weszły w życie (protokołu nie ratyfikowała Rosja), Unia Europejska postanowiła stworzyć własny mechanizm, który pomóc ma w wypełnieniu przez wspólnotę jej zobowiązań (6 proc. redukcji do 2008 roku, w porównaniu z rokiem 1989). 15 państw członkowskich starej Unii rozdzieliło między siebie zobowiązania do redukcji emisji i prawa do jej zwiększenia w taki sposób, by suma wyniosła -6. Nowych członków Unii nie wzięto pod uwagę.
Unijny rynek handlu limitami emisji ruszyć ma 1 stycznia przyszłego roku. Data ta stoi jednak pod znakiem zapytania - część państw nie złożyła jeszcze swych planów alokacji uprawnień, a to warunek uruchomienia rynku.

Oni żyją nadzieją

W Krajowym Planie Alokacji Uprawnień części firm przyznano premie za wcześniejsze redukcje i produkcję energii w skojarzeniu. Jeśli KPAU zostanie zaakceptowany, w latach 2005-2007 premie te będzie można sprzedać na europejskim rynku handlu limitami emisji.

suma premii
w tys. ton CO2

potencjalne zyski
w mln zł

PKN Orlen

1146,1

75,6

EC Warszawskie

1064,7

70,2

ZEC w Łodzi

918,4

60,6

ZEC Poznańskich

779,1

51,4

EC Wybrzeże

762,7

50,3

PHS

760,0

50,1

EC Kraków

439,6

29,0

EC Gorzów

415,0

27,3

EC Lublin Wrotków

309,2

21,1


Dane zsumowane dla wszystkich instalacji producenta
Źródło: Krajowy Plan Alokacji Emisji, obliczenia własne, przy założeniu, że tona CO2 kosztować będzie 15 euro, a euro = 4,4 zł