Od redakcji
Czujne oko Wielkiego Brata patrzy w dobrej sprawie (s. 32). Ci, którzy żyją, muszą się bronić, nawet metodami ograniczającymi prywatność, przed tymi, którzy niosą śmierć. Czujne oko ma też prezydent Lech Wałęsa (s. 18), który bacznie obserwuje współczesny świat, a zapytany o przyszłość przedstawia jej frapującą wizję.
Ograniczona obecność byłego prezydenta w życiu publicznym jest stratą dla Polski. Wałęsa, przypomniany z okazji rocznicy Sierpnia '80, za kilka dni znowu zniknie w cieniu. Na widoku pozostanie Polska, której wątpliwości związane z transakcją zakupu Unipetrolu (s. 24) i przegrany arbitraż w sporze Eureko (s. 13), najdelikatniej mówiąc, nie dodały chwały.
Cały czas czujne oko opinii publicznej powinno się bacznie przyglądać politykom. BusinessWeek od kwietnia w pięciu obszernych tekstach przedstawił gospodarcze plany polityków Prawa i Sprawiedliwości oraz Platformy Obywatelskiej (s. 10). Późną jesienią skonfrontujemy zamiary z decyzjami. Wprawdzie wspólnego programu rządowego nie ma, a potencjalni koalicjanci w wielu kwestiach mają rozbieżne poglądy, to jednak intuicja wsparta dozą optymizmu podpowiada, że w najbliższych latach będzie panować klimat bardziej sprzyjający gospodarce i przedsiębiorcom niż w ostatnim czasie.
Czujne oko opinii musi jednak pilnować szczegółów. No i warto trzymać się za kieszeń. To, co wyrabiał parlament w ostatnich miesiącach swojej kadencji: od wyrwanej kilofami ustawy górniczej po groteskowy zakup biurowca dla urzędników MSZ (a były jeszcze kosztowne ustawy o VAT, podatku filmowym czy płacy minimalnej), przekroczyło ramy ustalone przez poprzedników. Oni również ochoczo sięgali po publiczne pieniądze, by osłodzić ludziom przedwyborcze tygodnie. Tym razem jednak sypnięto cukrem, używając raczej łyżki od koparki niż od herbaty.
Wiadomo, że oko Wielkiego Brata choć nie zawsze skuteczne, to jednak w przeszłości wielokrotnie zapobiegło atakom terrorystów. Oko opinii odnosi mniej sukcesów, a skuteczność nadzoru nad finansami publicznymi jest ograniczona. W pierwszej instancji sprawują go parlamentarzyści, którzy sami z tych środków korzystają, nie płacąc przy tym podatku od podstawowych dochodów. W drugiej zaś opinia publiczna, która wprawdzie korzysta ze swoich praw i co cztery lata wymienia ekipy rządzące, ale łatwo rozdanych pieniędzy nie jest już w stanie odzyskać. Co więcej, przedwyborczą filantropię musi sfinansować.
Ograniczona obecność byłego prezydenta w życiu publicznym jest stratą dla Polski. Wałęsa, przypomniany z okazji rocznicy Sierpnia '80, za kilka dni znowu zniknie w cieniu. Na widoku pozostanie Polska, której wątpliwości związane z transakcją zakupu Unipetrolu (s. 24) i przegrany arbitraż w sporze Eureko (s. 13), najdelikatniej mówiąc, nie dodały chwały.
Cały czas czujne oko opinii publicznej powinno się bacznie przyglądać politykom. BusinessWeek od kwietnia w pięciu obszernych tekstach przedstawił gospodarcze plany polityków Prawa i Sprawiedliwości oraz Platformy Obywatelskiej (s. 10). Późną jesienią skonfrontujemy zamiary z decyzjami. Wprawdzie wspólnego programu rządowego nie ma, a potencjalni koalicjanci w wielu kwestiach mają rozbieżne poglądy, to jednak intuicja wsparta dozą optymizmu podpowiada, że w najbliższych latach będzie panować klimat bardziej sprzyjający gospodarce i przedsiębiorcom niż w ostatnim czasie.
Czujne oko opinii musi jednak pilnować szczegółów. No i warto trzymać się za kieszeń. To, co wyrabiał parlament w ostatnich miesiącach swojej kadencji: od wyrwanej kilofami ustawy górniczej po groteskowy zakup biurowca dla urzędników MSZ (a były jeszcze kosztowne ustawy o VAT, podatku filmowym czy płacy minimalnej), przekroczyło ramy ustalone przez poprzedników. Oni również ochoczo sięgali po publiczne pieniądze, by osłodzić ludziom przedwyborcze tygodnie. Tym razem jednak sypnięto cukrem, używając raczej łyżki od koparki niż od herbaty.
Wiadomo, że oko Wielkiego Brata choć nie zawsze skuteczne, to jednak w przeszłości wielokrotnie zapobiegło atakom terrorystów. Oko opinii odnosi mniej sukcesów, a skuteczność nadzoru nad finansami publicznymi jest ograniczona. W pierwszej instancji sprawują go parlamentarzyści, którzy sami z tych środków korzystają, nie płacąc przy tym podatku od podstawowych dochodów. W drugiej zaś opinia publiczna, która wprawdzie korzysta ze swoich praw i co cztery lata wymienia ekipy rządzące, ale łatwo rozdanych pieniędzy nie jest już w stanie odzyskać. Co więcej, przedwyborczą filantropię musi sfinansować.