Cele edukacyjne były szczytne - przedmiot miał przygotować do świadomego uczestnictwa w życiu gospodarczym
Co to jest NBP? - bank, który ostatnio wszedł na giełdę. Co to jest inflacja? - Inflacja jest wtedy, kiedy wartość pieniądza wzrasta lub maleje. Co to jest akcja? - To środki finansowe firmy, które są notowane na giełdzie. Kiedy warto zacząć oszczędzać na emeryturę? - W połowie życia zawodowego. Tak na pytania ankieterów odpowiadali we wrześniu uczniowie na jednej z warszawskich ulic. Ekonomiczna wiedza dorosłych Polaków nie jest wcale bogatsza.
Świadomość ekonomiczną młodzieży miał rozbudzić nowy przedmiot szkolny - podstawy przedsiębiorczości. Wprowadzono go jako przedmiot obowiązkowy do wszystkich typów szkół ponadgimnazjalnych w roku szkolnym 2002/2003. W praktyce przeznaczono tylko jedną godzinę lekcyjną tygodniowo w ciągu dwóch lat nauki.
Założenia i cele edukacyjne były szczytne - przedmiot miał przede wszystkim przygotować do aktywnego i świadomego uczestnictwa w życiu gospodarczym. Na zapowiedziach jednak się skończyło. Przez uczniów przedmiot jest traktowany jak zbędne obciążenie. Dlaczego?
Anna Wesołowska, dyrektor Wydziału Szkolnictwa Ponadgimnazjalnego w Warszawskim Kuratorium Oświaty tłumaczy, że część lekcji podstaw przedsiębiorczości powinna być realizowana w formach aktywnych. - Uczniowie powinni spotykać się z przedstawicielami instytucji rynku pracy, organizacji pracodawców. Tylko w ten sposób najlepiej poznają realia życia gospodarczego. Niestety, docierają do nas sygnały, że przedmiot ten nauczany jest w tradycyjny sposób. Z ubiegłorocznych badań wynika, że dominującą formą jest wykład - przyznaje Anna Wesołowska.
Poważnym problem są też niskie kwalifikacje nauczycieli.
- W tym roku NBP wspólnie z Centralnym Ośrodkiem Doskonalenia Nauczycieli przeprowadził badanie wśród tysiąca nauczycieli podstaw przedsiębiorczości. - Okazało się, że połowa z nich nie ma wykształcenia ekonomicznego - mówi Dariusz Danilewicz z NBP. - W szkołach, w których brakowało nauczycieli wykwalifikowanych, nauczycielem tego przedmiotu mógł zostać każdy, kto zadeklarował, że uzupełni wymagane kwalifikacje - tłumaczy Anna Wesołowska.
Współczesne siłaczki
Są jednak organizacje i nauczyciele, którym edukacja ekonomiczna młodzieży nie jest obojętna. - Naszym celem jest, aby młodzi ludzie umieli wybrać dla siebie odpowiednie studia i potrafili poradzić sobie na rynku pracy - mówi Edyta Kochlewska z Fundacji Młodzieżowej Przedsiębiorczości. Organizacja ta we współpracy z NBP i Fundacją Bankową im. Leopolda Kronenberga przygotowuje projekty szkoleniowe dla nauczycieli, uczące ich jak w atrakcyjny sposób przekazywać wiedzę ekonomiczną. Jednym z realizowanych programów są Moje finanse. Kursy przybliżają wiedzę o pieniądzu i bankach. - W ramach programu w ciągu najbliższych dwóch lat przeszkolonych zostanie 2,4 tys. nauczycieli. Szacujemy, że za ich pośrednictwem wiedza ta dotrze do 216 tysięcy uczniów - mówi Dariusz Danilewicz.
Kolejnym wspólnym przedsięwzięciem jest Ekonomia w szkole. - W 2004 r. w zajęciach wzięło udział 1,2 tys. osób. Drugie tyle rozpoczęło szkolenia w tym roku. Oceniamy, że do 2007 r. liczba ostatecznych beneficjentów programu, czyli uczniów, do których dotrze wiedza, osiąg-nie 750 tysięcy - mówi ekspert z NBP. Dla gimnazjów przygotowano z kolei "Ekonomię na co dzień".
Dariusz Danilewicz zauważa już pierwsze efekty tych programów. - Wiedzę zdobytą na zajęciach dzieci przekazują swoim rodzicom. Dzięki temu pewna rodzina zakłada pierwsze konto w banku. Bezrobotny rodzic pod wpływem dziecka pisze swoje pierwsze CV - wyjaśnia.
Podobnych programów jest znacznie więcej, ale jeden zasługuje na wyróżnienie. Produkcik to konkurs na najlepsze miniprzedsiębiorstwo organizowany przez FMP. Licealiści pod opieką nauczyciela tworzą miniorganizm gospodarczy: wymyślają produkt, wytwarzają go, muszą zadbać o reklamę, zaplanować sieć dystrybucji. Każdy członek minifirmy odpowiada za inną część jej działalności: produkcję, marketing, finanse, sprzedaż. Każdego roku odbywa się finał ogólnopolski, a najlepsze miniprzedsiębiorstwo prezentuje się podczas finałów europejskich. Już kolejny raz bezkonkurencyjna jest Big Mamma's Store - firma założona przez uczniów I LO im. Jana Smolenia z Bytomia. Swoje wyroby - biżuterię z odpadów polakierniczych - prezentowała ostatnio w Oslo. - Dzięki konkursowi uczniowie odczuwają satysfakcję, że coś już osiągnęli, czyli założyli najlepsze w Polsce miniprzedsiębiorstwo - mówi Katarzyna Łoza, dyrektor liceum. - Dzięki konkursowi poznałyśmy wszystkie etapy funkcjonowania firmy. Przekonałyśmy się na przykład, jak duży wpływ na jej sukces ma reklama - mówi Małgorzata Gwadera, dyrektor naczelna Big Mamma's Store. W finale w Oslo młodziutkie bizneswoman sprzedały całą przywiezioną biżuterię i zarobiły 1,5 tys. złotych. - Jeszcze się uczymy, ale poważnie już myślałyśmy o przekształceniu w przyszłości naszego przedsiębiorstwa w prawdziwą firmę - zdradza szefowa Big Mamma's Store.
Świadomość ekonomiczną młodzieży miał rozbudzić nowy przedmiot szkolny - podstawy przedsiębiorczości. Wprowadzono go jako przedmiot obowiązkowy do wszystkich typów szkół ponadgimnazjalnych w roku szkolnym 2002/2003. W praktyce przeznaczono tylko jedną godzinę lekcyjną tygodniowo w ciągu dwóch lat nauki.
Założenia i cele edukacyjne były szczytne - przedmiot miał przede wszystkim przygotować do aktywnego i świadomego uczestnictwa w życiu gospodarczym. Na zapowiedziach jednak się skończyło. Przez uczniów przedmiot jest traktowany jak zbędne obciążenie. Dlaczego?
Anna Wesołowska, dyrektor Wydziału Szkolnictwa Ponadgimnazjalnego w Warszawskim Kuratorium Oświaty tłumaczy, że część lekcji podstaw przedsiębiorczości powinna być realizowana w formach aktywnych. - Uczniowie powinni spotykać się z przedstawicielami instytucji rynku pracy, organizacji pracodawców. Tylko w ten sposób najlepiej poznają realia życia gospodarczego. Niestety, docierają do nas sygnały, że przedmiot ten nauczany jest w tradycyjny sposób. Z ubiegłorocznych badań wynika, że dominującą formą jest wykład - przyznaje Anna Wesołowska.
Poważnym problem są też niskie kwalifikacje nauczycieli.
- W tym roku NBP wspólnie z Centralnym Ośrodkiem Doskonalenia Nauczycieli przeprowadził badanie wśród tysiąca nauczycieli podstaw przedsiębiorczości. - Okazało się, że połowa z nich nie ma wykształcenia ekonomicznego - mówi Dariusz Danilewicz z NBP. - W szkołach, w których brakowało nauczycieli wykwalifikowanych, nauczycielem tego przedmiotu mógł zostać każdy, kto zadeklarował, że uzupełni wymagane kwalifikacje - tłumaczy Anna Wesołowska.
Współczesne siłaczki
Są jednak organizacje i nauczyciele, którym edukacja ekonomiczna młodzieży nie jest obojętna. - Naszym celem jest, aby młodzi ludzie umieli wybrać dla siebie odpowiednie studia i potrafili poradzić sobie na rynku pracy - mówi Edyta Kochlewska z Fundacji Młodzieżowej Przedsiębiorczości. Organizacja ta we współpracy z NBP i Fundacją Bankową im. Leopolda Kronenberga przygotowuje projekty szkoleniowe dla nauczycieli, uczące ich jak w atrakcyjny sposób przekazywać wiedzę ekonomiczną. Jednym z realizowanych programów są Moje finanse. Kursy przybliżają wiedzę o pieniądzu i bankach. - W ramach programu w ciągu najbliższych dwóch lat przeszkolonych zostanie 2,4 tys. nauczycieli. Szacujemy, że za ich pośrednictwem wiedza ta dotrze do 216 tysięcy uczniów - mówi Dariusz Danilewicz.
Kolejnym wspólnym przedsięwzięciem jest Ekonomia w szkole. - W 2004 r. w zajęciach wzięło udział 1,2 tys. osób. Drugie tyle rozpoczęło szkolenia w tym roku. Oceniamy, że do 2007 r. liczba ostatecznych beneficjentów programu, czyli uczniów, do których dotrze wiedza, osiąg-nie 750 tysięcy - mówi ekspert z NBP. Dla gimnazjów przygotowano z kolei "Ekonomię na co dzień".
Dariusz Danilewicz zauważa już pierwsze efekty tych programów. - Wiedzę zdobytą na zajęciach dzieci przekazują swoim rodzicom. Dzięki temu pewna rodzina zakłada pierwsze konto w banku. Bezrobotny rodzic pod wpływem dziecka pisze swoje pierwsze CV - wyjaśnia.
Podobnych programów jest znacznie więcej, ale jeden zasługuje na wyróżnienie. Produkcik to konkurs na najlepsze miniprzedsiębiorstwo organizowany przez FMP. Licealiści pod opieką nauczyciela tworzą miniorganizm gospodarczy: wymyślają produkt, wytwarzają go, muszą zadbać o reklamę, zaplanować sieć dystrybucji. Każdy członek minifirmy odpowiada za inną część jej działalności: produkcję, marketing, finanse, sprzedaż. Każdego roku odbywa się finał ogólnopolski, a najlepsze miniprzedsiębiorstwo prezentuje się podczas finałów europejskich. Już kolejny raz bezkonkurencyjna jest Big Mamma's Store - firma założona przez uczniów I LO im. Jana Smolenia z Bytomia. Swoje wyroby - biżuterię z odpadów polakierniczych - prezentowała ostatnio w Oslo. - Dzięki konkursowi uczniowie odczuwają satysfakcję, że coś już osiągnęli, czyli założyli najlepsze w Polsce miniprzedsiębiorstwo - mówi Katarzyna Łoza, dyrektor liceum. - Dzięki konkursowi poznałyśmy wszystkie etapy funkcjonowania firmy. Przekonałyśmy się na przykład, jak duży wpływ na jej sukces ma reklama - mówi Małgorzata Gwadera, dyrektor naczelna Big Mamma's Store. W finale w Oslo młodziutkie bizneswoman sprzedały całą przywiezioną biżuterię i zarobiły 1,5 tys. złotych. - Jeszcze się uczymy, ale poważnie już myślałyśmy o przekształceniu w przyszłości naszego przedsiębiorstwa w prawdziwą firmę - zdradza szefowa Big Mamma's Store.