Prokuratorskie śledztwo wszczęto, bo nieznane są okoliczności, w których dyplomata doznał obrażeń. Nie wyklucza się np. pobicia. Przesłuchani zostali już m.in. członkowie najbliższej rodziny dyplomaty. Prowadzący śledztwo chce też przesłuchać pracowników grodzieńskiego konsulatu. W ramach pomocy prawnej prokuratura zwróci się też do strony białoruskiej o przesłuchanie białoruskich lekarzy, którzy udzielali pierwszej pomocy dyplomacie oraz o dokumentację lekarską ze szpitala w Grodnie, by ją formalnie zabezpieczyć jako dowód w sprawie.
Powołany biegły z zakresu medycyny ma stwierdzić, jakie obrażenia ma dyplomata i - przede wszystkim - jak te obrażenia mogły powstać. "Czy te opinie, bez dokumentacji, przesłuchań świadków będą wystarczające, tego jeszcze nie wiadomo" - powiedział rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Białymstoku Adam Kozub. Dlatego prokuratura nie wyklucza, że po zebraniu wszystkich dowodów, w tym dokumentacji z Białorusi, konieczne będzie powołanie jeszcze jednego specjalisty, by opinia była jak najbardziej pełna.
Wicekonsul Ryszard Bader-Lehr trafił do szpitala w Białymstoku 25 marca, wcześniej przez trzy dni leżał w szpitalu w Grodnie. W kilka godzin po przewiezieniu do Białegostoku przeszedł operację usunięcia krwiaka śródczaszkowego. Jak mówił w czwartek dziennikarzom dyrektor szpitala MSWiA w Białymstoku Janusz Rainko, nie można wykluczyć, że obrażenia są skutkiem pobicia, ale - jak uznał wtedy - obecnie jest to "daleko idąca spekulacja". Nie wykluczył również, że uraz może być skutkiem np. upadku. Dodał, że okoliczności urazu, z jakim dyplomata trafił do szpitala na razie nie są znane, dlatego zawiadomił o tym prokuraturę. Wcześniej MSZ powołując się na diagnozę lekarską, podał, że dyplomata miał udar mózgu. Prokuratura tymczasem poinformowała, że u dyplomaty stwierdzono również obrażenia ciała, którego mogą świadczyć o użyciu wobec niego paralizatora.
pap, ss