Niedoceniani, jedni z najstarszych w Europie, przytłoczeni relacjami z rodzicami oraz odpowiedzialnością za wyniki. Zestresowani, a jednocześnie wciąż z silną motywacją wewnętrzną, chęcią pogłębiania swoich kompetencji i poczuciem odpowiedzialności za młode pokolenie – to portret polskich nauczycieli, który wyłania się z Międzynarodowego Badania Nauczania i Uczenia się TALIS 2024.
To największe na świecie międzynarodowe badanie organizowane przez OECD, które sprawdza warunki pracy nauczycieli i dyrektorów szkół.
Nauczyciele grzmią przed pierwszym dzwonkiem. „Nasze zarobki były urągające”
– Co roku, 1 września, wszyscy nagle sobie o nas przypominają. Politycy głoszą wzniosłe hasła o tym, jaką to arcyważną rolę odgrywamy w procesie edukacji, jak wielka odpowiedzialność na nas spoczywa i jak oni nie ustają w trudach, aby poprawić nasz los. Właściwie to kłócą się między sobą, kto dał więcej. A jest nam tak „dobrze”, że co roku brakuje nauczycieli do pracy – mówi „Wprost” Helena, emerytowana nauczycielka. Nie chce ujawniać swojego nazwiska.
Jak podało Ministerstwo Edukacji Narodowej, na kilkanaście dni przed pierwszym dzwonkiem w szkołach i placówkach oświatowych wykazano 17 tys. 308 wolnych stanowisk pracy, co odpowiada 11 tys. 732 etatom. Resort zaznaczał jednak, że wakacje są tzw. okresem wzmożonych ruchów kadrowych, a co za tym idzie, zwiększa się liczba ofert pracy. A ze względu na to, że część ze stanowisk zostanie obsadzona, to liczba wakatów przed rozpoczęciem roku szkolnego 2026/2027 nie obrazuje rzeczywistych braków kadrowych.
– Niech mówią co chcą, a prawda jest taka, że system ratują ci, którzy biorą nadgodziny i ci, którzy – tak jak ja – mogliby cieszyć się już emeryturą, ale mają świadczenie na takim poziomie, że muszą pracować, żeby dorobić – punktuje Helena. – W którymś z wywiadów minister Barbara Nowacka powiedziała, że w ciągu ostatnich trzech lat, czyli od czasu kiedy koalicja rządząca jest przy władzy, podwyżki dla nauczycieli wyniosły ok. 40 proc. – wskazuje nauczycielka.
– Brzmi to fenomenalnie, ale konieczne jest jedno zastrzeżenie, bo bez niego to tylko bajka i mydlenie oczu. Z jakiej kwoty startowaliśmy? Opłakanie marnej. Jak słucha tego ktoś, kto nie wie, za jakie stawki pracujemy, to może sobie pomyśleć: „Ci chciwi nauczyciele wyciągają łapy po więcej, co za ludzie”. A teraz niech każdy się zastanowi, o ile wzrosła jego pensja na przestrzeni ostatnich trzech lat, a potem wyliczy z tego procent. Nasze zarobki były urągające. A nawet największy procent z małej kwoty to niewielka podwyżka. Dobrze, że była, ale MEN naprawdę nie powinno tego traktować jak sukces – dodaje pracująca emerytka.
