Uniwersytet Warszawski walczy z dyskryminacją studentek

Uniwersytet Warszawski walczy z dyskryminacją studentek

Dodano:   /  Zmieniono: 
Fot. sxc.hu Źródło:FreeImages.com
Osoby, które czują się dyskryminowane na Uniwersytecie Warszawskim, będą mogły zwrócić się o pomoc do specjalnej komisji rektorskiej. - Komisja nie będzie karać, ale wyjaśniać i prowadzić mediacje - powiedziała pomysłodawczyni jej utworzenia prof. Małgorzata Fuszara.
Prof. Fuszara, która jest socjologiem i wykładowcą m.in. na prowadzonych na UW gender studies, powiedziała, że zadaniem komisji będzie głównie mediacja w trudnych i delikatnych sprawach. Chodzi o zachowania, które nie wymagają interwencji dyscyplinarnej, ale są zgłaszanane przez studentów lub pracowników uczelni jako niepokojące. - Zdarzało mi się słyszeć od moich studentek relacje, że wykładowca np. proponuje paniom, żeby usiadły z tyłu sali, bo to nie one będą korzystać ze zdobytej wiedzy w pracy zawodowej. Studentki spotykają się też z uwagami w rodzaju: "Co panie robicie na studiach zamiast wychodzić za mąż i rodzić dzieci?" - denerwuje się prof. Fuszara.

Jej zdaniem osoba, która wygłasza takie komentarze, często nie zdaje sobie sprawy, że sprawia komuś dyskomfort, i wydaje jej się, że to niewinny żart. W takiej sytuacji wystarczy zwrócić takiemu komuś uwagę i w przyszłości wystrzega się on tego rodzaju dowcipów. - Ludziom można wytłumaczyć, że ich zachowanie, chociaż wydaje się naturalne lub niewinne, może być powodowane stereotypami i stwarzać złą atmosferę. Często przywoływane są tu przykłady z miejsc pracy. Np. to, że przełożony przeważnie prosi pracownicę o parzenie kawy wynika z przyzwyczajenia, że to kobiety się tym zajmują. Ale to, co jest dobre w domu, nie może funkcjonować w firmie, gdzie obowiązki służbowe powinny być zdefiniowane i dostosowane do stanowiska, a nie płci pracownika - tłumaczyła Fuszara.

Ponieważ jednak na uniwersytetach zwyczajowo żaden student nie zwraca profesorowi uwagi na niestosowność jego zachowania, potrzebna jest instytucja lub osoba dysponująca odpowiednim autorytetem, żeby to zrobić. Stąd pomysł utworzenia komisji rektorskiej. Według prof. Fuszary znajdą się w niej osoby o różnych specjalnościach, m.in. etyk i prawnik.

Zarządzenie w sprawie powołania komisji rektorskiej ds. przeciwdziałania dyskryminacji rektor Uniwersytetu Warszawskiego prof. Katarzyna Chałasińska-Macukow podpisała w marcu. Zgodnie z nim, członków komisji imiennie wskazuje rektor. Skład komisji ma zostać zatwierdzony do połowy maja. - Na uczelniach na całym świecie działają podobne komórki. Ich zadaniem nie jest karanie pracowników dopuszczających się uchybień, ale właśnie zwracanie uwagi na zachowania, które kogoś mogą urażać lub wyjaśnianie nieporozumień - podkreśliła Fuszara. Zaznaczyła, że bywają też sytuacje, w których komisja dowiaduje się o rzeczywistym nadużyciu i wtedy jej zadaniem jest zgłoszenie sprawy odpowiedniej instytucji, np. komisji dyscyplinarnej. Obowiązkiem tego typu komisji jest też określanie, co jest, a co nie jest dyskryminacją, żeby w przyszłości uniknąć nieporozumień i wątpliwości.

Na Uniwersytecie Warszawskim pośrednikiem między studentami a komisją będą studenci, którzy w ramach praktycznych zajęć w Klinice Prawa na Wydziale Prawa i Administracji UW świadczą porady prawne w realnych sprawach prawdziwych klientów. To rozwiązanie ma pomóc osobom dyskryminowanym przełamać opór przed zgłaszaniem swoich zastrzeżeń. - Uczelnia to bardzo zhierarchizowane środowisko. Studenci są zależni od wykładowców, którzy ich szkolą i oceniają. Przyjęliśmy też zasadę, że studenci mogą zgłaszać ewentualne problemy studentom, a pracownicy uczelni - osobie zatrudnionej w Klinice Prawa, odpowiedzialnej za sprawy związane z dyskryminacją - wyjaśniła Fuszara.

Komisja, według niej, to rozwiązanie skuteczne, a jednocześnie nie powodujące przesadnej reakcji na zachowanie, na którego karaniu nikomu nie zależy. - Przeważnie osoba, która doświadcza dyskryminacji np. ze strony szefa, nie chce, żeby on został ukarany, żeby miał kłopoty w pracy. Ona chce, żeby to się skończyło. W wielu sytuacjach to jest możliwe - podkreśliła.

PAP, arb